sobota, 31 grudnia 2016

coś się kończy, ale czy coś się zaczyna?


z premedytacja zaszyłam się w domu na Sylwestra, dostałam trochę życzeń, trochę wysłałam, piłam szampana, oglądałam filmy, świat strzelał tymczasem fajerwerkami w niebo; wszystko mnie martwi ostatnio i boję się nadchodzącego roku, taka prawda - zwyczajnie się boję, schowana w domu nasłuchuję, jak my ludzie czcimy koniec roku, ale przecież czcimy już niemalże wszytko, niezależnie od obiektywnych wartości obiektów, czcimy wszystko, ale nie cenimy niczego lub prawie niczego i nie wiadomo, co nas czeka

piątek, 30 grudnia 2016

spalanie i szampanienie w tandemie


znowu pobiegałam, przewlokłam biednego Tomka prawie 10 kilometrów przez las, trzeba mu oddać, że był dzielny i nie marudził, poza tym jednak przede wszystkim prowadziłam dziś długie wieczorne kobiet rozmowy przy trzech butlach szampana, było więc szampańsko i dobrze nam to zrobiło, obu, chyba mogę to nazwać dniem relaksu, czy raczej mogłabym, gdybym w międzyczasie nie grzęzła w wypracowaniach, zatem dzień (prawie) relaksu, mimo wszystko - fajny

czwartek, 29 grudnia 2016

głęboko ukryte piękno czy śmierć, czas i miłość? ("Ukryte piękno")

mam mieszane uczucie, bo to jest miejscami pełen uroku film, Helen Mirren jest cudowna, brytyjscy aktorzy generalnie... no wyprzedzają tych amerykańskich (z wyjątkiem Smitha) i ich kreacje zjadają film, sama idea filmu... jest pociągająca i ładna, dużo ciekawych pomysłów, pewna spójność wizji, ale... tuż obok sporo niekonsekwencji i ślepych zaułków, przewidywalność kompletna, cały film pracuje na efekt pewnego zaskoczenia, którego w końcu nie ma i co więcej, które jest niedopowiedziane, niewyczerpane, historia, która zaczyna się jako kompletna przemyślana całość w połowie filmu zaczyna się rozpadać na kilka niechlujnie prowadzonych i nieprzekonująco podomykanych wątków, ich spłycenie tuż obok patosu i wzruszeń, które ciągle towarzyszą głównej postaci wywołują dziwny zgrzyt i sprawiają, że nie mogłam do końca zaangażować się w ten film, trochę jest tak, jakby ktoś chciał w tym filmie strasznie dużo rzeczy pokazać i powiedzieć, dobrze mu szło, ale potem nagle film zaczął się robić za długi, więc zaczął biec na skróty, ciąć i fabuła się pokruszyła, jest tu wiele scen świetnych i prawdziwie poruszających, Will Smith jest aktorsko przekonujący, tworzy postać ciekawą, ale też bardzo jednowymiarową i na poziomie scenariusza jest to postać psychologicznie w pewnej chwili niespójna czy raczej niedopowiedziana; przede wszystkim trą się w tym filmie dwie idee: poszukiwania ukrytego piękna życia, które jest nieuchwytne i niedookreślone i jest kluczowym wątkiem, ale tylko w jednej scenie i w tytule, oraz idea miłości, śmierci i czasu jako kluczowych elementów i motywatorów w ludzkim życiu (ciekawa idea zresztą), i wokół właśnie nich osnuta jest rzeczywiście fabuła, rzecz w tym, że obie te idee, nie są komplementarnie, nie są połączone, więc choć nie brak pięknych scen w filmie, to jego przesłanie pozostaje niejasne, myślę, że "Ukryte piękna" znajdzie swoich wielbicieli, bo ma swoje... ukryte piękno, ale nie jest to obraz wybitny

środa, 28 grudnia 2016

tylko we dwoje ("Pasażerowie")

