wtorek, 7 lipca 2020

wszystko inaczej

w lesie wszystko jest inaczej, zwłaszcza jeśli jestem tam sama, usiłuję biegać, ale nie biegam, nie mam w sobie tego impetu ani pragnienia, bo mi jakoś wygasły, jednak idę przez las i na moment świat się unieważnia, rozkleja mi się, kiedyś bałam się tego rozwarstwiania, tego nagłego stawiania obok - siebie i rzeczywistości, tego poczucia nietożsamości z tu i teraz, kiedyś to było nieprzyjemne, teraz po prostu na chwilę jest inaczej, powalam sobie na częściową nieobecność, bez strachu i niepokoju


sobota, 4 lipca 2020

"(...) nie można bać się śmierci. Z nią każdy z nas sobie poradzi. Bać się należy raczej bezsensownego życia." - Joanna Zając "Inną drogą" book tour 30 (35/52)

"Inną drogą" Joanny Zając jest powieścią obyczajową, w której śledzić możemy pełne zawirowań życie głównej bohaterki, Zuzy. Obserwujemy jej losy od czasów, gdy była nastolatką do momentu gdy dobiega pięćdziesiątki. Jest to literatura popularna przede wszystkim dla kobiet, ponieważ książka skupia się głównie na kobiecych doświadczeniach oraz emocjach, co więcej powieść Zając może być dla czytelniczek źródłem wielu refleksji, a nawet wzruszeń, bo sporo przeżyć Zuzy ma na tyle uniwersalny charakter, że niejedna czytelniczka zdoła je odnieść do swoich osobistych doświadczeń. Mimo pewnych niedostatków w narracji oraz w konstrukcji niekiedy nazbyt posagowych, jednowymiarowych postaci czy nawet mimo luk w spójności psychologicznej bohaterów, "Inną drogą" jest powieścią, która może dość osobiście odbiorcę dotykać. 

Zuzę poznajemy jako młodziutką dziewczynę, pełną marzeń i ambicji. Ma kochających, choć dość surowych, tradycyjnych rodziców i wspaniałego dziadka, młodsze  sympatyczne rodzeństwo, a także duże grono przyjaciół, jest dobrą córką, siostrą, uczennicą nawet. Przeżywa co prawda miłosny zawód, lecz wkrótce zakochuje się w Hubercie, który niestety nie przypada do gustu jej zaborczemu i despotycznemu ojcu.... a  potem po prostu trwa życie, dorastanie, ciągle nowe role i doświadczenia typowe dla każdej kobiety, a przecież właśnie dlatego warte uwagi. Są chwile tragedii, cierpienia i pożegnań, są momenty radości, narodziny dzieci, śluby, początki nowych przyjaźni. Niektóre relacje okazują się trwałe, a inne szybko odchodzą w zapomnienie. Zuza nie unika w życiu wielkich błędów, ale też stać ją na niezwykłą wielkoduszność i poświęcenie. Przeżywa też wiele strat. Ten zawikłany życiorys może absorbować odbiorcę. Może nawet skłaniać go do dzielenia z bohaterką wielu optymistycznych w gruncie rzeczy przeświadczeń: że warto pomagać innym ludziom, że trzeba dbać o bliskich i cieszyć się ich obecnością dopóki ona trwa, że nie należy przejmować się plotkami i tzw. "ludzkim gadaniem", tylko odważnie budować swoje życie, że czasami tracimy szczęście, ale może ono do nas wrócić w najmniej spodziewanym momencie, zupełnie "inną drogą" niż każda z tych, które moglibyśmy przewidzieć. Powieść Zając ostatecznie okazuje się historią o nadziei, rodzinie oraz sile miłości. Jest to książka jednak na tyle lekka, że można ją zabrać na wakacje, na leniwe popołudnia na plaży i długie poranki przy ciastku i kawie. I jeszcze... ładny detal: powieść zawiera bardzo ciekawą przypowieść o obserwowanych przez dwóch mężczyzn ludziach jadących na ośle, którą to przypowieść zamierzam zachować w pamięci i regularnie cytować ;)

