poniedziałek, 8 maja 2017
jego wysokość komp.... i inne awarie
sobota, 6 maja 2017
Mała Mi nadal poleca (J. K. Rowling "Harry Potter i Komnata Tajemnic")
Mała Mi pokonuje właśnie tom 6 serii, a ja skromniutko kończę drugi... boję się wychylić z informacją, że jakaś książka dla dorosłych by mi się teraz przydała, nie wiem, jak to dyplomatycznie powiedzieć? oczywiście Harry nadal mi się podoba, jest to zwyczajnie dobra książka dla dzieci, sprawnie napisana, spójna, mądra - na etapie drugiego tomu nie zmieniam w tym zakresie zdania, ale jestem już za stara, by za długo tkwić w takim dziecięcym świecie, to być może wcale nie jest dobrze, starzeje mi się wyobraźnia, nawet Komnata Tajemnic staje się w moich oczach mroczną metaforą, w końcu każdy ma swoje sekrety i mroczne zaułki;
poza tym usycham bez słońca, za oknem ciągle deszcz i szalona zieleń roślin, a mnie brak energii
| J. K. Rowling "Harry Potter i Komnata Tajemnic" |
piątek, 5 maja 2017
kobiece gadania z Martą
Po wielu podejściach wreszcie udało mi się spotkać z Martą na naszą typową, babską nasiadówkę przy sałatce i winie, lubię takie wieczory z Martą, zawsze poprawiają mi nastrój, nawet w czasach takich jak obecne, gdy obie mamy mocno pod górę i wiatr nam w oczy wieje i zawiewa regularnie, czasami myślę sobie, że jak już odchowamy nasze córki, a mężczyźni rozczarują nas definitywnej, choć po prawdzie trudno będzie przebić dotychczasowe rozczarowania i trudno o dwie bardziej pozbawione złudzeń kobiety niż my, to może w końcu skończymy razem jako dwie pełnoetatowe wariatki, rzeczywiście mało kto zna mnie tak dobrze jak Marta i nawet gdy nie widzimy się długo, zawsze możemy do siebie zadzwonić i zawsze jak już się spotkamy jest tak, jak byśmy rozstały się wczoraj, i tak już od wielu lat, co samo w sobie jest zupełnie bezcenne
czwartek, 4 maja 2017
z perspektywy niebieskiego parasola
pada cały dzień, uczniowie zdają matury i niebo płacze, choć chyba niepotrzebnie, bo przesadnie trudne to te matury nie były.... tymczasem ja tak naprawdę myślę o czymś kompletnie innym, huczy mi w głowie od moich myśli i może nawet ogrania mnie jak zazwyczaj jakaś niedookreślona melancholia, dziwne roztargnienie, które sprawia, że jestem trochę nieobecna w świecie; Renata powiedziała mi dziś, że wszelkie nasze choroby biorą się ze strachu i z gniewu i myślę, wierze nawet, że ma rację, ale to nie umniejsza mojego poczucia straty; opowiedziałam Beacie o czymś, co chyba tylko ona mogła zrozumieć, faktycznie zrozumiała, dlatego sama opowieść, przyniosła mi jakąś ulgę; i jeszcze.... pewien mały chłopiec stał na murku i bał się skoczyć, przechodziłam obok i spytałam tylko "Pomóc?" i wyciągnęłam ręce, a on skoczył mi w ramiona, w jednej chwili i bez zastanowienia, zupełnie mnie zaskoczył, zachwiałam się, ale złapałam go, zestawiłam i podreptał gonić mamę, a ja cały dzień zazdroszczę mu jego odwagi, bo to jest odwaga tak w jednej chwili skoczyć w cudze ramiona, w dodatku obcej osoby, by to zrobić, trzeba wierzyć ludziom, a ja choć nadal wierzę w ludzi, to ludziom już niewystarczająco i to także jest stratą
środa, 3 maja 2017
koniec pewnej majówki ("Dzieciak rządzi")
na zwieńczenie bezwyjazdowej, zimnej i deszczowej majówki wybrałyśmy się do kina na całkiem fajną bajkę, obawiałam się głupawicy, ale film w gruncie rzeczy jest faktycznie zabawny, ciepły, pełen dobrej energii, sporo w nim dziecięcej perspektywy i wyobraźni, no i w zakresie wartości, emocji jest prorodzinny bardzo, w każdym razie było przyjemnie, do tego lody, pomimo upiornej pogody, zaszalałyśmy.... i tak kończy się majówka, która była pod wieloma względami przedziwna, czytało się Harrego, leczyło się katar, biegało się, ale także godzinami się gadało... już bardzo dawno tak nie było, żebym nagle miała tyle słów, a jednocześnie, aby żadne z nich nie było kryjówką
wtorek, 2 maja 2017
metafizyczny fundament (film zaległy: "Atlas chmur" Toma Tykwera)
brak mi wiary często, ale jestem mistykiem, szukam sensu, szukam duchowego fundamentu rzeczywistości i egzystencji, może dlatego, że go potrzebuję, a może dlatego, że go przeczuwam, nie umiem na to sobie jednoznacznie odpowiedzieć, są dni kiedy wydaje mi się, że to takie życzeniowe myślenie, a są i takie, że bezgranicznie ufam swoim intuicjom, dziś jednak obejrzałam film, który mocno odpowiada moim wyobrażeniom, obejrzałam i urzekła mnie ta wizja, i jest mi z nią więcej niż po drodze, zresztą rzeczywiście jest tak, że tysiąc już razy zabierałam się do filmu "Atlas chmur", który pieczołowicie przechowywałam na bliżej niedookreśloną okazję, na kiedyś, aż w końcu Ktoś powiedział, że to "żenua", że tego nie widziałam, i chyba rzeczywiście poczułam się zawstydzona, a że majówkę mam mocno stacjonarną i przeznaczoną na ostateczne wychorowanie się z dwutygodniowego już angino-wirusówko-cosia, to dziś był ten dzień, obejrzałam i myślę o tym, że byłoby wspaniale, gdyby nasza egzystencja była tak właśnie uwikłana, gdyby wybór i wola były wszystkim, co stanowi o treści naszych rozlicznych zaistnień
"Nasze istnienia nie należą do nas (...) jesteśmy związani z innymi, tymi, którzy byli i będą. O naturze naszego śmiertelnego istnienia decydują słowa i czyny rozłożone w czasie. Każdy zły i dobry uczynek rodzi nasza przyszłość. Konsekwencje życia jednostki są odczuwane przez wieczność.(...) Istnieć to znaczy być postrzeganym (...)."
********
" - <<Kiedyś'>> to taka mała pchełka nadziei...
- Ale pcheł nie tak łatwo się pozbyć."
poniedziałek, 1 maja 2017
widok na rychlebskie ścieżki
dostałam pocztówkę i zamarłam z zachwytu, dokładnie tam mogłabym mieć taką małą koślawą wrośniętą w ziemię chatkę, w której dogasałbym sobie tuż obok moich zwierząt, cudne miejsce, coś jakbym wróciła do domu, a przecież jestem raczej bezpańskim psem
Subskrybuj:
Posty (Atom)
