sobota, 7 kwietnia 2018

przez Wrocław

jedziemy przez Wrocław stadem (minus koty), piękny ten Wrocław, bo i dzień pełen słońca, pamiętam czasy, gdy to Poznań był dla mnie ośrodkiem życia i zamierzeń, a teraz już całkiem to minęło, nie pamiętam, kiedy tam byłam ostatnio raz, chyba na wycieczce z dzieciakami trzy lata temu, strasznie mi ten Poznań mocno za plecami został, a przecież mieszkało się tam 10 lat, teraz to jakby już inne życie, inna rzeczywistość, studia, dziwny okres tuż po studiach, potem dzieciństwo Małej Mi, to takie najwcześniejsze...a teraz od pewnego czasu to Wrocław się pojawia i ciągle jest bardziej po drodze, oczywiście nie mogłabym tu mieszkać, mimo wszystko jest o wiele za duży jak na moje małomiasteczkowe potrzeby, ale bywać i przebywać, czy przejeżdżać? owszem lubię - jakiś nowy czas nastał, nowy rozdział jakby i Wrocław jest jego częścią (bo najpierw Kuba się zachwycił i zdjęcia wysyłał, potem wycieczka z Tomkiem, potem ze szkołą do Czterech Kopuł, potem te ferie rok temu mocno pod znakiem wrocławskim i teraz też, dziewczyny ciągle tam jeżdżą i ja ciągle przejeżdżam, więc to się nie zrobiło nagle, ale się zrobiło)


piątek, 6 kwietnia 2018

krawaty

czasami można tylko pomóc wybrać krawat i jest to jedyny rodzaj wsparcia, jakiego da się udzielić, nie wiem, czemu tak jest, że ludzie umierają na wiosnę jakby bardziej, pewnie istnieje jakieś medyczne wyjaśnienie, całkowicie pozbawione wartości i znaczenia; z właściwym dla ludzi egoizmem czuję ulgę, że umarł ktoś całkiem mi nieznany, a zatem mniej mnie to dotyczy, ale przecież czuję ten chłodny podmuch, który idzie za tą informacją, i jak zawsze nie wiem, czego boję się tak naprawdę, samej śmierci? czy tylko tego, że po niej być może jest nic? a może tylko straty, i tego, że się zostaje bez większej (bez żadnej?) nadziei? a może jak zawsze boję się tylko jednego - bezradności; instynktownie odsuwam to wszystko od siebie z cichym: nie myśl o Tym, nie myśl o Tym, ale przecież gdzieś tam na odległym planie myśli się o Tym, bo To jest, To się zdarza każdemu


czwartek, 5 kwietnia 2018

spotkanie na szczycie u Asi ("Legendy Polskie. Film Jaga")

jako że w kinie Sahara i nic wartego uwagi, środowe babskie spotkanie odbyło się na włościach Asi, było Martini, które uleczył mój okrutny ból głowy, były pyszne sery, deser Tiramisu, pieczone ziemniaczki, było gadanie o wszystkim, wieczór generalnie owocny, w międzyczasie Asia pokazała nam Legendy Polskie, trochę pooglądałyśmy i muszę przyznać, że jest to ciekawa inicjatywa, ciekawe polskie kino, oparte o słowiańskie legendy - cudowny nieodkryty nadal dla świata fantasy bestiariusz, i serio to jest świetny pomysł, godna realizacja, do tego covery znanych przebojów, no bardzo mi się to podoba i fajnie, ze zwierz internetowy, jakim jest Aśka pokazał nam coś takiego, jestem zafascynowana, będę oglądała dalej

wtorek, 3 kwietnia 2018

miasteczko nocą

były sobie święta i nagle już po świętach... trwają więc nocne powroty do małych miasteczek u progu kwietnia, a nocą wszystko jest inne, nocą ledwo poznaję widziane wiele razy i po wielokroć przedeptane miejsca, gdzie to jest? co to jest? poczta? naprawdę? no tak, może poczta, pewnie tak, zmyliła mnie aleja świateł zamiast ulicy - noc wszystko zmienia i wykoślawia, a ja naprawdę boję się ciemności