Joanna Zając "Inną drogą"
Jeśli chodzi o niedostatki "Innej drogi", to pisarce brakuje jeszcze trochę warsztatu, zwłaszcza w zakresie prowadzenia narracji i budowania psychologii postaci. Postaci jest w ogóle w tej powieści bardzo dużo, ale w większości czytelnik zna je tylko powierzchownie - imiona, pokrewieństwo, pochodzenie społeczne, związki, ale rzadko któraś z nich ma rozbudowaną psychologię, w efekcie bohaterom często brak wyrazistości i łatwo się w ich sporej gromadce pogubić, trudno też - nie znając ich zbyt dobrze - przeniknąć ich motywacje, nie do końca jest jasne, dlaczego się w sobie zakochują, czemu się lubią, co przeżywają, co ich przede wszystkim jako ludzi łączy i trzyma razem poza tym, że wszyscy znają Zuzę i mieszkają przez większość życia w jednym mieście. Autorka nadmiernie dąży też do tego, żeby jej powieść wypełniały postaci pozytywne. Nawet gdy bohater popełnia duży błąd czy wręcz podłość, to jego czyn jest bardzo łagodzony jego późniejszymi poczynaniami oraz dobrymi intencjami. Przykładowo: ojciec Zuzy to mężczyzną nadmiernie kontrolującym swoje dzieci i ich życie, jego zachowanie, gdy jest z nich niezadowolony nosi wręcz znamiona przemocy emocjonalnej, zastraszania i tyranizowania najbliższych. Jego złe decyzje mają niszczący wpływ także na wielu ludzi spoza rodziny i często są po prostu wyrazem jego egoizmu, a nawet pewnej bezmyślności, etycznie jest to postać bardzo kontrowersyjna. Mimo to Zuza wiele mu wybacza, wszyscy mu wybaczają, bo... chciał dobrze i po wielu latach przeprosił, i ostatecznie uporczywie mówi się o nim jako o dobrym rodzicu, którym de facto w wielu sytuacjach po prostu nie był, a konsekwencje jego złych decyzji negatywnie wpływały na losy kilku bohaterów wręcz latami. To przykład skrajny "wygładzania" postaci nieco na siłę, ale poza tym wszyscy bohaterowie są jak jeden mąż miłymi ludźmi. Kochają dzieci, pomagają innym, są pełni zrozumienia, współczucia i wdzięczności w sumie cały czas, nawet sceny rozstań i podziały spadków po zmarłych krewnych przebiegają dość łagodnie, nie ma gniewu, obrażania się, konfliktów, a śledzimy ich losy przez wiele lat, tymczasem nieustannie są to ludzie praktycznie bez wad czy chwili słabości, a przez to nie tylko wydają się jednakowi i kartonowi, ale też mało... ludzcy. Pewnym wyjątkiem jest tu Zuza, która w konfliktach z ojcem daje się porwać gwałtownym emocjom, a w relacjach z Hubertem zatraca się w miłosnych odczuciach, i bardzo jest tej miłości oddana mimo upływu lat. Z drugiej strony każdy błąd czy emocjonalny poryw Zuza opłaca takim kajaniem się i poczuciem winy, jakby jej życiowe pomyłki (które nie zawsze wynikały z jej winy, ale często generowane były przez okoliczności lub cudze, wcześniejsze decyzje) miały wręcz rangę przestępstwa czy śmiertelnego grzechu. Jest w tym jakaś przesada, rozdźwięk między życiem dziewczyny, która zawsze bardzo się stara i jest oddana rodzinie i przyjaciołom, a jej poczuciem, że jest kobietą, która nosi brzemię wielkich przewinień. 