poza efektami i pewną spektakularnością całej wizji, która wynika z tego, że rzecz dzieje się w kosmosie i w mocno stechnicyzowanej przyszłości, poza muzyką, niezłym aktorstwem, jest to film bardzo przeciętny, niezwykle przewidywalny i mocno komercyjny, do obejrzenia, ale spłynął po mnie, początek nawet mnie wciągnął, początek ma potencjał - sytuacja totalnej samotności, zamknięcia, skazania i to, jak człowiek sobie z tym nie radzi - to było ciekawe, potem zrobiło się cukierkowo i romantycznie, w ładny sposób zresztą, ale trochę jednak banalnie i (znowu) przewidywalne, przeżycia głównej żeńskiej bohaterki, która odkrywa przykrą prawdę o swoim współpasażerze niby są poruszające (chyba miały być), ale ten cały jej gniew wydaje się banalny i płytki, nie kupiłam tego, mam poczucie,że potencjał psychologiczny postaci i całej ich relacji nie został wykorzystany, potem znowu akcja się zagęszcza, trzeba ratować cały statek, poświęcać się, być bohaterem - klasyka amerykańskiego kina komercyjnego, nagle i nieco bez sensu opowieść obyczajowa zmienia się w spektakularne kino akcji, oczywiście wszystko się udaje, potem znowu jest słodko, a film kończy się w momencie, który mnie by najbardziej ciekawił, bo tak naprawdę chciałabym wiedzieć, co było z tymi ludźmi potem, po tych filmowych wydarzeniach, jak wyglądało ich życie, to byłoby rzeczywiście ciekawe (i przerażające w jakimś sensie), co więcej film kończy się jako nożem uciął, jakby bez pomysłu, bez logiki, wątki zamiast się poodmykać, wykolejają się albo zostają bez ładu i składu ucięte, w sumie: przyjemna papka dla oka i mózgu, nie bez pewnego piękna i elegancji zrobiona, ale scenariusz.... no ktoś tego nie przemyślał do końca

wtorek, 27 grudnia 2016

poświąteczne spalanie

wybrałam się pobiegać, wszystko mnie boli, dawno aż tyle nie pobiegłam, las smutny, goły, ale i tak piękny, było słonecznie, ciepło, jakby nie w grudniu i do tego cudownie pusto, nie wiem, co to o mnie mówi, ale cisza i pustka ostatnio wyjątkowo mi się  podobają, a teraz bolą mnie nogi, stawy, jestem staruszką po 15-kilometrowym biegu, wolno kulam się przez rzeczywistość


poniedziałek, 26 grudnia 2016

choinkowe nowości - na biało

moja choinka już się ugina od ozdób, a dom ocieka "świątecznym badziewiem" - jak to roboczo nazywamy, ale i tak co roku dokupuję kilka nowości, jakoś tak na pamiątkę, żeby coś zostawało z każdych świąt, żeby nie przemijały zupełnie bez śladu, i teraz takoż - spontanicznie i bez sensu na choince mamy dwa nowiutkie białe ptaki, chyba sowy, choć w sumie to nie wiem, czy to sowy, bo może to takie białe wróble albinosy... i mamy jednego szklanego anioła, który niewątpliwie jest aniołem




niedziela, 25 grudnia 2016

"Sny przydają się w trzech sprawach"" (O. Pamuk "Nazywam się Czerwień")

genialna i długa powieść Pamuka, ale kurczę jaki przepiękny świat, jaka totalnie inna mentalność, [być może Europejczycy częściej powinni czytać powieści o  Bliskim Wschodzie, nie o polityce i o wierzeniach, ale o kulturze i sposobie myślenia ludzi, może to sprawiłoby, że rozumielibyśmy tych ludzi lepiej], rzecz osadzona w XVI wieku w Stambule, szkatułkowa konstrukcja (naprawdę mnóstwo opowieści ukrytych w głównej opowieści), świetna narracja, która rozpada się na kilkanaście postaci, ale zawsze pozostaje pierwszoosobowa, nieprzewidywalny wątek kryminalny, ciekawe zestawiania sposobów myślenia i tworzenia Wschodu i Zachodu, ale też wszystko inne, cała nieznana mi dotąd typowość Wschodu: rola kobiety, wychowanie dzieci, gwałtowne emocje, które żądzą wszystkim, bezwzględnie patriarchalne społeczeństwo, w którym jednak kobiety są przyczyną wielu działań i mają niekiedy wielką władzę nad mężczyznami, bardzo otwarte mówienie o seksualności, w tym sporo homoseksualnych relacji, które wręcz są czymś typowym, zrozumiałym i oczywistym zwłaszcza w relacjach między starszym mężczyzną (mistrzem) a młodym chłopcem (uczniem), religia, która przenika wszystko i wszystkich, postrzeganie celów sztuki kompletnie inne niż w ówczesnej Europie i swoiste tylko dla Wschodu, był to dla mnie swego rodzaju kulturowy wstrząs, ale było to też niezwykle ciekawe; poza tym... nie polubiłam żadnej z tych postaci, ale każda mnie jakoś pociągała, każda była też bezlitośnie szczera i stanowiła osobną psychologiczną konstrukcję wartą uwagi, bardzo mi się to podobało, taka kompletność kreacji tych postaci, konsekwencja w ich budowaniu; jest też metafizyka, bo w tym świecie wszystko żyje, nic się nie kończy, śmierć nawet nie jest żadnym końcem tylko zmianą, każdy rysunek, barwa mogą ożyć, mówić, myśleć, znaczyć; w sumie "Nazywam się Czerwień" - bardzo interesująca i dobrze napisana powieść.

Orhan Pamuk "Nazywam się Czerwień"

"Czasami człowiek nawet wie, jak być szczęśliwym, ale i tak nie potrafi"