wtorek, 14 lutego 2017

Walentynki i Burdel

kolejny raz dziękuje Danielowi, do którego nie mam czasu napisać (przepraszam), że pokazał mi Pożar w burdelu; i oto proszę piosenka, która godna jest tego, by nią czcić moje absolutnie dewastujące i upiorne tegoroczne Walentynki, święto, do którego nigdy nie miałam ani zapału, ani przekonania, chyba wszystko przez to, że zupełnie nie znam się na miłości i tych wszystkich romantycznych sprawach, serio tak uważam, a może to tylko mój cynizm? tak właśnie chyba kończą idealiści, jako zgryźliwi cynicy, pewni, że skoro ich idealizm nie przystaje do rzeczywistości, niczego nie ratuje ani nie wynagradza, to cynizm będzie całkiem sensownym wdziankiem i przecież trochę tak jest ;)

poniedziałek, 13 lutego 2017

inne słowa sprzed tysiąca lat


obudziłam się dziś rano z tak zaciśniętymi szczękami, takim nieprzejednanym napięciem w całym ciele, że z trudem się rozprostowałam, czas wracać do codzienności, bo muszę do niej wracać, dla własnego dobra, trzeba żyć, trzeba pracować, wiadomo, ale mam też taką próżnię i zmęczenie jeszcze w sobie, że nagle nie chce mi się nic mówić do nikogo, zwyczajnie nie mam słów, zawsze miałam, a teraz wszystkie mi uciekły, w pracy jest to pewien problem, bo muszę przecież mówić, więc zmuszam się i mówię, było zresztą nawet dość przyjemnie zobaczyć dzieciaki po feriach, z nimi zawsze jest całkiem fajnie, ktoś mnie nawet dziś spontanicznie przytulił, co w gruncie rzeczy naprawdę mnie wzruszyło, nie lubię za bardzo fizycznego kontaktu, ale tym razem było to miłe i dobre jakieś, bardzo prawdziwe; tymczasem jednak wróciłam do domu i nadal zasklepiam się w mówieniu nic, także tutaj w moim quasi-pamiętniku nic przecież nie muszę, więc tylko skorzystam ze starych słów, gdzieś, kiedyś, tysiące lat temu zapisanych w czasach, gdy byłam galaktyką o wielu możliwościach;

aaa... mam dziś imieniny, zapomniałam... nikt nie pamięta o lutowych Katarzynach, nawet one same, moja mama pamięta i to wystarcza, no i jeszcze B. pamiętał, co było w sumie sympatyczne, i może wszystko przez te imieniny, ten 13., ten luty, to całe bezlitosne zimno, brak słońca, to musi być to, zwłaszcza chłód, potrzebuję wiosny, żeby rozgrzała mi krew, niech już ta wiosna przyjdzie zanim definitywnie zamarznę;

niedziela, 12 lutego 2017

czemu?

Mała Mi wstała z łóżka, przyszła się przytulić, a potem spojrzała na mnie uważnie i powiedziała:
- Hej, czemu jesteś w takim podłym nastroju?
- Życie chłoszcze córko, tak bywa.... - odpowiedziałam, wiedząc, że to mocno wymijająca odpowiedź. Nie myślę, nie oddycham zbyt głęboko, nie płaczę. Kiedy masz dziecko, przestaje być to opcją nawet w złe dni. Zaciskasz zęby i dajesz radę, bo nie ma planu B, bo wiesz, że musi ci TO przejść.

sobota, 11 lutego 2017

czy?

rozważanie teoretyczno-praktyczne... czy można kochać mężczyznę bez wątpliwości, egoizmu i wahania, bez pasów bezpieczeństwa? i pytanie tysiąc razy ważniejsze, czy miałabym, czy mam de facto odwagę to sprawdzić? wszystko wiem i nic nie wiem zupełnie - (nadal nie, ciągle jeszcze nie, więc NIE)


piątek, 10 lutego 2017

była sobie słodka nieświadomość (Bebe - Cocaine)

słucham tej piosenki od kilku dni (no dobra... ze dwa tygodnie już jej słucham, codziennie, nich nikt nie pyta czemu, to taka moja wersja nerwicy natręctw), słucham bez żadnej świadomości, o czym jest jej tekst, w końcu sprawdzam, no i proszę tekst jest o czymś..., nie mogę powiedzieć, żeby jego odczytanie zrobiło mi jakoś świetnie, raczej mnie przytłoczyło, i że co? i ja słucham tego co dnia? uuu, no jeśli wierzyć w jakieś podprogowe komunikaty, to nic dziwnego, że czuje się cokolwiek rozkawałkowana, przeczytałam i teraz uwiera mnie ta piosenka i nagle nie mogę jej słuchać, czy to ma jakiśkolwiek sens?


