Czasami w dniu, który niczym się nie wyróżnia ani niczego nie wnosi, w dniu ogólnie dobro-złym, czyli żadnym, który przemija pośród ogólnej szarości, wystarczy spotkać małego, śmiesznego jeża, który się nie tylko nie boi, ale też zwyczajnie nie zwraca uwagi na głupie człowieki, i rzeczywiście to wystarcza, żeby było inaczej i jakoś tak fajnie, żeby nagle życie zrobiło się trochę ładne, bo był ten jeż, i można zapamiętać, można opowiedzieć, i nawet jak sobie już poszedł, to przecież dobrze się życzyło zwierzakowi "Pa jeżu, żeby ci nikt krzywdy nie zrobił", w końcu jeż w mieście... różnie to bywa, zatem... oto sympatyczny jeż i tyle, i wystarczy, i nie trzeba nic więcej.
wtorek, 14 czerwca 2016
poniedziałek, 13 czerwca 2016
z perspektywy Odry
dziś żyję wczorajszym dniem i tym, jak wspaniale nieważne było wszystko inne, kiedy płynęłam sobie bez celu i motywacji po Odrze, nic się nie działo, jak w "Rejsie", senna atmosfera, powolność, cicha praca silnika stateczku, który walczył z nurtem mrucząc, brzegi, ptaki, wędkarze, bezprzyczynowość, a ja sobie jestem tylko, płynę sobie, myślę sobie, fajne to było, zdaje się ,że odpoczynek to był, czyli coś zupełnie innego niż poniedziałkowy kierat, bo poniedziałek to zawsze kierat... więc wracam do wczoraj, do snucia się po wodzie i po jej brzegach, przypomniało mi się, że kiedy byłam mała często dla zabawy i zupełnie nielegalnie przepływałam promem przez Wartę, wychylałam się i patrzyłam w nurt, każde z jego zawirowań mogło mnie porwać na zawsze i było to zarazem fascynujące i straszne, wczoraj też zerkałam w wodę, ale jakby ostrożniej i rzadziej, czasami na brzegach stały martwe drzewa, ale i tak siedziały na nich ptaki, zatem być może śmierć nie zmienia aż tak znowu dużo, można by wręcz pomyśleć, że jest ona czymś powierzchownym, błąkałam się myślami wokół tych drzew, mam słabość do takiego właśnie desperackiego, tragicznego piękna potężnych uschłych gałęzi wymierzonych w niebo i do tego jeszcze ta rzeka, leniwy drapieżnik, jakieś wspomnienia, jacyś ludzie, rejs, mosty i skrzypienia
niedziela, 12 czerwca 2016
chodziłam po Głogowie
Głogów jest interesujący, stary, ale zadbany, mają tam różowy most zwany Mostem Tolerancji, sporo zabytków w okolicy rynku, część w ruinie, część tuż po renowacji, ale widać, że ktoś tam działa, robi, ratuje, mają też ładne skwery, w tym jeden z pomnikiem Dzieci Głogowskich, mają gigantyczne rondo, w centrum którego dziko rośnie 5-hektarowy park, do którego nie ma dostępu, mają Odrę, która można popływać kajakiem albo stateczkiem z prądem i pod prąd; jednakowoż najbardziej podobał mi się zrujnowany Teatr Miejski, o którym opowiedziałam już osobno, bo zasługuje i gotycki Kościół św. Mikołaja, który jest odbudowywany, ale to mocno wstępna faza... ciekawe, czy się uda, bo to gigantyczne przedsięwzięcie, cały budynek mimo rozpadu - cudny; zdjęcia oczywiście takie sobie, a światło było zdecydowanie przeciwko mnie tego dnia, ale... mnie przecież nie o to chodzi... było inaczej, było interesująco, bo chodziłam tam sobie pierwszy raz, lubię takie dni, takie bycie gdzieś indziej na chwilę, to prawie jak być kimś innym poprzez samo przebywanie w innej niż zwykle przestrzeni
Rynek i okolice
Kościół św. Mikołaja w odbudowie:
Most Tolerancji nad Odrą i muzeum tuż obok
sobota, 11 czerwca 2016
był kiedyś teatr w Głogowie....
Był sobie kiedyś teatr w Głogowie... piękny klasycystyczny teatr, bardzo stary teatr, jeden z pierwszych, jakie powstały w Polsce, Teatr Miejski im. Aleksandra Gryphiusa postawiony na początku XIX wieku, z wielką widownią i obrotową sceną, a w środku stał niezwykły fortepian zbudowany przez rzemieślnika, którego imienia dziś nikt już nie pamięta, rezonujący, z podwójnym dnem, na którym podobno grał Liszt, ludzie chodzili do tego wielkiego budynku na koncerty, na opery i operetki, chodzili na balet, na przedstawienia, dość długo handlowano tam też.... mięsem, bo budynek powstał na miejscu funkcjonującego od średniowiecza targu mięsnego, o czym zaskakująco długo się pamiętało, zatem w pewnym sensie chleb i igrzyska były w jednym miejscu, rzecz w sumie mało zaskakująca, bo budynek znajdował się w centrum miasta, był jego artystycznym i handlowym sercem, stał sobie dziesiątki lat, przetrwał wiele kryzysów ekonomicznych i historycznych, a potem ktoś zniszczył ten teatr, Niemcy zniszczyli w 1945 czy może po prostu jacyś ludzie zniszczyli go bez powodu i bez sensu, i teraz go nie ma, a przecież jest nadal, stoją ruiny w centrum Głogowa, chwieja się na rynku zachwycające ruiny, trochę straszne... na doryckich kolumnach widać sito ze śladów po kulach, płatami odłazi karminowy ryzalit, więc nie ma teatru w Głogowie i zarazem jest, tymczasem gdzieś w tle ludzie się kłócą - jak, kiedy i za ile go odbudować? ruiny pękają, choć ciągle pozostają imponujące, bardzo mi się podobały, dawno nie widziałam czegoś tak niesamowitego.
piątek, 10 czerwca 2016
na ratunek żurawinie
*******
wieczorna nasiadówka ogrodowa przy piwie, makowcu i mięsiwie u Andrzeja zmieniła się w globalne plotki i radosne złośliwości, ale bardzo fajne, bardzo, zafalowało wakacjami
czwartek, 9 czerwca 2016
A to Polska właśnie...
kiedyś maki to było tylko Monte Casino, bo gdy byłam mała, pamiętałam jedynie, że w pewnej piosence piły krew i było to trochę upiorne skojarzenie, ot jaka jest moc edukacji patriotycznej, ale teraz maki to maki, swojski krajobraz i jakoś się mi dobrze na nie patrzy, i bardziej to jest Wyspiański, bardziej sentymentalne "A to Polska właśnie...", do tego niebieskie chabry i bociany, takie rzeczy to tylko u nas
środa, 8 czerwca 2016
okoliczności przyrody
w tym roku mój balkon szaleje jak nigdy, niemalże wszystko się udało, wykiełkowało, zażyło (nawet passiflora, której nigdy wcześniej nie udało mi się utrzymać przy życiu - jest, rośnie i się wije, wszystkie poziomki kwitną, truskawka owocuje), oczywiście zaprzyjaźnione zwierzęta starają się pożerać tę moją roślinność (w celach rozrywkowych chyba), a ja nie do końca jestem w stanie je powstrzymać, co grozi przetrzebieniem balkonowej zieleni niestety, póki co jestem jednak dumna, z roku na rok okazuję się coraz znamienitszym bohaterem na moim mikroskopijnym balkonie, a jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa...
Subskrybuj:
Posty (Atom)