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

życie odkładane na Później (Barbara Wrońska - Nie czekaj)

kiedy byłam mała, ale także długo potem, bo chodzi tylko o to, że robiłam to odkąd pamiętam, nawet jako bardzo małe dziecko, odkładałam sobie wszelkie dobre i atrakcyjne rzeczy na niedookreślone Później, magazynowałam je, zbierałam poprzez to, że na bieżąco rezygnowałam z teraźniejszych przyjemności i wybierałam to, co mniej mi się podobało, rezygnowałam z atrakcji i fajności, oddawałam, odkładałam, brałam mniej lub wcale, spokojnie przyjmowałam wszelkie przykrości i trudy, pozwalałam się umniejszać - po prostu w sensie dosłownym i przenośnym brałam mniejsze i gorsze porcje od życia i ludzi, a wszytko po to, żeby to złe odfajkować, odrobić i żeby potem czekało mnie więcej dobra, nawet nie więcej, ale wręcz samo dobro, bo zło oraz wszelkie gorszości będę miała już zaliczone, nie wiem, skąd mi się wzięła ta kalkulacja, ten sposób myślenia o świecie i życiu, ale uprawiałam to odkładanie dobra na Później planowo, systematycznie i z całkowitym przekonaniem; nawet gdy jako 6-latka miałam wybrać sobie szczeniaka, to wybrałam tego, który  podobał mi się mniej, pamiętam dokładnie ten moment, tamten sposób myślenia, były dwa szczeniaki, jeden biały w łaty i tego chciałam, drugi czarno-bury, wyraźnie brzydszy, a ja z premedytacją i pełną świadomością wzięłam tego brzydszego, bo ten ładny był na Później, na jakie Później? tego nie dookreślałam, ale spodziewałam się zupełnie na serio, że jak nazbieram rzeczy gorszych, to potem czeka mnie cudowne bezproblemowe, mlekiem i miodem płynące życie pełne spełnionych marzeń, a wszystko dzięki aktualnym wyrzeczeniom, bardzo w to wierzyłam i długo w to wierzyłam, cóż za bzdura prawda? co więcej, z biegiem lat musiałam (z dużym wysiłkiem) oduczyć się wynikającego z moich kretyńskich przeświadczeń o wspaniałym Później postępowania, które weszło mi w nawyk, ach te moje piękne sukienki, koszulki i tuniki, które gniły w szafie odkładane na magiczne Później, plany, cele i marzenia, które miałam zrealizować Potem, w lepszych czasach, bo teraz jeszcze nie jest Ten moment i jak za wcześnie po nie sięgnę, to wszystko zepsuję i zaburzę całą równowagę, zmarnuje wszelkie dotychczasowe starania i rezygnacje, skąd ja to miałam? kto mi to dał lub zakorzenił, nie wiem, ale tak było, tak bywa niekiedy, a przecież życie jest Teraz, Jutra zaś w zasadzie nie ma, dobro i zło się nie kumulują się w żadnej spiżarni, nie trafiają się nam w równowadze, nie da się ich ani nadużyć, ani odpracować, dlatego przełamywałam przez wiele lat i nadal przełamuję moje dziecinne nawyki i ciągle od nowa uczę się nie czekać i nie odkładać, choć nadal mam do tego skłonność (w mojej szafie nadal jest kilka nigdy nie założonych sukienek, które czekają), zresztą regularnie się za nią karcę, wykorzeniam ją, a nawet dość okrutnie wyśmiewam, gdy tylko wypływa na powierzchnię - oj głupia, głupia, nie odkładaj na Później, nie odkładaj, nie czekaj, bo życie to jest w ogóle mało czasu

niedziela, 1 kwietnia 2018

kubkowy tandem

zbiera się, składa i montuje świat z drobnych elementów i gestów, taka Historia o czymś, która powoli staje się przeszłością, o której chce się pamiętać i są w niej te kubki dwa z rowerami, które dopiero co zobaczyłam i chodzi nie tylko o to, że ostatnie były, więc wydaje się, że czekały, ale przede wszystkim o to, że koniecznie trzeba było je mieć, choć kubków w szafkach o wiele za dużo, ale te jakoś pasują, przypomniałam sobie, że rok temu też kupowałam kubek z rowerem, taki biały, pękaty, w prezencie, i te dwa to też przecież - prezent, cegiełka, fragment tych świąt, dalszy ciąg tamtego kubka, zapowiedź kolejnych zdarzeń