Świat powieściowy budowany jest ze zmienną precyzja. Są miejsca opisane dość dokładnie, a są takie, które tylko zostały nazwane, przy czym przeważają te drugie. Narracja jest komunikatywna i językowo poprawna, choć niekiedy brak jej płynności w obrazowaniu, uważności w tworzeniu scen rodzajowych i w budowaniu sporych często przeskoków w czasie. Poza tym narrator wydaje się skupiać wyłącznie na głównym nurcie akcji i przeżyciach głównej postaci, co sprawia, że wszystko inne wypada blado i błaho (cały drugi plan, pełen jest często ciekawych wydarzeń, ale zwykle tylko wymienionych i niepogłębionych dłuższym opisem czy emocjami postaci). Narracja zresztą konsekwentnie pozostaje mocno pod wpływem punktu widzenia Zuzy, kiedy dziewczyna jest młoda, naiwna, taki też jest tok wypowiedzi narratora, kiedy dziewczyna dorasta i nabiera doświadczenia, także w narracji pojawia się więcej sentencji oraz refleksji o życiu i jego prawach. I to jest akurat bardzie ciekawa cecha powieści, to swego rodzaju "zgranie" narratora i kluczowej postaci, którzy "rosną" razem i zachowują przez całą powieść pewien spójny światopogląd na poziomie wartości i postrzegania świata. Przyznam, że z "Inną drogą" pod wieloma względami na poziomie właśnie światopoglądu nie zawsze było mi pod drodze, ale mimo to uważam ten "obyczaj" za całkiem niezłego towarzysza na czas wakacji, urlopów i innych wolnych, niezobowiązujących, pełnych relaksu momentów w życiu czytelnika lubującego się w popularnej literaturze obyczajowej.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję organizatorce book tour, Andżelice Jaczyńskiej z Czytam dla przyjemności








piątek, 3 lipca 2020

mój dom jest pełen śladów kocich łap

remontuję dom, bo już patrzeć nie mogłam na moje podłogi... dlatego żyjemy w totalnym chaosie i ponadprzeciętnym bałaganie, żyjemy na krawędzi końca świata, psy nerwowo szczekają, a potem siedzą ciągle obok mnie, czujne i gotowe do wszczęcia awantury z obcymi, którzy kręcą się po domu, koty ukryły się w zakamarkach, wychodzą, kiedy nie ma już obcych, krytycznie oceniają wprowadzone przez nich zmiany i metodycznie zadeptują ślady po ich obecności, cierpliwe tuptają po wszystkim, zostawiając odciski drobnych puchatych łapek, potem znajduję je odciśnięte nawet na świeżo wylanej podłodze - ciche, kocie, niezniszczalne "tu byłem" i "ten dom jest mój"


wtorek, 30 czerwca 2020

"(...) czyż wszyscy nie powinniśmy skowyczeć do gwiazd?" - Andrew Sean Greer "Marny" (34/52)

Kiedy ostatnio czytałam powieść, która zdobyła Pulitzera ("Szczygieł") przeżyłam swego rodzaju rozczarowanie (książka dobra, ale żeby aż Pulitzer...?), tym razem było jednak inaczej, bo "Marny" Andrew Seana Greera jest utworem bardzo dobrym i to zarówno na poziomie formy, jak i treści. Jestem prawie pewna, że powieść nie znajdzie uznania wśród czytelników preferujących zwykle utwory z literatury popularnej, którzy wolą prostsze fabuły i bardziej podawczy styl narracji. "Marny" jest to jednak utwór wart uwagi i zaangażowania, błyskotliwy, pisany dla ludzi, którzy mają serce mocno podłączone do niewolnego od ironii, sprawnie działającego mózgu, ale i są wrażliwi na niuanse ludzkich relacji, podteksty oraz skrywane uczucia.

