książkę kupiłam w prezencie nie sobie, ale i tak została mi użyczona i fajnie, bo dawno nic Kinga nie czytałam, w zasadzie od wielu lat; oczywiście tytuł budzi we mnie zupełnie subiektywne wspomnienia, które z książką nie mają nic wspólnego [kiedy byłam mała moja babcia Krysia miała blaszane niebieskie pudełko z guzikami, którymi często się bawiłam, uważałam, że są piękne i bardzo chciałam mieć takie pudełko, gdzieś ono potem przepadło po śmierci babci, a mnie zostało samo pragnienie pudełka, od dawna zbieram guziki, aby je kiedyś mieć], ale.... żeby tak coś jednak o tej powieści napisać - dobrze się to czytało, King nawet w tandemie pozostaje sprawnym rzemieślnikiem, pomysł na opowieść też jest jak zawsze niby prosty a niebanalny, mała dziewczynka dostaje pudełko od nieznajomego, przynosi jej ono szczęście i pieniądze, ale nie może o nim nikomu powiedzieć, musi je chronić, bo pudełko zawiera guziki zdolne zniszczyć świat, w sumie jest to także historia dorastania, zmiany, opowieść o pokusie, odpowiedzialności, oczywiście miejscami straszna, z finałem pełnym grozy, ale jednak to mądra opowieść, lekko napisana i bardzo wciągająca; nie mogłam się jednak oprzeć myśli, że jest to pewien szkic, który powinien się rozrosnąć, że ta historia ma większy potencjał, psychologię bohaterów można by rozbudować, zwłaszcza w drugim planie, a wydarzenia opisać dokładniej, więcej wnikliwości, więcej szczegółów, to by tylko wzbogaciło całość, oczywiście to nadal jest świetna i dynamiczna historia, ale jakby przedstawiona w skrócie, w zarysie, w uproszczeniu, i chyba trochę mi było szkoda, że tak pędzę przez życie bohaterki, nie mogąc się w nim naprawdę rozgościć i rozejrzeć
niedziela, 7 stycznia 2018
sobota, 6 stycznia 2018
w słońcu przez las
dłuuugi spacer trasą, którą zwykle biegam, piękny dzień był po prostu, pełen słońca, jakby już teraz zaraz w styczniu miała przyjść wiosna, wiadomo, że nie, ale i tak słońce dało po kościach, stworzyło złudzenia, szliśmy przez las i wszystko się zgadzało, sfotografowałam nasze zimowe cienie, żeby to zapamiętać, to właśnie jest Coś o Czymś w mojej osobistej skali, czyli jedynej, która naprawdę Znaczy
piątek, 5 stycznia 2018
"dokądkolwiek się udasz, zabierasz tam siebie" (N. Gaiman "Księga cmentarna")
Kiedy jeszcze Kuba mi nie zniknął i nie zakopał się w Łodzi, to mówił mi kilka razy o Gaimanie, i w sumie to z jego odległej już w czasie inspiracji sięgnęłam w ubiegłym roku po tego Gaimana, a teraz czytam i przypomniało mi się, że to właśnie o "Księdze cmentarnej" mi kiedyś Kuba mówił, że właśnie czyta, że poleca i że fajna, i miał wtedy rację, bo faktycznie fajna, teraz czytam ją ja, podoba mi się pewna miękkość i łagodność tej książki, mglisty, delikatny klimat utrzymujący się pomimo grozy, niesamowitości i wszechobecnej śmierci, jakoś mnie to urzeka i jakoś robi mi to spokój; znowu Gaiman ma nowy pomysł na świat, na życie i umieranie, na mistyczne fundamenty rzeczywistości, a ja podziwiam i myślę sobie, że to jest powieść także dla młodzieży, może nawet dzieci, oczywiście nie małych, ale takich powiedzmy 12-latków już tak, bo mimo całej fantastyki jest w tej powieści pewna nieusuwalna uczciwość, bo jest w niej zło, które