sobota, 14 października 2017

surrealistyczna jesień

dziś jest dzień autentycznej złotej polskiej jesieni, zatem spacer - ciągle towarzyszyło mi nieodparte wrażenie pewnego nieprawdopodobieństwa życiowego, bo mnóstwo słońca, kolorów, totalny surrealizm ściekał po świecie, na wielu płaszczyznach, bo widzę i patrzę i wiem, ale żeby aż tak? ale niech tak będzie myślę sobie, niech się dzieje, jestem, uczestniczę, współtworzę tę jesień, taka widać miała być




piątek, 13 października 2017

tęcza i kwiaty bez jednorożców

przyłapałam tęczę na podłodze i z automatu uznałam, że to dobry omen, nie dociekałam nawet, co tę tęczę zrobiło, zamiast tego wybrałam się do ogródka kompulsywne sadzić kwiatki: tulipany, hiacynty, przebiśniegi, krokusy i szafirki, było mi świetnie, oby tylko przetrwały zimę i na wiosnę się pokazały, dorzuciłabym jeszcze narcyzy i żonkile, ale to może innym razem, teraz ironicznie myślę sobie - tęcza, kwiatki, no jeszcze pojawią się jednorożce i będzie jak w ckliwej kreskówce o My Little Pony... jak widać nie jestem w szczytowej formie jeśli chodzi o skuteczny ironiczny dystans..., no cóż, to był po prostu strasznie fajny dzień, nie da się go obskrobać z tego całego słońca, radosnego grzebania w ziemi i ogólnej fajności, nie da się i chyba nie trzeba, jadłam lody karmelowe, w ogóle dużo dobrego jedzenia było... pies oszalał biegając wśród liści, "jest dobrze" - myślałam sobie, po prostu "jest dobrze"...


czwartek, 12 października 2017

"(...) krew nie woda, co wie każdy, kto próbował obu." (M. Atwood "Ślepy zabójca")

Dawno temu kupiłam tę powieść Atwood, bo jeszcze gdzieś na studiach, może nawet wcześniej, dość wcześnie by kilka lat leżała na strychu, na którym pogryzły ją trochę myszy, a potem ją odzyskałam, zabrałam z licznych życiowych zgliszczy, bo to Atwood i ładne wydanie mimo wszystko, także przez te ostatnie lata w Zielonej Górze leżała i czekała na mnie i chyba dobrze się stało, tytuł każe się spodziewać taniego melodramatyzmu lub równie niewyrafinowanej sensacji, a tymczasem jest to świetna postmodernistyczna powieść obyczajowa i być może rozumiem ją w pełni dopiero teraz, nie wyobrażam sobie, że czytam ją jako 20-latka i że ona rzeczywiście w pełni dla mnie Znaczy. Narratorką i kluczową postacią tej..  no w sumie sagi rodzinnej jest stara kobieta, która opisuje dzieje rodziny, może nie brzmi to porywająco, brzmi jak coś co już było, ale jest to rzecz genialnie napisana, ta perspektywa starości, która rzuca cień na wszystko, w tle nieusuwalne i zmienne znamię czasów, specyfika konstrukcji, bo w tej powieści ukryta jest druga zupełnie osobna powieść, do tego pomysł z wklejeniem wycinków z gazet, które mówią jednocześnie wszystko i nic o historii powolnie wymierającej rodziny, wchodziłam w ten świat z wahaniem, bo nie mogłam się w nim połapać, ale jak już mnie wchłonął, to nie mogłam przestać, do tego jest to też zwyczajnie piękna proza, bardzo kobieca w metaforyce i sensualnym postrzeganiu świata, bardzo dosadna i wiarygodna w warstwie psychologii, no świetna powieść.

Margaret Atwood "Ślepy zabójca"

Margaret Atwood "Ślepy zabójca"

Margaret Atwood "Ślepy zabójca"

Margaret Atwood "Ślepy zabójca"

"Nie zrozum mnie źle. Nie naśmiewam się z dobroci, która jest o wiele trudniejsza niż zło, a równie skomplikowana. Po prostu czasami trudno ją znieść."

środa, 11 października 2017

cytrynowe pokłosie

u schyłku wakacji posadziłam kilka cytrynek, prawdziwy egzotyczny, cytrusowy gaj, przynajmniej potencjalnie, nie miałam co do nich wielkich nadziei, a tymczasem.... są i rosną, cytrynowe drzewa rosną nam jesienią, w której wszystko zamiera i jest w tym jakiś paradoks i pokrętny optymizm, bo przecież robi się coraz ciemniej...
jutro jadę obejrzeć cytryny i posadzić cebulki, żeby na wiosnę była wiosna






wtorek, 10 października 2017

tysiąc porzuconych rękawiczek - kawałek nieba

ktoś całkiem mi obcy zgubił błękitną rękawiczkę... jakby się strzep nieba obszarpał i spadł z nieba na trawę, dostałam ten strzępek w prezencie i jest to jeden z moich ulubionych typów prezentów - pamieć i uważność, której nie można kupić ani udawać, a która jest gestem mocniejszym i wiarygodniejszym niż wiele słomianych słów


poniedziałek, 9 października 2017

inwentarz niekończących się wschodów

słońce nadal wschodzi i to w dodatku niemalże co rano, nadal w tym uczestniczę, mocno się przyzwyczaiłam, prawie nie umiem bez nich zacząć dnia, bo jak zacząć, jeśli słońce nie wzejdzie? jest w tym jakaś mroczna metafora

27.09
29.09

2.10

2.10
3.10

4.10

4.10

5.10

6.10

6.10

9.10

niedziela, 8 października 2017

"Maniery zdobią człowieka" ("Kingsman. Złoty krąg")

się dawno nie było w kinie, zatem się wybrało, z założenia na coś lekkiego, ale nie bez ambicji, pamiętam część pierwszą Kingsmana, to było fajne kino, dowcipne, eleganckie, pełne udatnych parodii, druga część Kingsmana trzyma ten sam klimat, nie jest to tysięczny film o agentach korony, jest to film wykonany z dowcipnym dystansem do Bondowskich i wszelkich szpiegowskich tradycji, mnie to odpowiadało, bebechy nie fruwają obleśnie, mimo dynamiki całego scenariusza, dużej ilości pomysłowych scen walki i niebanalnych gadżetów, ale nie tylko.... bo nawet ktoś kogoś mieli w maszynce do mięsa i jakoś pokrętnie estetycznie to wychodzi..., a to wszystko w ironicznym, złośliwym sosie, który nie mógł mi się z przyczyn oczywistych nie podobać, opowieść zawiera nawet pewien dramatyzm, ale wiadomo, że musi skończyć się dobrze, zagrało w nim wielu naprawdę dobrych aktorów: Colin Firth, Julianne Moore, Halle Barry, Jeff Bridges czy Mark Strong, to jest jednak aktorska pierwsza liga, i te ich kreacje nawet lekko przerysowane, co jest specyficzne dla gatunku, przecież się bronią, no i wisienka na torcie, kapitalna drugoplanowa rola Eltona Johna w roli Eltona Johna.... cudna i autentycznie zabawna - film lekki, dobrze wykonany, trzymający uwagę, pełen czarnego humoru, dobra rozrywka