Głównym bohaterem powieści jest Artur Marny, niemal 50-letni gej, niespełniony pisarz, który zawsze czuł się zagubiony w świecie i pozostawał w cieniu innych ludzi, nieco roztargniony, piękny w swojej naiwności niczym Idiota Dostojewskiego, czasami trochę śmieszny, a przez to traktowany przez otoczenie i samego siebie z przymrużeniem oka. Nie jest bogaty, nie odniósł zauważalnego sukcesu jako pisarz, ma złamane serce, starzeje się. W oryginale jego nazwisko brzmi "Less" czyli "mniej", ale polskie tłumaczenie (brawa dla tłumacza) "Marny" wydaje się nawet lepiej oddawać ducha i specyfikę postaci, czy raczej tego, jak jest ona postrzegana niekiedy przez innych ludzi i zazwyczaj samego siebie. Artur jest zawsze mniej zdolny, mniej zauważalny, mniej ważny od Kogoś, ma poczucie niespełnienia i własnej nieważności, nawet groteskowości jako człowieka i artysty. W dodatku poznajemy go w chwili gdy ostatecznie traci ukochanego Freddy`ego, który ma wkrótce wyjść za mąż. I Artur ucieka, rusza w podróż dookoła świata, korzystając z zaproszeń uczelni oraz organizatorów imprez artystycznych lub swoich znajomych. Byle tylko nie być w rodzinnym San Francisco, byle nie musieć iść na ślub lub zbyt żałośnie się od niego wykręcać... Pakuje swój ulubiony niebieski garnitur i wyrusza... i w tej podróży dzieje mu się wszystko.

W Meksyku nie może opędzić się od wspomnień o wybitnym poecie Robercie Brownburnie, z którym przez wiele lat jako młody człowiek był związany i z którym odwiedził kiedyś właśnie Meksyk. Żył z geniuszem czy raczej dźwigał ciężar życia z geniuszem? Marny tego tak do końca nie wie, ale czytelnik zauważa, że rzeczywiście było to "jakby żyć samotnie z tygrysem". Tymczasem zbliża się panel z Marnym na festiwalu w kampusie uniwersyteckim i Artur ma na nim spotkać byłą żonę niegdysiejszego kochanka, Marian... - trudna, potencjalnie przykra sytuacja, jakże w odczuciu Marnego typowa dla jego pełnego niezręczności oraz emocjonalnych kraks i niewygód życia. Bo Arturowi ciągle coś się przytrafia, drobne śmieszności, przeciwności, małe z pozoru katastrofy, które potęgują jego poczucie znikomości, poczucie bycia "less". Zagubione bagaże, pomylone autobusy, zniszczone garnitury (zwłaszcza ten ulubiony niebieski), pomyłki co do nazwiska czy nawet płci bohatera na lotniskach ("Kim jest, u diabła, Artur Marny?"), znajomi, którzy nie pojawiają się tam, gdzie powinni i pojawiają tam, gdzie ich się nie spodziewał, wypytując go o znanych mu dzięki związkowi z Robertem wielkich artystów i wręcz usiłując ograbić Artura z osobistych wspomnień, ale rzadko okazując jemu samemu prawdziwe zainteresowanie; do tego inne i rozliczne groteskowe wypadki, np. igła wbita w stopę podczas pogoni za psem, dziwaczny strój wybrany przez bohatera na imprezę w Paryżu czy hełm kosmonauty, z którym przychodzi na wywiad z wybitnym twórcą; nagłe zachorowania ludzi z otoczenia Artura (masowe omdlenia na odczycie jego powieści, choroba dużej grupy studentów), choć on sam jest zdrowy, co skłania go do podejrzeń, że jest nosicielem jakiejś zarazy; dziwaczne reakcje ludzi na pełną komicznych błędów niemczyznę przekonanego o swoich zdolnościach językowych Artura; zatrzaśniecie się w restauracji (raczej wątły Artur musi rozbijać ścianę) itd. itp. Poza tym każde miejsce, do którego Artur przybywa zawsze jest inne niż oczekiwał i zawsze spotyka go tam coś nieprzewidywalnego (jakaś nagroda, jakiś flirt, jakaś miłość, jakaś fascynacja, jakieś wspomnienia, jakieś krytyczne uwagi, jakieś katastrofy). Nowy Jork, Włochy, Niemcy, Paryż, Maroko, Indie, Japonia, czyli pełna wertepów podróż, w której Artur stara się nie myśleć o ślubie Freedy`ego, a jednocześnie z godnością wejść w 50. rok życia i pogodzić się z przemijaniem oraz napisać kolejną powieść (czy raczej poprawić tę ostatnią, którą odrzuciło wydawnictwo). I ta pełna emocji, wspomnień i wydarzeń podróż Marnego jest dla mnie jednak przede wszystkim po prostu piękną historią o człowieku. Trochę o tym, że czasami największym wyzwaniem i trudnością w życiu okazuje się konieczność pogodzenia się z tym, że jest się tylko i aż sobą i ma się światu i ludziom tylko samego siebie do zaoferowania. Trochę o tym, że poczucie śmieszności i małości są ulotne, i skrajnie subiektywne. Bo Artur czuje się znikomy, ale w oczach innych ludzi jest oryginałem i pełną swoistego uroku osobą, której wielu zazdrości. Marny w toku swojej podróży, wspomnień, spotkań i licznych wpadek odsłania się nam bowiem jako osoba, która budzi wiele sympatii i miłości, obok której nie przechodzi się obojętnie, która wiedzie ciekawe życie. Marny wcale nie jest marny, po prostu on sam tego w ogóle nie widzi. I to stanowi o uniwersalności powieści. Poczucia własnej znikomości, poczucia groteskowości wszelkich starań czy niekiedy śmieszności, które towarzyszą Marnemu doświadcza jak sądzę w różnych momentach życia każdy człowiek, i może dobrze jest wiedzieć, że pozostają one kwestią perspektywy, że ludzie widzą i postrzegają nas inaczej, de facto widzą nas przeróżnie (czasem wcale), ale prawie zawsze inaczej niż my widzimy samych siebie. Poza tym jest w tej powieści, w całej tej historii wdzięk, jest lekkość, jest poczucie humoru. Jest to również jedna z najbardziej romantycznych i subtelnych w swym romantyzmie powieści, jakie czytałam.

