wtorek, 31 marca 2020

okno z widokiem na śnieg

coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że nasz świat się kończy, i to wcale nie jakąś apokalipsą, ale stanem pewnego wyczerpania, które wprowadza chaos... 
za moim oknem kwitnie stara wiśnia, co roku z tym samym uporem obsypuje się kwiatami, by potem wydać niejadalne owoce, dziś zobaczyłam jak otacza ją  pierwszy w tym roku śnieg, białe kwiaty i biały śnieg, coś się znowu zaburzyło, a ja mogę tylko patrzeć - z niepokojem, który jest prawdziwy i niemal atawistyczny, ale bez zdziwienia, które byłoby przecież nieszczere


poniedziałek, 30 marca 2020

prawdziwa groza (Jakub Żulczyk "Świątynia" 17/52)

"Świątynia" zaczyna się jak romans dla nastolatków, jest sobie dziewczyna, Anka - odbiorcom znana już ze "Zmorojewa" - trochę zbuntowana, trochę z boku, ma jednak przyjaciółki, szkołę, jakichś tam rodziców, przeciwko którym się buntuje, nagle w szkole pojawia się tajemniczy i przystojny chłopak, robi na niej wielkie wrażenie, szybko okazuje się, że wzajemne, no i się zaczyna.... zauroczenia i miłości... spacery i pocałunki.... łzy i nadzieje.... fabularnie to ładnie wyszło, ale jako opowieść mnie nie porywało. W końcu jednak akcja się zagęszcza: telewizja i inne media donoszą coraz częściej o tajemniczym uzdrowicielu - Adamie Kropińskim, który leczy ludzi prowadząc własny program w TV i który chce stworzyć świątynię, by szerzyć dobro. Oczywiście nikt nie wie, że jest on sterowany przez Wypalonego, chorobliwie ambitnego demona ze świata Ciemności. Ukochany Anki - Damian okazuje się być tymczasem postacią znacznie bardziej skomplikowaną niż się wydawało, a jego najbliżsi przyjaciele mogą przerażać i konsekwentnie przerażają, tak sobie wyobrażałam dorastające dziecko Rosemary, a tych tutaj jeszcze jest dwójka - Eryk i Lidka. Akcja coraz bardziej zagęszcza się wokół Anki i to, co było początkowo powieścią obyczajową szybko staje się pełnokrwistą powieścią grozy, no i wreszcie pojawia się Tytus, Powiernik światła, kluczowy w "Zmorojewie", nadal zakochany cielęco w Ance, nadal ironiczny, niepewny, ale psychologicznie świetny. Tytus wie i czuje, że ciemność chce się przedostać do świata ludzi i że w ośrodku tego wszystkiego jest Anka, która ma go zwabić w pułapkę. Mimo to  gotów jest jej ruszyć z odsieczą całkiem sam, tymczasem towarzyszy mu przebojowa Aneta, przyjaciółka Anki, bardzo pyskata, pewna siebie dziewczyna wprost z blokowiska i jego przyjaciel, nerd Pitoń. Wracają też niektórzy inni bohaterowie z pierwszego tomu, szczególnie ważny jest śledczy Rudziak i babcia Tytusa, każde z nich odegra znaczącą rolę w rozwoju wydarzeń, są to także najciekawsze, wręcz wzruszające postaci dorosłych, bo poza tym w fabule dominują przecież nastolatki.

Fabularnie "Świątynia" (po przebrnięciu przez mocno przewidywalny romans we wstępie) jest świetna - wciągająca i nieprzewidywalna. Z jednej strony pełna fantastycznej grozy, z drugiej mocno osadzona w realiach współczesnego świata, który wierzy naiwnie medialnym przekazom kreującym rzeczywistość. Brakowało mi w tej powieści jednak bardzo baśniowości oraz postaci związanych z jasną stroną mocy. "Świątynia" w zasadzie ukazuje świat ludzki, który stał się podatny na zło, który niemal sam się na nie otworzył i trochę przez to brak w tej wizji rzeczywistości równowagi. Bardzo natomiast podobała mi się zmiana perspektywy, z której ukazywano przebieg wydarzeń. Początkowo dominuje Anka, później Tytus, ale poznajemy też wspomnienia i motywacje Damiana, wnikamy w myśli Wypalonego oraz śledzimy zmiany, których doświadcza demoniczna Lidka. Do głosu na chwilę dochodzi też babcia Tytusa, pełen rozterek detektyw czy oszukiwany przez mroczne moce uzdrowiciel oraz kilka postaci epizodycznych. Psychologicznie jest to więc powieść bardzo bogata, buzująca od emocji i doświadczeń różnych postaci, które doświadczają kontaktu ze złem. I przyznam, że dobrze mi się przez tę powieść płynęło, a przez ostatnie 200 stron to już raczej niecierpliwie biegło.... 

