- Nie mogę oduczyć psa spania w łóżku, bo nie byłoby wtedy poranków z psem w łóżku. Bo ja rano jem zawsze ciastko w łóżku, ciastko mam i kawę, i pies się do mnie przytula - mimochodem i z zawstydzeniem powiedziała Iza, kobieta zdyscyplinowana i miła, której jednak nie podejrzewałabym o żadne słabostki, a tymczasem proszę, także ona umie być dla siebie dobra.
poniedziałek, 7 listopada 2016
niedziela, 6 listopada 2016
kolejny świetny polski film ("Jestem Mordercą")
Wybrałam się do kina chyba tylko dlatego, że Kinomaniak dał 9/10, więc z ciekawości, bo poza tym nie miałam weny na kino ani na nic, chora jestem, wszystko mnie drażni, ja sama siebie drażnię przede wszystkim, ale teraz przyznaję, że słusznie, że fajnie, że się wybrałam, "Jestem mordercą" to znakomite kino psychologiczne, które tak naprawdę zaczyna się tam, gdzie większość wątków sensacyjnych się wypala, nie jest to film o śledztwie, ani o chwytaniu mordercy, ani o działaniach policji, nie jest to film akcji, a jednak trzyma w napięciu, ogniskuje uwagę, bo jest to rasowe kino psychologiczne o stawianiu się mordercą, pochłaniające i pożerające uwagę widza, myślę, że jest to film o tym, jak stać się mordercą, bo morderców jest wielu, ale nie chce spoilerować, więc... ciiii, w każdym razie obraz jako całość świetnie poprowadzony, z dobrym aktorstwem (Kulesza genialna), montażem, kolorytem, a przede wszystkim scenariuszem i zdjęciami, rzeczywiście bardzo dobry kawał kina.
sobota, 5 listopada 2016
zwykle nie znoszę gwizdania (LP - Forever For Now)
bardzo nie lubię gwizdania, bo uważam je za wyraz prostactwa (zazwyczaj) albo lekceważenia, ale tak pięknie jak Laura P. nie gwiżdże nikt i rzeczywiście strasznie mi się to podoba, ona właśnie może tak do mnie i może tak na mnie gwizdać; dziś siedzę, choruję, czytam (niestety nie książkę), zasłuchuję się, gwiżdżą na mnie i jest w porządku, mimo wszystko
I do be sure I can’t say anymore
I just know that it won’t last forever
piątek, 4 listopada 2016
oglądając się przez lewe ramię
zupełnie przypadkiem wpadłam na Lipnicką, na coś nowego, ale jakoś w jej niegdysiejszym stylu i zrobiło mi się zaskakująco przyjemnie i sentymentalnie, i jak prawdziwa żona Lotta, choć wiem, że nie wolno, że nie powinnam i choć nie jestem przecież od lat niczyją żoną, obejrzałam się za siebie i na chwilę zastygłam w tym niedozwolonym półobrocie przez lewe ramię [(przez lewe ramię to warto tylko splunąć, żeby odczynić urok - zapamiętać, koniecznie)], trzeba przyznać, że słono-smutne, choć rozległe i malownicze niekiedy widoki mam za tym lewym ramieniem, zaszczypała mnie sól, zapiekł mnie jakiś drobny, nieusuwalny żal, całe to piękne, stare przywiązanie, z którym nic nie robię, bo się nie da; jest listopad i najwyraźniej nawet ja czasami tęsknię za miłością, choć zupełnie jej już sobie nie wyobrażam
czwartek, 3 listopada 2016
kiepskie listopada początki
....albowiem jestem chora; straciłam głos, gdyż Mała Mi przywlokła do domu tę zarazę...; szlag by to, ponieważ nie pobiegam w weekend.... chorowanie mnie niepospolicie irytuje i nie chce mi się gadać, z nikim, o niczym, z tego wszystkiego prawie przygarnęłam trzeciego kota, tylko potencjalnie złamane serce psa i brak przestrzeni życiowej w mieszkaniu mnie powstrzymały.... złoszczę się
środa, 2 listopada 2016
"jak można palubić tak druhoho czaławieka? Czamu? Pa szto?" (I. Karpowicz "Sońka")
po troszku czytam wieczorami "Sońkę", trochę mi się podoba, a trochę wcale nie,
świetnie jest gdy na pierwszy plan wychodzi stara wiejska szeptucha, jakaś taka archetypiczna kobiecość, spektakularny, ale pozbawiony histerii i taniego dramatyzmu tragizm kobiecego losu, Sońka jest jak osobny, prawie ponadczasowy byt w świecie, który wydaje się na pół rzeczywisty na pół boleśnie realny, niesamowita postać, ale gdy zaczyna do głosu dochodzić Igor, człowiek współczesny i płaski jak uliczny chodnik, podobnie jak jego współczesna perspektywa, w której góruje cały ten sztafaż blichtru, teatralizacji czy raczej celebratyzacji świata, nagle robi się przeciętnie, jest w tym wszystkim dysonans, zapewne zamierzony, ale do mnie to nie przemawia, mnie to zgrzyta, konstrukcyjnie też mnie to nie przekonało, choć i tu jest to - jak się wydaje - celowy gest pisarza (że niby trwa prawdziwa opowieść i od razu jest przekładana na przedstawianie teatralne, ujmowana w ramy fikcji); z drugiej strony trzeba jednak docenić, że jest to powieść po prostu pięknie napisana, wręcz poetycko momentami, pełna metafizyki, która nie ma nic wspólnego z religijnością, a to jest cenne, to jest przyjemne, to do mnie mówi; jest to też opowieść o miłości i o tym, czym może ona być, czym może się stać i co może ona zrobić z ludzkim życiem, okrutna opowieść i może dlatego mnie ujmuje
| I. Karpowicz "Sońka" |
wtorek, 1 listopada 2016
przetrwać listopad
no to zaczyna się listopad, wilgotnie przytłaczający szarością i pustką, nie lubię tego czasu, w pracy zawsze nawał wszystkiego, do tego ciemność, totalna ciemność i krótkie dni, plucha, nieprzyjemna zimna mokrość, ale przede wszystkim mało światła, mało czasu, mało energii; mam taką koncepcję, że w tym roku ocali mnie bieganie, zwyczajnie nie widzę chwilowo innego źródła endorfin, zatem dziś było tak, że ludzie jechali na cmentarze z chryzantemami i zniczami, a ja do lasu truchtałam pobiegać, a w lesie pięknie, bo nadal kolory i generalnie ładnie było, i pusto;
a to wszystko tylko dlatego, że w kościach trzeszczy mi już listopad, ale udaję, że nie, że go nie ma
tradycyjnie nie odchodzę Dnia Zmarłych, myślę, że ich to nie obchodzi, a mnie jakoś zwykle przygnębia
Subskrybuj:
Posty (Atom)