sobota, 14 kwietnia 2018

temat kluczowy

i chciałabym powiedzieć, że moje życie jest barwne, bogate i ciekawe, ale dzień po dniu zrobiło się tak, że wszystko kręci się wokół codziennych wizyt u weterynarza i nieustającej domowej opieki nad psem, rozmów o stanie psa, obserwacji psa, sprzątania po psie, mycia psa itp. itd., a potem jest dłuuuugo, dłuuuugo nic, moje życie jest mocno psie, cała reszta gdzieś w tle i jestem zmęczona, zmartwiona, zniechęcona, nie tym, że jest tak jest, ale tym, że nie widzę ani mety, ani dobrych rozwiązań


piątek, 13 kwietnia 2018

zbieractwo

czasami się gapię pod nogi, a czasami nie, ale dość często się jednak gapię i wtedy czasem coś znajduję, ostatnio dziewczęcą spinkę, pudełko zapałek z kotem, ołówek i czarny guzik do mojej nigdy nie dość pełnej kolekcji guzików, nie są to jak widać cenne znaleziska, ale za to Krzyś miał farta i znalazł bezpańskie 20 złotych i... uwaga: bażancie pióro! czemu ja nie znajduję takich rzeczy? mających niezaprzeczalną wartość albo po prostu pięknych i z klasą? no normalnie pozazdrościłam mu, tego pióra zwłaszcza, bo 20 zł mogę odżałować, 20 zł to w sumie nuda, ale pióro?.... no nigdy takiego nie znalazłam


czwartek, 12 kwietnia 2018

znowu choruje pies

od prawie dwóch tygodni życie kręci się wokół psa, a mój poziom niepokoju ocierającego się powoli o desperację rośnie... pies obił w czasie zabawy swój kruchy kręgosłup (znowu) i choć interweniowałam wcześniej, rozpoznając o co chodzi i biegusiem szukając w trakcie Wielkanocy pomocy weterynarza na drugim końcu miasta, dzień po dniu pies coraz mocniej potyka się o łapy i przestaje chodzić, czyli standardowo - zawał rdzenia i mimo leczenia jest coraz gorzej, przestaje chodzić, machać ogonem, a o zanikającej kontroli nad fizjologią wspomnę tylko tyle, że sporo sprzątam.... szczęśliwie już nie cierpi, nadal leczymy psa, chodzę codziennie do weta i mam nadzieję, i zamartwiam się, i nie mówię głośno słowa "eutanazja", bo ja się tak łatwo nie poddaję przecież i kocham tego durnego psa, przy drobnej stabilizacji i poprawie - kupię wózek i tyle, ale jak będzie jeszcze gorzej? nie wyobrażam sobie skali żałoby w domu, gdy trzeba będzie uśpić psa, więc póki co odsuwam tę myśl, choć ona istnieje; czy płakałam nas psem? jasne, że płakałam i mnie też boli kręgosłup, i nie jest dobrze, bo choruje nasz pies, nawet koty są przejęte


środa, 11 kwietnia 2018

ogłoszenia

dziś rano wlokłam się do pracy, jakoś bez chęci, bez życia, bez entuzjazmu, tymczasem na drodze stanęło mi to samo co zwykle rachityczne, przychodnikowe drzewko i dopiero wtedy zauważyłam, że wreszcie bezapelacyjnie jest wiosna, i to odkrycie ozdobiło ten dzień, banalna rzecz, a czasami wystarczy


wtorek, 10 kwietnia 2018

dziękczynienia do rozdania

dostałam w podziękowaniu od ucznia wielgachną czekoladę i  - jak zawsze kłopot - co teraz z tym zrobić? zatem rozdaję, jak zawsze przy takich dziękczynieniach, rozdaję z dwóch przyczyn - po pierwsze, żeby mi tyłek monstrualnie nie urósł, a po drugie, bo w w gruncie rzeczy krępują mnie takie podziękowania, jakoś uczciwiej jest wypuścić czekoladę w świat niż całkiem samemu zjeść, rozdaję słodkie dobro, żeby się rozlało


poniedziałek, 9 kwietnia 2018

piękna bajka (Neil Gaiman "Gwiezdny pył")

znowu Gaiman - dla czystej przyjemności, żeby owiała mnie bajkowość i inna magiczna rzeczywistość, śliczny ten "Gwiezdny pył", po prostu piękna opowieść, uniwersalna jeśli chodzi o odbiorcę, przeczytałabym ją dziecku, ale i poleciła dorosłemu

[ciekawostka: kiedy Mała Mi była malutka to mieliśmy żwirek dla kota, taki silikonowy, który przypominał białe kamyczki przetykane od czasu do czasu niebieskimi, był ładny i higieniczny, choć koty lubiły go średnio i po jakimś czasie przestałam go kupować, ale... zanim to nastąpiło mówiliśmy na niego: gwiezdny pył, nie ma to nic wspólnego z książką Gaimana, po prostu mi się przypomniało, domowy folklor]

N. Gaiman "Gwiezdny pył"

N. Gaiman "Gwiezdny pył"

niedziela, 8 kwietnia 2018

sandacz w niedzielę

piękna niedziela, zapamiętam z niej słońce - zaskakująco mocne na początku kwietnia, do tego niebieską koszulkę z rowerem, którą sama jakiś czas temu kupiłam, bo ta niebieskość będzie bardzo pasować i pasuje, poza tym zapamiętam filiżankowy świecznik z sercem, pysznego sandacza za zupełne darmo i szarlotkę z lodami, zapamiętam, że bardzo wiało i jeden z restauracyjnych parasoli się przewrócił, i uderzył dziewczynkę, której na szczęście nic się nie stało, i potem jeszcze składanie parasola, nasza zmiana miejsc, zamieszanie... dobry czas