No i rzecz, której nie wolno przeoczyć - genialna narracja, w której wykorzystano może nie wszystkie, ale na pewno rozliczne możliwości, jakie generalnie daje powieściowa narracja i jakie dotąd w karierze gatunku stworzono. Pewną bazą jest dominujący przez większość czasu trzecioosobowy narrator, który jednak tak konsekwentnie wychyla się zza swoich słów i to od pierwszego zdania, że czytelnik szybko się orientuje, że jest to jakiś znajomy Artura. W efekcie narrator bywa też w wielu fragmentach pierwszoosobowy, by ostatecznie okazać się jednym z bohaterów powieści. Czasami narrację prowadzono też uwzględniając punkt widzenia postaci epizodycznych, żeby pokazać Artura w jakiejś sytuacji, zauważonego np. przez dziecko, które obserwuje go na lotnisku. Do tego w narrację wklejone są słowa innych postaci, które Artur wspomina jako szczególnie ważne i które uporczywie chodzą mu po głowie  (np. fraza "Mój syn od początku do ciebie nie pasował"). Poza tym narrację przejmuje też często sam Marny dzięki wlanym w nią monologom wewnętrznym, które najwięcej "opowiadają" o Arturze, o jego emocjach i wspomnieniach. Jednocześnie jednak sceny z przeszłości relacjonuje nie Marny, ale narrator trzecioosobowy, który tworzy z nich jakby osobne scenki rodzajowe, uzupełniające wizerunek bohatera. I tak naprawdę narracja, zachowując pełną spójność na poziomie opowieści,  rozpada się na kilka głosów: jest narrator trzecioosobowy wszechwiedzący, jest narrator subiektywny pierwszoosobowy będący bohaterem powieści, jest Marny w mowie pozornie zależnej, który potrafi czasami na długo "przejąć" narrację, są wreszcie postaci epizodyczne, z punktu widzenia których prowadzona bywa narracja, są też fragmenty, w których narrator mówi o narratorze, są nawet eseistyczne wręcz fragmenty o artyście, człowieku, życiu. Zresztą sam ten tok narracyjny, pełen skrótów myślowych, hasłowych, ale w pełni czytelnych nawiązań do przeszłości, ironii, ale i bardzo czułego i pełnego sympatii stosunku do bohatera jest niezwykły, błyskotliwy i sprawia, że powieść jako całość zachowuje swój specyficzny klimat - klimat nieusuwalnej życzliwości wobec ludzi w ogóle. I jeszcze dialogi... piękne, dowcipne, znaczące, mądre, ale także bardzo prawdziwe, to rozmowy, w które się wierzy i które nigdy nie są ani zbyt błahe, ani zbyt ciężkie. Po prostu świetnie ten "Marny" jest napisany. Inteligentnie. Wzruszająco. 
 Andrew Sean Greer "Marny"