Przyznam, że "Zmorojewo" urzekło mnie bardziej jako spójna wizja dobra i zła oraz świata ludzi, który tkwił gdzieś pomiędzy nimi, ale za to "Świątynia" bardziej mnie przeraziła i to nie jedynie dzięki gęstej od strachu grozie jak z powieści Kinga, ale też dzięki temu, że opisywała nie tylko fantastyczne potwory chcące wyrwać się do świata ludzi, ale także zupełnie przyziemne ludzkie szaleństwo i zło, które w naszym tu i teraz wydawało mi się prawdopodobne i możliwe. Naiwna wiara w media i ich przekazy, ślepy fanatyzm, życzeniowe myślenie o świecie, chciwość, zawiść, egoizm, bezmyślność, plotkarstwo, okrucieństwo lub obojętność wobec innych i wreszcie skłonność do bezzasadnej przemocy, której jedynym motorem jest personalna frustracja i gniew... wszystko to możliwe, wszystko to jakby tu i teraz... i to jest prawdziwa groza. Oczywiście są też w "Świątyni" pozytywne wartości, przede wszystkim lojalność i przyjaźń, miłość, oddanie, odwaga, zdolność do poświęceń i trochę nawet im się udaje ocaleć z zalanego czarną mazią świata... trochę, bo powieść nie ma zakończenia, jej akcja pozostaje otwarta, co oczywiście sprawia, że czekam na 3 tom o Tytusie Grójeckim, czekam na jakieś bardziej jednoznaczne rozstrzygniecie.

Jakub Żulczyk "Świątynia"


niedziela, 29 marca 2020

wiosna mniej więcej

zauważam z trudem, że jest wiosna, bo jakby w tym roku wszystko mi tę wiosnę zabiera, ten wirus, nieuchronne zamkniecie w domu, niepewność co do pracy, pewna emocjonalna pustynia, na której trochę żyję, a trochę nie, czekam na więcej słońca, czekam generalnie na Więcej, choć nie umiałabym określić, czym to Więcej jest ani na czym miałoby polegać


 


sobota, 28 marca 2020

tysiąc porzuconych rękawiczek - czarna ze sprzączką

na spacer z psami do lasu i parku jeszcze wolno iść, więc chodzę, póki wolno, to jeden z nielicznych ocalałych codziennych rytuałów, który daje mi taki powiew normalności czy raczej pomaga zachować jej pozory, 
tymczasem w lesie na drzewie wisi rękawiczka, czarna z zupełnie zbędną sprzączką, której zresztą nawet nie widać na zdjęciach, rękawiczka innej osoby, która też zapewne stwarza pozory, spacerując samotnie lub z kimś, rękawiczka osoby, która szła przez las





środa, 25 marca 2020

tymczasem kwitną mirabelki

cokolwiek się z nami stanie lub nie stanie, zaczęła się wiosna i zakwitły mirabelki, wszystko wokół przypomina mi, że świat świetnie radzi sobie i trwa bez nas, że może trwać też dalej beze mnie i to jest w porządku, tak być powinno, błękit nieba nie zna litości, ale jest sprawiedliwy


wtorek, 24 marca 2020

literatura antydepresyjna (Jane Austen "Rozważna i romantyczna" 16/52)


Od czasu do czasu sięgam do Austen i jej powieści zawsze zabierają mnie do świata pełnego uroku, który przynosi mi swego rodzaju pocieszenie, może to kwestia tych niepoprawnych happy endów, a może klarownych wartości i tego, że miłość, przyjaźń i rodzina zawsze się bronią, zawsze zostają ocalone i to jest przyjemne, to mnie za każdym razem ujmuje...


