czwartek, 17 sierpnia 2017

przynależności, czyli o tym jak odkryłam Beth Hart (Beth Hart - You Belong To Me)

przypadkiem, gdzieś między Krall, a Jopek i Amy zabłąkała się Hart, no to klikam i normalnie boję się tej kobiety, ma w sobie taką charyzmę i ostrość, takie spacerowanie po krawędziach, taki dramatyzm, w tym jak śpiewa, ale tez w tym jak się zachowuje, jak wypełnia przestrzeń, że wyobrażam sobie, jak by mnie to przytłaczało w kontakcie, jak by mi to zapierało dech, to jest babka, która w chwili namiętności spali świat, a w chwili gniewu wytłucze facetowi wszystkie talerze, przy czym połową w niego trafi, a jednak.... jakoś mi to imponuje, jakoś to podziwiam, i myślę sobie, jaka zachwycająca, ekstremalnie wyrazista babka... nawet jak to jakiś border jest, to co? i tak  - piękne zjawisko, mocne śpiewanie; a "You belong to me" to wspaniała opowieść i  trzeba właśnie być kimś takim ekstremalnym jak Beth Hart, żeby to zabrzmiało, żeby znaczyło

niedziela, 13 sierpnia 2017

biegając pod czwartą tęczą

biegałam wczoraj po małym stadionie, sama, jakoś się rozstroiłam, po myślach poszły mi fałszywe tony i postanowiłam to rozbiegać, sama już nie wiem, o co mi chodziło, o słowo lub gest, o coś błahego, co mnie zachwiało, łatwo mnie zbić z pantałyku ostatnio, choć nie wiem, czym jest pantałyk i w jednej chwili zjadają mnie wątpliwości i jestem najeżonym jeżem, nic nie jest łatwe, nie bywa, więc nagle wstałam i pomyślałam: rozbiegam to, pogoda taka sobie, szło na deszcz, na trybunach stadionu jakaś młoda para, jakiś piękny wakacyjny flirt, śmiechy, przekomarzania, a ja biegam i nie mogę się otrzepać, więc szybki dialog z przeznaczeniem, szybki zakład... jeśli będę tu biegała sama, to niech mnie już żrą te wątpliwości, bo może są słuszne, a jeśli zanim skończę biegać pojawi się współbiegacz (a dodam, że rokowania były niewielkie), to znaczy, że jestem wariatką i sama się nakręcam, i nie warto tego robić, nie warto ulegać słabościom i czarnowidztwu, i co? i tuż przed ostatnim okrążeniem okazało się, że ktoś za mną biegnie, potem deszcz się rozpadał, usiadłam na trawie, trochę mokłam sobie w tym deszczu, na niebie pojawiła się czwarta w te wakacje tęcza i okazało się, że jest mi doskonale, spłukałam z siebie zniecierpliwienia i kipiące myśli, których źródłem jestem głównie ja sama, i doceniłam, że to wszystko jest przecież dla mnie, z mojego powodu, i jeszcze ta mokra trawa, deszcz, tęcza, słońce i ten człowiek biegnący za mną - taki piękny moment, kawałek całkiem dobrego życia


sobota, 12 sierpnia 2017

niewiarygodne poranki

 sierpniowe poranki są ostatnio pełne jakiegoś mistycznego piękna, a ja dostaję codziennie szansę, aby na nie spojrzeć i to jest rzeczywiście niezwykły podarunek, można przecież podarować Spojrzenie na coś pięknego, można się nim podzielić i ten wybór, ta chęć - to właśnie jest podarunek, inny niż inne, zwykle cenniejszy niż góry złota i platyny, przynajmniej dla mnie, lubię to poranne światło sączące się przez chmury, cały ten niepodważalny blask, który nie mówi wcale, że czas mija i skazuje nas na to mijanie, ale raczej pokazuje, że jest nowy świeży dzień, pełen szans i okazji na wszystko, wystarczy nie psuć za dużo, usiłuję nie psuć zatem, plan minimum - nie niszczyć, to jest plan mimo wszystko ambitny

piątek, 11 sierpnia 2017

przyczyny gaśnięcia gwiazd (Miuosh feat. Krzysztof Zalewski - Perseidy)