Jak mam powiedzieć, że rozpadam się na tysiąc
kawałeczków z moich kości
Że upadły schematy mojego życia
kiedy już wszystko było idealnie.
A oprócz tego
Wypiłeś mój rozum i mówili mi o wadze
tego mojego ciała
które zamieniło się w rzekę.

Ciężko mi otworzyć oczy
więc robię to powoli,
obym nie znalazła cię blisko siebie. 
Trzymam wspomnienie o tobie
niczym największy sekret

Jest kawałek światła
w tej ciemności
żeby przynieść mi spokój.
Czas koi wszystko,
burza i spokój.

środa, 8 lutego 2017

moja babcia mawiała.... (8)

Pozwól mężczyźnie, żeby sam podjął decyzję, na której ci zależy.

********

i czy to jest manipulacja? no jasne, że trochę jest! niestety jest! i samo to sprawia, że w sumie wahałam się, czy o tym pisać, bo okrucieństwo poradnictwa mojej babci wywołuje zaskakująco dużo kontrowersji wśród ludzi, którzy to czytają, babcia mówi, ja cytuję, a świat chce zabić posłańca, czyli mnie oczywiście, no ale zaryzykujmy....; oczywiście ten tekst nie był wymierzony we mnie, babcia to mówiła swojej córce, czyli mojej ciotce, a ja to wyłapałam jako dziecko podsłuchujące, czyli pilnie zajęte zabawą, podczas gdy dorośli rozmawiają zupełnie pewni, że nie słyszę, a jeśli nawet, to na pewno nie rozumiem [tu uwaga: dzieci słyszą WSZYSTKO, nawet jak wydają się bez reszty pochłonięte czymś innym, za małe, by rozumieć, i tak słyszą WSZYSTKO]; muszę tu zaznaczyć, że sceptycznie podchodziłam do tej babcinej porady jako młoda kobieta, pamiętałam, ale uważałam, że to są jakieś żarty, jakieś jaja, ale jak mi się urosło i wyhodowałam sobie cierpliwość, to musze przyznać, że jest to porada bardzo trafna, nie wiem tylko, czy ciotka, która zawsze była kobietą porywczą i prędką dała radę ją zastosować; przy tej okazji trzeba też zastrzec, że aby ta porada miała sens założyć tu trzeba, że rzeczony mężczyzna kocha kobietę lub że jest ona w jakikolwiek sposób dla niego ważna i wówczas... rzeczywiście, jeśli czegoś chcesz dziewczyno, ale on nie jest do końca przekonany, absolutnie nie wolno naciskać, bycie namolnym może działać, ale udręczony facet zrobi to, o co brynczysz bez przekonania, co może być zarzewiem konfliktów, pretensji i kwasów, a tego przecież nie chcemy - owszem, jest w tym jakiś krzywdzący schematyzm, ale z drugiej strony.... cóż kiedy prawda - poprosiłam nawet moje koleżanki, żeby zrobiły stosowne eksperymenty i trzeba powiedzieć, że ta babcina porada zwyczajnie działa...; więc: po pierwsze nie naciskać, nie wrzeszczeć, nie marudzić, jeśli jest coś, czego chcesz, mówisz mu o tym, bez presji, tylko pokazujesz, że tego byś chciała, bardzo, on musi to przetrawić, zwłaszcza (i szczególnie) jeśli ma inne zdanie, co więcej może w pierwszej chwili podjąć decyzję, która kobiecie nie odpowiada, trzeba cierpliwie przetrwać i to, oczywiście powiedzieć, że szkoda, że trudno, ale zaakceptować, z niezadowoleniem nawet, bo nie chodzi o to, żeby kłamać, że podoba nam się coś, co nam się nie podoba, trzeba jednak dać ze spokojem mężczyźnie czas, i wówczas, bardzo często, mogę zaryzykować stwierdzenie, że w 8 przypadkach na 10, on samoczynnie, czasem po kilku dniach zmieni zdanie i zrobi to, na czym kobiecie, która jest dla niego ważna zależało, zupełnie sam! sam na to wpadnie, postanowi, wspomni, wtedy oczywiście trzeba to docenić, w dowolnej formie, w sposób szczególny o tym elemencie z docenianiem warto pamiętać; trochę to jest... no właśnie takie wątpliwe etycznie niemalże, ale sprawdzone i nie wiem czemu, nie wiem, jak to jest, ale no tak się dzieje, czasami myślę po prostu, że mężczyzna zawsze potrzebuje od nas cierpliwości i zrozumienia, trochę czasu i trochę przestrzeni na osobną (męską) decyzję, i że chodzi tylko o to...

********

PS. Uprasza się czytających, by czytali z dystansem, z poczuciem humoru i nie przeklinali babci, w końcu nieboszczki. Jej porady cytuję pół żartem pół serio, w tejże tonacji zalecany jest ich odbiór.