poniedziałek, 7 lipca 2014

Mowa nienawiści

Mowa nienawiści to wypowiedzi, które szerzą, propagują i usprawiedliwiają nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm oraz inne formy nietolerancji, podważające bezpieczeństwo demokratyczne, spoistość kulturową i pluralizm. (wg Komitetu Rady Ministrów Rady Europy)

art. 257 KK - kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. (a co z całym LGBT? z niepełnosprawnymi? osobami starszymi?)


*****

-Wszyscy cię nienawidzą - powiedział i w jednej chwili zacisnęłam się jak piąstka i przestałam go kochać, przestałam go lubić, przestałam mu ufać na zawsze, czyli na całą cholerną wieczność. Początek definitywnego końca, bez żalu, bez litości, staliśmy się w jednej chwili wrogami.

niedziela, 6 lipca 2014

street art - szablony i vlepka, cz. 5

nieistniejący już świetny szablon, zamalowany tuż po tym jak zrobiłam zdjęcia

jeden z wielu niewiędnących kwiatków w ZG

zieleń miejska - proste, ale ładnie rozmieszczone

szablon na Ogrodowej (ZG)


zaangażowana vlepka - rzecz cenna

jeden jedyny taki szablon od dawna przyczajony w okolicach zielonogórskiego rynku
znalezione w Szklarskiej Porębie

prosty, ale wściekle różowy domek na szlaku górskim

Duch Gór na szlaku z Odrodzenia do Jagniątkowa

Duch Gór na głazie

sobota, 5 lipca 2014

Distorted Angels - absolutnie wow....

Archive, zespół muzycznie odpowiedzialny za wiele wydarzeń w moim życiu, wydał nową płytę, która jest po prostu niesamowita... Posunęłam się do kupna oryginału w Empiku, nawet. Słucham i oglądam, chodząc, jedząc, myśląc, oddychając, czując, prawie śpiąc, ciągle, czyli nowa mała obsesja, pięknie.

piątek, 4 lipca 2014

On i Ona na górskim szlaku

(idą, idą, idą... po kamienistym szlaku, idą, idą, idą...)
Ona: Daleko jeszcze?
On:......
Ona: Gdzie jesteśmy?
On: W górach...
Ona: Uhm....
*****
(wspinaczka po skalistej ścieżce)
On: O zobacz, zobacz, jaki fajny duży kamień z dziurą na parasol.
Ona: (podchodzi, zerka) No, wygląda raczej jak dupa świata, czyli dokładnie to miejsce, gdzie ma nas świat.
On: Hm, no tak, to lepiej już chodźmy.
*****
(wysoko w górach, na szlaku, panoramy i landszafty jak okiem sięgnąć)
On: Chodź, coś ci pokażę. O tam, pokaże ci, nic nie widać, ale chodź ci pokażę, tam za tamtą skałą z tamtej strony jest taki wodospad, stąd nie widać, ale jest! Widzisz?
Ona: Ta... super, dzięki.
*****
(przy krzaku jagód)
Ona: Pyszne...(je)
On: (odchodząc) Chodź już, wystarczy.
Ona: Odrywasz mnie od paśnika...
(On idzie dalej, Ona go dogania)
Ona:.......
On: Gniewasz się?
Ona:.......
On: Co?
Ona: Wiesz, jak często mam okazję jeść jagody prosto z krzaka? Powiem ci tylko, że rzadko. Na twoje szczęście dostałam dziś rano naleśniki z jagodami i wiele mogę znieść.
(idą, idą, idą....)


czwartek, 3 lipca 2014

Przechodzony skrawek dworku

Kiedy już będę starą, grubą ostatecznie (i bezwstydnie) zdziwaczałą kobietą mój dom nieuchronnie zmieni się w muzeum rzeczy znalezionych, by nie rzec w graciarnię, choć nie znoszę do domu byle czego, tylko drobne skrawki, to zawsze z poczuciem, że posiadam skarb; łyżeczki z odległych restauracji, filiżanki z pęknięty uchem, książki wystawione przed starą biblioteką, nóż tępy jak nieszczęście, który spadł ze sceny podczas przedstawienia; nie jest tego dużo, ale regularnie się zdarza... I teraz właśnie chodziłam po starym zrujnowanym Żabim Dworze - na werandzie na tyłach domu sterty chybotliwych gruzów, a na podłodze potrzaskane resztki przepięknych grubych kafli, które kiedyś zapewne zdobiły werandę, po których biegano, które ktoś szorował na kolanach, zamiatał, ktoś tylko deptał, ktoś wydeptywał przez nie ścieżki i pozwalał ich wzorom wrastać w swoje wspomnienia, kafle ze śladami tysięcy stóp, milionów wydeptanych kroków. I był jeden cały, oderwany od podłogi, nieuszkodzony, ostatni z ostatnich, czekający na coś, no i zabrałam go do mojego domu. Prawdziwy skarb.


środa, 2 lipca 2014

tęcza w połowie roku

Właśnie teraz w połowie roku, u progu lipca, tuż po końcówce czerwca, z moich pełnych światła okien zdarzyło mi się zobaczyć najpiękniejszą, najbardziej wyraźną, spektakularną (podwójną!!!) tęczę, jaką kiedykolwiek widziałam, pełny łuk optymizmu, ludzie wychodzili z domów i nawoływali się, żeby ją oglądać, podsłuchiwałam, samo to nawoływanie było czymś szczególnym, bo nie wypadek, nie ktoś się na kogoś wścieka, nie czas na obiad, nie trzeba się spieszyć, tylko po prostu jest tęcza, cholernie piękna, prawie nierzeczywista i trzeba ją zobaczyć, żeby potem komuś o niej opowiedzieć. Teraz zupełnie na serio oczekuję, iż będzie to prognoza nieskazitelnego farta na przynajmniej kolejne pół roku. Tylko co z tym garncem złota na końcu tęczy, czy jest i na którym końcu, i czy warto go szukać?




wtorek, 1 lipca 2014

Twisted

Bo jeśli chodzi o miłość, związki i inne konfiguracje, te sprawy, w ogóle, to w sumie kompletnie się nie znam i jedyne, co wiem, to to, że zawsze jestem "twisted" właśnie w tych kwestiach, dokładnie, być może tak zresztą być powinno, nieustanna metoda prób i błędów, tryb "twisted". Nieznośne bywa przecież okrucieństwo oczywistych i słusznych lub co gorsza poprawnych rozwiązań, które przecież nie istnieją naprawdę.