 Andrew Sean Greer "Marny"

 Andrew Sean Greer "Marny"

sobota, 27 czerwca 2020

co znaczy tęcza kiedy jest tęczą

nad moim domem wisiał dziś przez chwilę pełny tęczowy łuk, widoczny od początku do końca, symbol pojednania, przymierza, bo kiedy patrzę na tęczę jest ona dla mnie zawsze tylko irracjonalną nadzieją na dobre, na nowe, jest obietnicą odmiany, tak ją widzę i to się nie zmienia, nawet gdy ani odmiana, ani dobre nie następują


poniedziałek, 22 czerwca 2020

Małgorzata Kasprzyk "Podwójne życie" - book tour 29 (33/52)

"Podwójne życie" to powieść obyczajowa, w której zderzyły się dobre, a czasami nawet bardzo dobre pomysły fabularne z pewnymi brakami w zakresie pisarskiego warsztatu. Jeśli jednak szukacie książki, która będzie wam towarzyszyła podczas wakacyjnych wylegiwań na plaży, która jest łatwa w odbiorze, lekka i nieabsorbująca, przez którą w podskokach przebiegnie się wzrokiem to książka Kasprzyk będzie mimo to wyborem niezłym.


W powieści śledzimy losy czwórki młodych bohaterów, których konfiguracja w zakresie relacji dość szybko zmienia się w taki sposób, że obserwujemy de facto losy dwóch zakochanych par. Filip i Michał pracują w korporacji i darzą się sporą niechęcią. Najlepszą przyjaciółką Michała, osobą bliską mu niczym siostra jest Martyna, którą Filip poznaje na firmowym przyjęciu i o której względy szybko zaczyna zabiegać. Z kolei Filip ma kuzynkę, Ilonę - dorastali razem i jako dorośli nadal podtrzymują bliskie kontakty, dziewczyna prowadzi bloga o literaturze, dzięki czemu wirtualnie poznaje Michała, z którym połączy ją znajomość także w świecie realnym. Perypetie tych dwóch par są kluczową treścią książki i stanowią swego rodzaju niekończącą się "komedię" omyłek i drobnych nieporozumień, pomimo których udaje się ocalać przyjaźń i rozwijać miłość. Ciekawym elementem jest tytułowy motyw podwójnego życia. Każda z tych pierwszoplanowych postaci skrywa jakiś mniejszy lub większy sekret, przez co często nie do końca jest sobą, nie realizuje w pełni swoich pasji lub nie odkrywa się przed innymi z powodu strachu, kompleksów lub wątpliwości co do samego siebie i swojej wartości. Młodzi bohaterowie częściej starają się spełniać cudze oczekiwania niż własne pragnienia lub ulegają naciskom czy tylko domniemanym życzeniom otoczenia, przyjmując pozę ukrywającą ich prawdziwe "ja". Jednak zarazem każda z tych postaci w toku akcji powieści zaczyna powoli się zmieniać i dojrzewać do odważnego realizowania swoich pragnień. I fabularnie jest to pomysł naprawdę bardzo interesujący. Dobrym uzupełnieniem wizerunku zakochanych par są także ukazane na drugim planie ich rodziny i znajomi, dzięki którym czytelnik ma pełniejszy obraz życiowej sytuacji oraz uwikłań głównych bohaterów i może lepiej rozumieć ich zahamowania i obawy. Warto dodać, że paradoksalnie ten rozbudowany drugi plan bohaterów bywa często znacznie bardziej zajmujący niż losy postaci głównych, ponieważ to właśnie na drugim planie, czasami wręcz w epizodach są postaci, które tworzą złożone i nieoczywiste relacje, a ich losy okazują się przez to po prostu bardziej interesujące niż postaci pierwszoplanowych (np. wiecznie skłóceni rodzice Martyny czy perfekcyjnie nieperfekcyjna Ewelina, czyli siostra Ilony). Obyczajowo pomysł na postaci i wydarzenia jest więc udany. Także językowo i stylistycznie powieść jest poprawna i lekka w odbiorze, ale..... są też... usterki. 