jest straszne i przeokropne, jest śmierć, która jest nieunikniona, ale niczego nie kończy, są przede wszystkim fantastyczne postaci - wielowymiarowe i niejednoznaczne, których osobowość jednak kupuje się jako w pełni "ludzką" i wiarygodną, no i jest to piękna opowieść o dorastaniu, odwadze, samotności, rodzinie, poświęceniu i egoizmie, o magii, ale też o czasie, o mijaniu, w jakimś sensie jest to również powieść inicjacyjna o dorastaniu, o odkrywaniu siebie, zatem znowu mnie ten Gaiman zaczarował, ale tym razem nie rozmachem i kreatywnością, nawet nie przemyślaną konstrukcją fabuły, ale urokiem samej opowieści, bo to jest po prostu piękna baśń, która oswaja śmierć i sprawia, że poczucie bezradności wobec niej (którego każdy przecież czasami doświadcza) traci swój impet
![]() |
| (Neil Gaiman "Księga cmentarna") |
czwartek, 4 stycznia 2018
niebieska małpa (street art, cz. 43)
mijam tę małpę prawie codziennie, hacząc o nią wzrokiem z bliska lub daleka odkąd zmieniła mi się trasa do pracy, zwykle widzimy się jak wracam do domu, mam wówczas jakoś mocniej ją po drodze, zatem: złośliwa małpa i ja, pewne to jest bardzo głupie, ale jakoś mnie bawi jej wyszczerzony dziób i na moment odpala mi się wewnętrzne "ha-ha", dobre i to, trzeba doceniać i to - siła rzeczy drobnych przeciwko burości i szarości stycznia
środa, 3 stycznia 2018
uwaga, uwaga, spadł śnieg na chwilę
powrót do pracy jest - co tu dużo gadać - bolesny... w perspektywie cały miesiąc nieustającego krążenia w półmroku, trzeba jakoś to przetrwać, choć jest jakieś smętne marnotrawstwo czasu i życia w takim przetrwalnikowym podejściu, z drugiej stronie przetrwanie to rzecz zasadnicza w tej depresyjnej ciemności i burości, która mnie otacza, dziś na chwilę spadł śnieg, a potem szast prast i już go nie było, ale na chwilę spadł i zrobiło się jaśniej, zrobiło się lepiej... marzy mi się zima i biel, taka jak w dzieciństwie, trzaskający mróz, iskrzące się zaspy w wieczornym świetle... lepienie bałwana, bo jasne, że bym poszła i ulepiła, mam w końcu Małą Mi, więc mogę nadal poszaleć w śniegu, że niby dla Potomka się to robi, nie wiem skąd mi się bierze ta wiara, że śnieg naprawiłby przestrzeń i załatał styczniowy czas, ale rzeczywiście tak właśnie mi się wydaje, w to właśnie chwilowo wierzę
wtorek, 2 stycznia 2018
tysiąc porzuconych rękawiczek - wielgachna czerwona
trzeba było zacząć ten rok, iść do pracy, ogólnie ruszyć z życiem, i po grudzie to szło, oj po grudzie, ale wracając tuż pod blokiem na żywopłocie leżała rękawiczka, prawie jakby trzymała kciuki, więc mimowolnie i zabobonie, że aż wstyd uznałam, że trzyma kciuki za mnie i że może jakoś to będzie, że to może być dobry omen, bo czemu nie?
poniedziałek, 1 stycznia 2018
nadzieje i niepokoje
patrzę na nadchodzący rok z nadzieją i niepokojem, dokładnie tak, przeczuwam kłopoty, bo kłopoty są zawsze, choć oczywiście tym razem nie chodzi jedynie o tak trywialne przeświadczenie, po prostu widzę wiele punktów,w których coś może się zapalić i spłonąć mi w rękach, mimo wszystko mam nadzieję, że nie będą to jednak trudności z gatunku nierozwiązywalnych i pożary czyniące szkody nie do naprawienia, i to wszystko, i to już
Subskrybuj:
Posty (Atom)