ostatnio często ja i Silk wymieniamy kilka słów, Silk zawsze miała dar do pięknych słów, na które ja nigdy nie miałabym odwagi, bo wydają mi się zbyt górnolotne, by je wypowiadać czy czasami nawet pomyśleć, ale kiedy już Silk mówi, to myślę sobie często, że tak, tak jest, że jakoś czuję podobnie lub co najmniej rozumiem aż nadto, podziwiam odwagę Silk do ujmowania emocji w słowa, bez obawy, że narazi się na tani melodramatyzm czy śmieszność, ona mówi, kiedy ja przemilczam; ostatnio właśnie Silk powiedziała Coś jakiemuś swojemu ważnemu Komuś, a mnie echo tych słów zabrzmiało dziś w głowie wieczorem, kiedy tysięczny raz rozważałam mój stary dylemat: mówić czy milczeć - i oczywiście nie ma idealnego rozwiązania, rzecz jest więcej niż subiektywna i wiele zależy od konkretnej sytuacji, od tego kto, do kogo mówi także, ale Silk ma też rację, zbyt wiele milczenia czy raczej przemilczania tego, co powinno zostać wypowiedziane i nazwane, dookreślone - nie tylko na potrzeby Tu i Teraz, ale też na potrzeby Kiedyś i Potem - gasi ludziom ich gwiazdy i prowadzi do nieporozumień, niedomówień, które sieją zamęt - łatwo się w nim zagubić, w takim świecie, który nagle może stać się cudzy i obcy, któremu ciężko zaufać i jeszcze trudnej się w nim znaleźć, tak mi się wydaje, tak sobie pomyślałam; a przecież właśnie ja ostatnimi czasy zdecydowanie częściej milczę niż mówię, i nie do końca rozumiem, czemu tak jest, to nie tylko jakaś tam moja zwykła zachowawczość czy po prostu tchórzostwo, ja lubię milczeć, bo słowa płoszą mi rzeczywistość, bo wydają mi się nadmiarem w mojej przestrzeni, bo nie dość do niej przystają, bo pewne rzeczy są tak oczywiste.... a przecież jednocześnie wiem i rozumiem, że trzeba niekiedy to przełamać i mówić także o oczywistościach, właśnie z powodu tych gwiazd

Tako rzecze melodramatyczna Silk:
- Jeśli nie wiem, kim jesteś Ty, bo milczysz, nie mając odwagi mówić i nazywać, jeśli nie wiesz, kim jestem ja, bo odpowiadam moim równie tchórzliwym milczeniem na twoje milczenie, to naszym światem będą rządziły reguły oraz ograniczenia stworzone przez innych, a my zagubimy się w świecie, który nie został dla nas ani przez nas stworzony i stracimy nasze gwiazdy, szczerość można wymienić tylko na szczerość, a zaufanie na zaufanie.

czwartek, 10 sierpnia 2017

pewien kot i pewien człowiek

no lubię koty, tak po prostu, lubię i już, i jest taki jeden urokliwy kociak, strasznie ładny, przybłąkał się do zakładu kamieniarskiego do Pana Heńka, który zbiera wszelkie bezdomne zwierzęta i udziela im schronienia, myślę, że to jest wyjątkowo fajne i tak zwyczajnie miłe, że ktoś robi takie rzeczy, zgarnia zwierzaki, żeby przetrwały, że ich nie krzywdzi, tylko pomaga i mam nadzieję, że to będzie początek pięknej znajomości człowieka i kota, życzę im obu wszelkiego dobra

środa, 9 sierpnia 2017

wyciszając się biegiem i ciesząc się rowerem

rano biegałam, było przyjemnie chłodno, miałam ładne widoki na wielką wodę i dość monotonną ścieżkę, ale wyciszyłam się dzięki tej monotonii, co było konieczne, bo dzień wydawał się nie mieć końca w ten jątrzący, przykry sposób, w jaki ciągną się niektóre dni, podszyte niewypowiedzianym niepokojem i wynikającym z osobności smutkiem, martwił mnie ten dzień po prostu, na wiele sposobów, ale po południu okazało się, że wbrew moim przeświadczeniom jednak jadę na wycieczkę rowerową do Nysy... no to pojechałam, z pewną ulgą, i dobrze się okazało być w tej Nysie, wracało się rowerami wieczorem, pola pachniały zbożem, słońce zachodziło... i tym sposobem dzień, który ciągnął się do niemożliwości i zaczął dość cierpko, skończył się jakoś tak pięknie i harmonijnie, co rzeczywiście napawa mnie optymizmem, ostrożnym, ale... jednak optymizmem, moja pamięć robiła zdjęcia


wtorek, 8 sierpnia 2017

tysiąc porzuconych rękawiczek - ta najbardziej pomięta

To nie jest ładna rękawiczka, ale to jest rękawiczka. Dziś jestem pomięta jak ona, wstałam rano, wypiłam godną ilość kawy, zjadłam śniadanie, zjadłam nawet coś słodkiego, miałam zamiar pobiegać, po czym o 8 rano położyłam się do łóżka i zasnęłam, ocknęłam się koło 12... z uczuciem całkowitej dezorientacji, śniła mi się afera szpiegowska, prawie udało mi się ją uchwycić, wiem na pewno, że nielegalnie coś drukowałam na bardzo nowoczesnej drukarce, jakiś przedmiot, coś jakby klucz? nie wiem, w każdym razie był on niezbędny do dalszych działań, a ryzyko, że zostanę przyłapana było duże, współpracowała ze mną jakaś kobieta, ale nie wiem kto i jeszcze kilka osób, tyle pamiętam... byłam szpiegiem i kombinatorem, i to było jakby nie teraz i nie tu, jakby gdzieś indziej i w przyszłości, obudziłam się zmięta i odklejona od rzeczywistości... i to uczucie ogólnego wymięcia towarzyszy mi dziś wiernie, nie umiem się z niego otrzepać, mam jakieś zmęczenie w ciele, znużenie w myślach, nawet czytać mi się nie chce... jestem najbardziej wymięta dziewczyną w tej okolicy, za oknem słońce, wakacje, ludzie żyją, mają swoją dynamikę, a ja siedzę i gapię się w nic, i w ogóle nie jestem ładną dziewczyną, choć jestem dziewczyną.