Po pierwsze  książka bardziej przypomina rozbudowany scenariusz filmowy niż utwór literacki, bo wypełniają ją głównie dialogi, przemyślenia postaci i opisy postaci oraz akcja oparta o serię powtarzalnych nieporozumień wynikających zwykle z braków w komunikacji i wzajemnej szczerości. Warto tu zauważyć, że powieść zawiera wiele udanych dialogów, które zachowują naturalność prawdziwej rozmowy, a w połączeniu z ujawnionymi w narracji, skrywanymi przed otoczeniem przemyśleniami postaci pokazują one też jak wielkie problemy ze szczerą komunikacją mają bohaterowie powieści. I to zderzenie tego, co wypowiedziane z tym, co tylko pomyślane wypada ciekawie, daje też dobrą perspektywę na śledzenie licznych nieporozumień, które wynikają z niedopowiedzeń powstających między postaciami. Jednak powieść obyczajowa to nie tylko dialogi. Świat przedstawiony jest  w "Podwójnym życiu" zminimalizowany, w efekcie utwór Kasprzyk jest trochę jak sztuka teatralna, którą wystawia się niemal bez dekoracji, rekwizytów czy kostiumów. Oczywiście niby tak można i nawet da się, ale w powieści obyczajowej znikają przez to istotne sygnały i elementy budujące rzeczywistość oraz charakteryzujące bohaterów. I powstaje pewna próżnia. Trudno się w niej odnaleźć, tym bardziej że nie można uchwycić się nawet czasu akcji, bo on jakby płynie i zarazem nie płynie w powieści. Nie widzimy nie tylko np. zmiany pór roku, nie wiemy też, ile dni lub tygodni dzieli spotkania zakochanych i kluczowe wydarzenia, a jeśli jest to niekiedy podane, to nie zawsze logicznie zgadza się to z przebiegiem obu wątków miłosnych, niemal jakby dla każdej postaci czas płynął inaczej. Rzecz jasna mogłaby tę sytuację związaną z okrojeniem do minimum świata przedstawionego ratować rozbudowana i wnikliwa psychologia bohaterów, wówczas "Podwójne życie" miałoby szansę być udaną powieścią psychologiczną, ale i tu bywa średnio. Główni bohaterowie są młodzi, ambitni, oryginalni, inteligentni, a mimo to często dość mocno niedojrzali i zbudowani jakby z jednego materiału: wszyscy prowadzą podwójne życia, mają zbliżone w gruncie rzeczy temperamenty, ich dwa romantyczne związki rozwijają się w podobnym tempie i wywołują często podobne rozterki, także charakter przyjaźni męsko-damskich jest w zasadzie identyczny, oparty na emocjach bratersko-siostrzanych... i przyznać trzeba, że łatwo tych bohaterów pomylić ze sobą, bo brak im osobowościowej wyrazistości, to po prostu dwie pary bardzo podobnych ludzi. Druga rzecz, że psychologia postaci budowana jest zwłaszcza na początku powieści tak skromnymi środkami, że czasami ich czyny i działania nie zawsze znajdują fundament, który pozwalałby tych bohaterów w pełni zrozumieć. Przykładowo: to że dwie młode i piękne dziewczyny podobają się Filipowi i Michałowi jest oczywiste, ale skąd się dość nagle i szybko biorą ich głębokie uczucia i poważne plany co do nich - zwłaszcza, że przetykane są mało wyrafinowanymi kombinacjami w celu szybkiego skonsumowania znajomości - trudno orzec. Dość bezsensownie dochodzi też w pewnym monecie do rękoczynów między Filipem i Michałem, a ich inicjatorem jest nie wiedzieć czemu ten z nich, którego kreowano dotąd na bardziej opanowanego i