poniedziałek, 8 października 2018

"praca, szkoła, śmierć" (Myslovitz - Bar Mleczny Korova)

chciałabym, żeby było inaczej, ale jest Tak, mam zupełną żałobę i czuję ją cały czas, nawet gdy usiłuję na potrzeby świata i ludzi udawać, że jest inaczej, to ja sama wiem, że nie pamiętam już, kiedy byłam tak nieszczęśliwa jak teraz, kiedy miała takie poczucie beznadziejności i szczerej obojętności wobec wszystkiego i wszystkich,  wobec mnie samej najbardziej, ale ponieważ jestem mistrzem przetrwania, zaczęłam oglądać zdjęcia szczeniąt, żeby zapełnić tę pustkę, która mnie zjada, nawet wyobraziłam sobie, jak by to było mieć nowego psa, ale w gruncie rzeczy nie starczyło mi wyobraźni, a właściwie starczyło tylko na tyle, żeby zrozumieć, że ja nie chce nowego psa, chcę, żeby wrócił Mój pies, i chodzi tylko o to, że to niemożliwe

niedziela, 7 października 2018

niezauważony bucik

chodzimy po mieście, gadamy i chodzimy, zwłaszcza ja, chodzę i gadam, żeby nie poddać się natręctwu jednej myśli, po drodze dziecięcy bucik, ładny, a ja go nie zauważyłam, niczego nie zauważam i mało mnie obchodzi, nie czytam, nie biegam, nie śpię, budzę się o piątej rano, choć nie  mam już po co



sobota, 6 października 2018

dziś umarła Betty

właśnie tak nie zdechła, tylko umarła, a ja czuję się przestraszne, jakbym zdradziła najlepszego przyjaciela i myślę o sobie źle, bo niby nie było już wyjścia, ale... przecież nigdy nie wiadomo, są cuda, czasem są cuda, ale tymczasem mój ukochany pies umarł, i bał się, kiedy dostał narkozę, bał się, to trwało tylko moment, ale przykleił się do mnie i siedzi mi pod skórą, teraz wiem, że to chyba jest tak, że kiedy się osuwasz i umierasz, to jest ten strach, skoro nawet zwierzę to wie, i być może wtedy samo umieranie jest wybawieniem przed tym lekiem, być może tak jest, patrzyłam jak gaśnie jej wzrok, jak wszystko zamiera i staje, i było to najokropniejsze z moich doświadczeń, odeszła Shiny i Lucky Betty Boo, Szczęka Sprawiedliwości, nasza Biała Małpa, najdroższy przyjaciel, najukochańszy członek rodziny, o którego zdrowie może nie dość czujnie walczyliśmy, może nie dość długo, nie wiem..., na którego uczucie i oddanie żadne z nas nigdy nie zasługiwało, bo my ludzie nigdy nie dorastamy do psiej miłości, to ogromna strata, bo to był wyjątkowy pies i jestem w rozpaczy, jeśli nawet brzmi to tandetnie, jestem i chcę, żeby wróciła, zakopaliśmy ją blisko nas, z jej zabawką i kością, w zielonym kocyku, prawie jakby spała, szybkie "dobranoc" i już, wszystko o wiele za szybko i w ogóle to wszystko jest nie tak







piątek, 5 października 2018

pożegnania [Coldplay - O (Fly On)]

siedziałam dziś wieczór z moim ukochanym psem na kolanach i słuchałam w kółko tej piosenki, głaskałam moją Betty i płakałam, bo nie jestem w stanie jej uratować i jestem wobec niej winna, nieważne co zrobiłam, a czego nie, nieważne są racjonalne przesłanki, jestem winna i nie umiem jej pożegnać

czwartek, 4 października 2018

jeden liść na całą jesień

przegapiłam i przegapiam tę jesień, dopiero dziś pierwszy raz zatrzymałam się, żeby ją zauważyć, bo do tej pory nic, ani krzewy, ani kaszany, ani nic, całkiem nic, zupełnie nic, pewnie też resztę tej jesieni przegapię, myślę, że to taki rok, taki czas, czuję się na to wręcz skazana, jesień jest w tej chwili na planie mocno odległym, nie mam na nią przestrzeni w mojej koncentracji, więc pewnie to jedno spojrzenie z dziś i ten jeden liść muszą mi wystarczyć i tak już będzie


środa, 3 października 2018

kumple

moje durne koty przez całe swoje kocie życie tłuka się, fukają na siebie, i nocami ścigają po domu, trwa nieustająca walka o dominację, w której biało-czarny prowadzi wojnę podjazdowo-zaczepną, a szary koniec końców jest bezwzględnym dominatorem, status tego związku można określić jako... mocno skomplikowane, ALE wystarczyło, że zrobiło się w domu zimno, bo z oknem jesień, a ogrzewanie jeszcze się nie odpaliło i proszę, nagle moje koty to najlepsi kumple, zadekowani na ulubionej narzutce w moim łóżko, oj rzadki to, wręcz unikatowy widok... bardzo dupków lubię



poniedziałek, 1 października 2018

umywalka (street art 49, ZG, garaże koło Jaskółczej, autor: WAEK)

jednym z pierwszych streetartowych malunków, którymi się zachwyciłam w ZG była piękna wielka twarz z profilu, która kojarzyła mi się z renesansowym malarstwem i właściwą mu idealizacją, była w tym magia i wdzięk, więc chętnie go odwiedzałam, teraz jednak obraz ten istnieje tylko na moich zdjęciach, zresztą jak wiele streetartowych dzieł zamazanych przez inne, nowsze wykonania, teraz nawet przyłapałam artystę kilka dni temu, jak zamalowywał mój ulubiony renesansowy profil i zastępował go realistycznym zdjęciem - męskiej jak się wydaje - umywalki, i niby ok, to się może podobać, dobrze to jest wykonane, tysiąc razy staranniej niż poprzedni malunek, nie dyskwalifikuję,  doceniam, ale i tak... żal mi tamtego, i jak zawsze myślę sobie, że fajnie, że jednak ciągle usiłuję łapać i utrwalać te streetartowe dzieła, bo ich żywot bywa krótki, a przecież szkoda, przecież trochę żal