sobota, 7 maja 2016

zmiana nr 1


coś się zmieniło dziś, zgodnie z wczorajszymi zapowiedziami, akurat od tej zmiany chętnie bym się uchyliła, choć nie jest wcale oczywistym, czy to zmiana na gorsze czy na lepsze, nie sposób tego ocenić, jest to jednak dotkliwa starta, więc.... no tak, jest mi przykro, no jest;
biegałam dziś wolno przez las, bardzo wolno i prawie udało mi się to wszystko rozbiegać, prawie; sezon na zmiany uważam oficjalnie za otwarty, powiedz pa

piątek, 6 maja 2016

sezon na zmiany

zmiany są nieuniknione i to jest mój czas zmian, dziś właśnie każda z nich do mnie przyszła, zapowiedzi odmiany, zapowiedzi końców i nowych początków, jestem zaniepokojona i przytłoczona, bo nagle okazało się, że jest ich sporo i to na wielu frontach; jeszcze nie wiem, jak powinnam się czuć, bo nie wiem, czy to dobre czy złe zmiany, to przecież zwykle wie się dopiero potem; jednak na pewno wystraszyłam się i to jakby chwilowo prawie wszystko... jestem też zestresowana, bo czuję to w ciele, które w kilka chwil się spięło, skurczyło, spłyciło mi oddech; chętnie bym sobie popłakała, żeby się odprężyć, choć jeszcze nie wiem czemu, więc nie płaczę; spycham myśli, które mnie niepokoją, spycham na bok emocje, które robią mi źle, odkładam je na potem, na później, kiedy się mocniej oswoję z tym, co konieczne lub nieuniknione; i jakoś mi tak przykro i nieprzyjemnie, i tęsknię za tym, co odchodzi, bo w końcu jestem sentymentalna jak zazwyczaj, bo zmiana to zawsze jakaś strata; i teraz to już jest wszystko, rzeczywiście

czwartek, 5 maja 2016

street art cz. 29 (Świebodzin)

Podobno kiedyś przyjechali do Świebodzina Brytyjczycy, miasto dało im kilka ścian do dyspozycji i malowali, niewiele z tego zostało do tej pory, ale to co się zachowało wygląda całkiem nieźle...
  











środa, 4 maja 2016

był sobie wielki dzień...

Moi maturzyści pisali dziś maturę, kopnęłam każdego na szczęście, wyprawiłam na salę, ale tak naprawdę chyba tego nie potrzebowali, bardzo byłam z nich dumna, że przyszli, tacy dorośli i piękni, i że się postarali, że jak dojrzali ludzie podeszli do tego egzaminu, nie jakieś tam próbowanie, tylko po prostu idziemy i zdajemy, kiedy oni tak urośli? Mam nadzieję, że będzie dobrze, każdy z nich zasłużył na to, żeby odnieść sukces na miarę swoich starań, a i ja chciałabym mieć poczucie, że cały ten trzyletni wysiłek miał sens i cel, oczywiście - wiem, jasne, miał, po prostu byłoby wspaniale, gdyby im się udało dla nich samych, to byłoby bardzo fajnie.

Tymczasem... nikt nie wybrał Herberta, może dobrze, bo trudny, ale też Herbert wart był wybrania, taki klasycznie szlachetny, osadzony w wyrazistych ramach wartości. Dawanie słowa... to coś zapomnianego już chyba, a przecież szkoda. Więc ten Herbert... przejrzałam arkusz i pomyślałam: do wyboru była miłość lub trudne zagadnienia etyczne, miłość musiała wygrać, rzecz jasna, rzecz oczywista, miłość i etyka rzadko mają po drodze.


Zbigniew Herbert "Dałem słowo"

byłem bardzo młody
i rozsądek doradzał
żeby nie dawać słowa

mogłem śmiało powiedzieć
namyślę się jeszcze
nie ma pośpiechu
to nie rozkład jazdy

dam słowo po maturze
po służbie wojskowej
kiedy zbuduję dom

ale czas eksplodował
nie było już przedtem
nie było już potem
w oślepiającym teraz
trzeba było wybierać
więc dałem słowo
słowo –
pętla na szyi
słowo ostateczne

w rzadkich chwilach
kiedy wszystko staje się lekkie
przechodzi w przezroczystość
myślę sobie:
„słowo daję
chętnie bym
cofnął dane słowo”

trwa to krótko
bo oto – skrzypi oś świata
mijają ludzie
krajobrazy
kolorowe obręcze czasu
a dane słowo
ugrzęzło w gardle

wtorek, 3 maja 2016

do prawosławnego kościółka i z powrotem

Błyszczą te małe wieżyczki miedzią na duże odległości i od dawna chciałam zobaczyć, co tam się buduje, więc dziś właśnie podreptałam, dziś był ten dzień, i okazuje się, że w ZG jest parafia prawosławna, która nie tyle buduje, co rozbudowuje swój maleńki kościółek na wzgórzu, dookoła domy jednorodzinne, kościółek jakby się w nie wtapiał, naprawdę ładne to może być jak skończą, póki co wieżyczki, ikona nad wejściem, święty Mikołaj jako patron, kilka tulipanów, ciekawostka, całkiem fajny spacer w paką chusteczek w ręku, bo oczywiście nadal jestem chora; prawosławie w ZG... w sumie wszystko się zgadza, czemu nie?









poniedziałek, 2 maja 2016

oglądając się na Wrocław

Otarłam się wczoraj także o Wrocław, na moment, na kilka godzin, w przelocie z Kępna do domu, Wrocław oczywiście przepiękny, a przecież niewidziany od zamierzchłego dzieciństwa, więc prawie jakby nigdy, przedeptałam go brzegiem Odry, obrzuciłam okiem rzeźby Abakanowicz pod muzeum - Rycerze i Ptaki (nie zabiły mnie) i zjadłam przepyszną pizzę w lokalu Casa Italiana koło rynku, na jedzenie czekałam wieczność, ale było warto, poza tym wszyscy mnie przepraszali, a ja cenię ludzi zwyczajnie miłych i uprzejmych, nie ich wina, że mieli mnóstwo gości, co zresztą o lokalu świadczyło dobrze, ostatecznie dostałam lody za grzeczne czekanie, zatem cierpliwość jednak czasami popłaca; poza tym... piękny, spokojny dzień, tylko pozornie pozbawiony zdarzeń, dzień idealny na spacer po mieście, wiatr wiał lekko od Odry, słońce, ludzie z dzieciakami, stateczki na rzece, piękne budynki, to był własnie taki zwyczajnie dobry dzień, wracałam goniąc zachód słońca, prawie zapomniałam o przeziębieniu, prawie zapomniałam o wszystkim. Dziś choruję i oglądam się na ten dzień przez ramię.






niedziela, 1 maja 2016

zakatarzona biegaczka (III Kępiński Bieg Uliczny)

Kępno, ciepło upiornie, 10-kilometrowy bieg uliczny bez grama cienia, a ja jeszcze z tym katarem... z gorączką, zdechlak i tyle, było ciężko, kobiet biegło tylko kilkadziesiąt.... byłam 11. w mojej kategorii, nie wiem, jakim cudem, uff... został mi medal i satysfakcja, że jednak się udało. Co jeszcze... Grochówka była pyszna i piękną wieżę ciśnień mają w Kępnie, a teraz idę sobie chorować.... w małym, cichym kąciku.