środa, 7 grudnia 2016
wtorek, 6 grudnia 2016
mistrz cichej riposty
Zbieram zeszyty do sprawdzenia prac domowych, jeden jest w twardej oprawie i w dodatku formatu A4, więc wiedząc, że będę go w pocie czoła tachać do domu, ironicznie rzucam:
- O, jaki malutki...
Uczeń oddaje mi swój zeszyt, a przy drzwiach cicho burczy:
- To jest ostatnia rzecz, którą chciałem usłyszeć od kobiety...
Prawie się popłakałam ze śmiechu....
- O, jaki malutki...
Uczeń oddaje mi swój zeszyt, a przy drzwiach cicho burczy:
- To jest ostatnia rzecz, którą chciałem usłyszeć od kobiety...
Prawie się popłakałam ze śmiechu....
poniedziałek, 5 grudnia 2016
"a jak będę....
....zakochana, wyślę Panu list i klucz."
jestem szczerze zakochana w tym cytacie z "Wesela", ciągle jednak o nim zapominam, i co roku odkrywam go zupełnie na nowo, wierząc, że jest w nim coś więcej niż prosta dwuznaczność czy flirt, jest jakiś niedookreślony wdzięk, jakaś niemożliwa miłość, która zastyga w czystej niespełnialnej potencji, takie wyobrażenie znacznie piękniejsze niż rzeczywistość, cudnie niewaryfikowalne, a przecież nigdy nie chciałam być Rachelą, a przecież zawsze uważałam jej egzaltację za śmieszną i nigdy nie oszalałam (ani trochę nawet) dla żadnego artysty, pomimo tego te słowa są dla mnie jak moje własne, jakbym to ja je sworzyła, jakbym to ja je mówiła kiedyś komuś, a przecież nie mówiłam - nikomu nigdy
niedziela, 4 grudnia 2016
wyjątkowo zimny las
biegłam przez las, wszędzie jakieś rozpaczliwie nagie gałęzie, ziemia jak beton, powietrze lodowate, takie okoliczności przyrody nastrajają mnie średnio i nawet napływ biegowych endorfin nie do końca ratował sytuację, ale pobiegłam i jakoś nagle dumna się zrobiłam z samej siebie, że się udało tak od rana wyjść i biec, choć najchętniej zakopałabym się w ciepłym domu, i nawet znalazłam trochę ładności w tym nagim i burym grudniowym lesie, i te 10 km tak bez zmęczenia przeszło... ale przede wszystkim czuję, że las śpi, wszystko w nim zamarło, więc biegłam przez jego sen, takie miałam właśnie wrażenie, jakbym była postacią z cudzego snu [chcę przez to wszystko powiedzieć, że jestem zadowolona i że było... po prostu przyjemnie i przedziwnie]
sobota, 3 grudnia 2016
to nie jest kolejna głupawka o kosmitach ("Nowy początek")
Obejrzałam dziś film genialny, film o pięknie i przenikliwym smutku życia, i tak, rzeczywiście zabolało mnie to wszystko, co zobaczyłam, zupełnie osobiście, dotkliwie i bardzo, a przecież nie lubię filmów o obcych, nadal mimo wszystko nie lubię filmów o obcych, tylko, że to w zasadzie nie jest film o kosmitach, tylko o ludziach, o zwykłych, ale niezwykłych losach pewnej kobiety, o czasie, o tym, jaka jest jego natura, o komunikacji szeroko pojętej, to jest film o tym, jak tragiczne i piękne jest ludzkie życie, jakie jest straszne, jest to film o miłości, o strachu, bardzo uniwersalny obraz, ze znakomicie dobraną muzyką, która buduje nastrój całości, do tego świetna główna rola kobieca, piękne zdjęcia, efekty bez efekciarstwa, obejrzałam od początku do końca w napięciu i to naprawdę było COŚ.
"Pamięć nie działa tak jak myślałam. Czas tak strasznie nas ogranicza, jego chronologia."
piątek, 2 grudnia 2016
goździki
jedne z moich ulubionych kwiatków to goździki, kojarzą mi się z dzieciństwem i jakoś zawsze uważałam, że urocze są te ich wygniecione płatki, jak sukienka dziewczyny, która przyszła na bal w lekko wygniecionej tiulowej sukience, żeby nikt nie myślał, że jej nadmiernie zależy, a przecież zależy, no i przecież i tak cudnie wygląda, poza tym goździki pięknie pachną i dostałam dziś bukiet goździków, co jest przemiłe, zwłaszcza w grudniu, zwłaszcza bez powodu
czwartek, 1 grudnia 2016
"kurczę się w sobie i zamykam..." (Happysad)
resztką sił dowlokłam się na koncert, najwidoczniej ciągle mam słabość do Happysad i uważam, że na koncertach wypadają świetnie, tłumy piszczących nastolatków znoszę godnie, podobnie jak reszta ludzi w moim wieku, którzy też najwyraźniej nadal mają słabość do Happysad, koncert oczywiście bardzo fajny i co ciekawe była z mną Silk, od dawna się przecież nie widziałyśmy, Silk jak to ona płakała łzami jak grochy, a ja nie musiałam pytać dlaczego, tak się po prostu zdarza kobietom, które mają zbyt wiele słodko-gorzkich skojarzeń przyczepionych do piosenek popularnych zespołów, ja nie płakałam, ja generalnie płaczę ponadprzeciętnie rzadko, w gruncie rzeczy myślę, że tę sprawę z łzami odwala za nas obie Silk i chyba nam obu to odpowiada, prawie na pewno tak jest;
zatem koncert, zatem przypominanie zapomnianych piosenek, zatem niezły początek grudnia
Subskrybuj:
Posty (Atom)