"Rozważna i romantyczna" to historia dwóch sióstr, które wraz z matką po śmierci ojca z powodu niefrasobliwego egoizmu i chciwości starszego brata znalazły się w trudnej finansowo sytuacji, musiały opuścić swój dom, wynająć skromny dworek, co więcej ich szanse na zamążpójście też zmalały z powodu znikomych posagów, taka specyfika czasów... a jednak najważniejsze są relacje, siostrzane więzi, silne i nieusuwalne mimo różnic w ich osobowości, starsza Eleonora jest rozsądna, dojrzała, opanowana, pełna zapobiegliwej troski, a młodsza, Marianna jest ekspresyjna, emocjonalna, skupiona na sobie i swoich emocjach, popędliwa, wychowane przez czułą matkę obie są jednak błyskotliwe i pełne wdzięku, to ciekawe kobiety, więc wokół nich pojawiają się mężczyźni, którzy to zauważają, pojawiają się przyjaciele, którzy chcą z nimi spędzać czas i dobrze im życzą, pojawiają się też fałszywi znajomi, którzy z biegiem czasu obnażają swoje intencje, jest to cała galeria oryginalnych postaci, za które w każdej powieści podziwiam Austen, bo nie ma wśród nikogo zbędnego, nie dość wyrazistego i osobnego... moim ulubieńcami zostało tym razem małżeństwo Porterów, ludzi tak dalece niedobranych, że aż świetnie do siebie pasujących jako para... oni oraz ich matka/teściowa są źródłem subtelnego, ale regularnie obecnego humoru wielu scen rodzajowych; świetną postacią jest pułkownik Brandon, mężczyzna z trudną przeszłością, którego niewielu umie docenić, a który urasta do najszlachetniejszej postaci w powieści, oczywiście najważniejsze są Eleonora i Marianna, to jak się zmieniają, jak przejmują od siebie swoje cechy i dzięki temu dorastają, dojrzewają jako kobiety, psychologicznie jest to ładnie pomyślane... no i ten świat, dworki i zamki, przyjęcia, plotki, znaczące spotkania, tajemne listy, salonowe gry i gierki.... wszystko to narysowane z wdziękiem, umiarem, i owszem jest to świat trochę wyidealizowany, bo skromni i dobrze zostają wynagrodzeni, a chciwym i zadufanym los uciera nosa, wiadomo, że w rzeczywistości (zarówno XIX-wiecznej Anglii, jak i we współczesności) nie zawsze jest tak bajkowo, a mimo to przyjemnie jest w tę urokliwa fikcję Austen wierzyć i przyjemnie jest w niej być, oglądać świat, który mimo perturbacji wiedzie bohaterów ku dobremu i pozostaje mimo to obyczajowo wiarygodny... Powieść pełna ciepła i optymizmu, chyba każdy czasami takiej potrzebuje. Mam do Austen wielką słabość, więc o żadnych usterkach nie powiem, nie patrzyłam na nie.

Jane Austen "Rozważna i romantyczna" 

czwartek, 19 marca 2020

"Latrones sine conscientia" - Marek Krajewski "Festung Breslau" (15/52)

Breslau w ogniu dogasającej II wojny światowej... mimo wszystko niezwykłe Breslau, pełne wielkich i małych tragedii, pełne śmierci, oglądane od strony kanałów, którymi przemykają się ludzie, od strony szpitali, opuszczonych magazynów, rozkopanych ulic, upadających domów, od strony ciemnych interesów i strachu, bo idą Rosjanie... , bo ciągle ich słychać, to jest Breslau widziane od strony Niemców. Cenna perspektywa. I Mock, stary już, ranny, z okaleczoną twarzą, który wbrew rozsądkowi i specyfice czasów rusza w pogoń za mordercą i gwałcicielem młodziutkiej dziewczyny, tylko dlatego, że spojrzałam mu w oczy i że ktoś go poprosił... Mock, który mimo swoich rozlicznych słabości, nie tylko do alkoholu i kobiet, mimo porywczości i obcesowości wydaje się być ostatnim sprawiedliwym w dogorywającym mieście. I znowu coś w imię tej pogoni za sprawiedliwością traci i znowu nie umie mimo to się zatrzymać. Ginie jego brat Franz, gubi się gdzieś pełna żalu żona, zmęczona kolejnymi złamanymi obietnicami, odchodzi legendarny profesor Lasarius i wreszcie giną bandyci, z którymi w dziwnej symbiozie trwał od lat nasz detektyw. I ta śmierć Zupitzy i Wirtha okazuje się jedną z najbardziej poruszających i mocnych scen powieści. Mock traci najlojalniejszych przyjaciół, zbyt późno uświadamiając sobie ich wartość... nie umiem się zdecydować czy historia, czy psychologia są tu najmocniejszą stroną powieści, wydaje mi się, że świetnie się przenikają. I jest to też opowieść o wielkiej samotności człowieka, który spala siebie i swoje życie w dążeniu do prawdy i nie umie przestać. Intryga jak zawsze rozwija się w nieprzewidywalnym kierunku, wszelkie ludzkie opętania, słabości i silne emocje na granicy obsesji, fanatyzmu, szaleństwa kotłują się w niej cały czas i wiodą do naprawdę mocnego finału. Patrzę na życie Mocka z perspektywy czterech tomów serii i myślę, co jeszcze? co więcej może mu się przytrafić? i będę czytała kolejne, bo chcę wiedzieć...

Marek Krajewski "Festung Breslau"