zachowawczego. Inna scena: zostawieni sami w mieszkaniu Filip i Michał nudzą się i z tej nudy.... upijają się w sztok, bez głębszej przyczyny i sensu, po prostu nudzą się, więc piją do odcięcia... jak dzieciaki na koloniach w leśnej głuszy, a przecież to ambitni, wykształceni i inteligentni mężczyźni (tak przynajmniej twierdzi narrator). Dziewczyny także zachowują się często infantylnie, ich postawa bardziej przypomina pierwsze próby bycia w związku czynione przez nastolatki niż budowanie poważnych relacji przez ludzi co prawda młodych, ale jednak już dorosłych, którzy mają jakieś związkowe doświadczenia i większą dojrzałość. W powieści ciągle trwa festiwal plotek, czczych domysłów, ostentacyjnego obrażania się "za karę", niedopowiedzeń, a jego ukoronowaniem jest pomysł Ilony i Martyny, by zaszantażować partnerów groźbą: "miesiąc bez seksu", jeśli panowie dziewczynom w pewnej sprawie nie ustąpią.... no dziecinada. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że bohaterowie są raczej dziećmi bawiącymi się w dorosłość niż osobami dojrzałymi, których słowa i zachowania można traktować poważnie. Jeśli natomiast chodzi o konstrukcję akcji, to brakowało mi punktu kulminacyjnego, który po prostu w żaden sposób nie został zbudowany ani na poziomie emocji, ani treści. Wydarzenia toczą się raczej od nieporozumienia do nieporozumienia i choć kolejne konflikty pozwalają bohaterom zmieniać się i ostatecznie pozytywnie wpływają na ich relacje, to taka sinusoidalna konstrukcja nie sprzyja ani budowaniu, ani stopniowaniu napięcia koniecznego do tego, by wybrzmiał finał fabuły. Kilka wątków gubi się też po drodze, dopóki są potrzebne do tworzenia zarzewi nieporozumień między bohaterami są prowadzone, gdy ich potencjał konfliktogenny wygasa - są porzucane bez zamknięcia. Przykładowo: jeden z bohaterów pisze doktorat, spotyka się z promotorem, dzwonią do siebie, jest to coś bardzo ważnego dla tej postaci i jej rozwoju, nie wszystkim jednak o tym doktoracie nasz bohater mówi, więc generuje to kolejne nieporozumienie. Kiedy jednak konflikt wygasa, zamiera też watek doktoratu, nie wiemy, czy jest pisany dalej, promotor przestaje dzwonić, temat znika też z dialogów. Przedziwna sytuacja, skoro ten wątek mocno definiował bohatera i jego życiowe ambicje.....

"Podwójne życie" to w moim odczuciu powieść z niewykorzystanym potencjałem. Interesująca na poziomie zamysłu i przyjemnie napisana, z dobrymi dialogami oraz psychologicznie intrygującym motywem podwójnego życia. Bohaterom brakuje jednak kontekstu, brakuje im świata, w którym żyją, a  przede wszystkim brakuje im psychologicznej spójności i wyrazistości. Także konstrukcję fabuły warto byłoby jak sądzę wnikliwiej przemyśleć. Może w kolejnych wydaniach?

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję organizatorce book tour, Monice z bloga Życie to nie bajka.

sobota, 20 czerwca 2020

15 i dakłas

Mała Mi ma 15 lat, kiedy to się stało?
Wybrała oczywiście dakłasa i stertę komiksów. Praktyczna matka wybrała dla niej designerskie krzesło, którego bajerancki wygląd nie ocalił przed nieufnością, gdyż jak większość ścisłych umysłów Mała Mi nie lubi zmian. Toast czerwonym winem. Nasz wspólny dzień.