czwartek, 17 maja 2018

anioł, który zszywa serce

wybrałam się do pracowni Lilu po anioła, który jest przypisany właśnie do 17 maja, i może to jest przypadek, ale może i nie, ale przecież ten anioł pasuje: w końcu jeśli się za mocno przeżywa świat, to taki anioł się zwyczajnie przydaje, na przykład gdybym ja nie umiała pozszywać i ponaprawiać, do czego mam wprawdzie pewien talent, ale nie jestem ostatecznie cudotwórcą, to taki anioł pomoże -jak coś zaszkodzi, to wyleczy, a jak się zepsuje, to naprawi, a wszystko na krawędzi cudu, wymyśliłam sobie całą opowieść i choć jest wymyślona, to nie jest nieprawdziwa, bo przecież pasuje, przylega gładko do naszej rzeczywistości, dlatego oddałam anioła, żeby był ochroną dla kruchego serca i dobrze się stało, od razu jakby trochę było lepiej i bezpieczniej


środa, 16 maja 2018

"Dziewczyny są silne" ("Tully")

Wybrałyśmy się we trzy. Każda nas ma już etap odchowywania małych dzieci za sobą, a jednak.... ależ nas wszystkie to dotknęło! bo przecież tych najgorszych, najtrudniejszych chwil się nie pamięta, z czasem pamięta się w przygniatającej większości te dobre, z czasem po prostu pamiętasz, że się udało, a przecież było ciężko, niewyobrażalnie pod górę bywało, więc może dlatego, że nam się to ciężko i to niewyobrażalnie pod nos podsunęło, to nagle okazało się, że nas wszystkie historia Tully dotknęła, nie poprzez jej oryginalność, ale właśnie przez uniwersalność i powszechność jej doświadczenia - i to jest zarazem i dobrze i źle, wiem też, że zapamiętam ten film i będę go polecała, mimo że docisnął mnie on do ściany - to nie jest film łatwy, a przede wszystkim to nie jest komedia, wbrew temu, co sugerują zapowiedzi, ale to jest dobry film, prawdziwy, uczciwy i bardzo prokobiecy w sensie kompletnie niefeministycznym, Charlize Theron - świetna, do tego ładne zdjęcia, ładna kompozycja, z głową pisany scenariusz, film  - co warto podkreślić - nie tylko dla kobiet, ale i film dla mężczyzn  - i to w tym samym stopniu


- Dziewczyny są silne.
- Wcale nie. Jesteśmy sprytne i dobrze się maskujemy.

wtorek, 15 maja 2018

"Ładne rzeczy" (J. Pilch "Portret młodej wenecjanki")

i oto nadszedł dzień, w którym powieść Pilcha mnie nie porywa... i nawet nie chce mi się za bardzo szukać przyczyn, to oczywiście nie jest zła książka - jak zawsze trochę beletrystki, trochę eseju, rozważania jak z pogranicza osobistego dziennika i felietonu, formuła, w której Pilch jest świetny i rozpoznawalny, ale... po prostu Pilch pisywał lepiej, pamiętam zachwyt opowiadaniami z tomu "Moje pierwsze samobójstwo" czy powieścią "Inne rozkosze", "Pod mocnym aniołem" i "Spisem cudzołożnic" , o! albo "Miastem utrapienia" - to było świetne, budziło mój podziw, miało tę kąśliwą, przenikliwą inteligencję tętniącą w każdym zdaniu, miało też spójność, pomimo gatunkowej niejednorodności całości, w tutaj.....sama nie wiem, bo jest artysta, jest obserwator świata, jest ironista, który samego siebie nie oszczędza, jakaś miłość, jakaś młoda, oryginalna kobieta - Pralina Pralinowicz (świetna postać zresztą, a wstawione w powieść opowiadanie jej autorstwa to ciekawy manewr i dobry literacki żart zarazem), jest sztuka, erotyka, niejednoznaczności, rozbieżność emocji i relacji, jest piękne gawędziarstwo, ale... wszystko to już było, i było jakoś lepiej, i choć nadal cenię inteligencję i ironiczny puls, który stoi za tymi słowami, wyczekiwałam końca, bo mnie to nierzadko nużyło, niby to samo postmodernistyczne pisanie, ale rozpad fabuły większy, powieść jest mocno podoba do "Zuza albo czas oddalenia", ale mniej spójna, co dało mi poczucie, że jest jakby tematycznie i kompozycyjnie wtórna wobec tamtej powieści..., nie bez znaczenia były też drobne literówki i usterki, mało, ale były... się ktoś nie postarał, a w stopce dwóch korektorów...., no i Wydawnictwo Literackie - no wstyd trochę; nie żałuję, że przeczytałam, ale.... brak mi tego podziwu, który miałam przy innych utworach, nadal patrzących na mnie z książkowej półki, zatem: "Portret młodej wenecjanki" - nowy Pilch, dobry, ale bez zachwycenia

Jerzy Pilch "Portret młodej wenecjanki"

Jerzy Pilch "Portret młodej wenecjanki"

poniedziałek, 14 maja 2018

a gdyby to było już? (Koniec Świata - "Oranżada")

boję się wszelkich końców, zwłaszcza tych definitywnych, co wydaje mi się niezwykle ludzkie i nawet pospolite, ale pewną nowością jest fakt, że coraz częściej myślę, że gdyby to było jutro, ten cały Koniec - większy lub mniejszy, w dowolnej skali, to pomimo żalu, bo byłoby mi naprawdę wielu rzeczy żal (w końcu moja chęć i wola życia, trwania i przeżywania zawsze, nawet w najgorszych chwilach zdecydowanie przewyższała wszelkie inne chęci i niechęci), zatem pomimo żalu w obliczu definitywnych końców, byłabym jednak wdzięczna za moje proste, zwykłe życie i powiedziałabym: fajnie było - to chyba znaczy, że rzeczywiście jestem szczęśliwa albo przynajmniej wystarczająco często bywam


niedziela, 13 maja 2018

spółka z przyszłością

pomimo przeszłości, nierzadko uciążliwej, czasami takiej sobie, jest też przyszłość, i to jest właśnie moim zdaniem spółka z przyszłością, to jest spółka o wielkim potencjale, i widzę to, zauważam, nawet w odległej i szerokiej perspektywie, co jest absolutną nowością w mojej osobistej skali, co jest niezwykłym poszerzeniem zdolności mojej wyobraźni, ale przecież o coś takiego mi chodziło, o tym myślałam od dawna, prawie od zawsze


sobota, 12 maja 2018

"Jesteś odpowiedzialna za miłość, którą wyzwoliłaś" ("PRAWDZIWA HISTORIA")

wieczność nie byliśmy w kinie, ale też nic wartego uwagi nie grali, więc nie było po co iść, tymczasem jednak dziś.... Polański, w filmie w którym pokładałam wielkie nadzieje; temat "Prawdziwej historii" jest stary, może nawet ograny, ale ujęty niebanalnie - wybitny artysta, kryzys twórczy, autodestrukcja, depresja,  ale jak zawsze jest to rasowa psychodrama i w sumie kino po teatralnemu kameralne, rozpisane na dwie kobiece role, plus drobne epizody z innymi bohaterami, które dopełniały całości obrazu,  i były rzeczywiście niezbędnym tłem, film powstał w oparciu o książkę, której nie znam, więc trudno mi orzec, ile tu inwencji Polańskiego, a ile powieściowego materiału, ale odchodząc od tej wątpliwości, jest to film reżysersko dobrze wykonany, przekonująco zagrany i interesujący, dość wcześnie stał się on jednak dla mnie przewidywalny, bo to w końcu Polański, jakieś szaleństwo zawsze może nastąpić i w takich teatralnych filmach wisi u niego zawsze w powietrzu, po prostu spodziewałam się, więc finał był dla mnie mało zaskakujący, ale moją wątpliwość budzi coś innego - ze względu na finałowe rozwiązania akcji, jest to film, który dla uzyskania pełnego obrazu fabuły i psychologii postaci trzeba by obejrzeń co najmniej jeszcze raz i czy to jest dobrze?.... no nie wiem, może i do dobrych filmów warto wracać, ale czy aż tak ma być, że aby do końca rozumieć, trzeba robić nawrót, nie mam do tego pełnego przekonania, może to moja tęsknota za precyzyjnie skonstruowanymi fabułami (nawet jeśli utwór ma otwartą czy wręcz fragmentaryczną kompozycję wierzę, że można go mądrze i mistrzowsko skonstruować), to taka tęsknota w sumie za precyzją kompozycji, za rzetelnym rzemiosłem na płaszczyźnie formy, a może nie doceniam gry, którą z odbiorcą prowadzi Polański? nie wiem tego póki co, a poza tym... wiele pięknych ujęć, nie ma dłużyzn, emocjonalne napięcie jest utrzymane w zasadzie cały czas, ciekawe dialogi, odrobina oniryzmu, Eva Green w tym duecie aktorsko lepsza niż Emmanuelle Seigner - w sumie dobra rzecz, świetna historia o artyście, o tworzeniu oraz jego kosztach i zaułkach, a Polański nadal jest w stabilnej reżyserskiej formie, na Polańskiego można liczyć

piątek, 11 maja 2018

nocne czekania i nocne pociągi

a kiedy w piątkowy wieczór czekam na pociąg, to najbardziej i przede wszystkim jestem tylko dziewczyną czekającą na pociąg, która czasami trochę marznie, ale zwykle nie, jestem też dziewczyną, która czasami się niecierpliwi, prawdę mówiąc zazwyczaj się niecierpliwi, ale noc i tak dodaje temu wszystkiemu poloru, sznytu i magii, robi się z tego wielkie ponadczasowe wieczorne czekanie Kogoś na Kogoś, noc wszystko wyolbrzymia i tak to wygląda