Ruda zmobilizowała mnie, żeby wybrać się na Dziką Ochlę, gdyby nie ona pewnie nie ruszyłabym się dziś z domu, bo jestem w fazie ostro domowej, opuszczam moją jamę z niechęcią, czynię to codziennie, ale bez entuzjazmu, ale miało być o tej Ochli.... więc mieszkam w Grunbergu od 10 lat, a nie znam tego miejsca, poza niezobowiązującą świadomością, że jest, nigdy nie poświęciłam mu więcej czasu ani uwagi, kiedyś przyjechaliśmy tam szkolnie raz czy dwa z dzieciakami na ognisko, ale to wszystko, teraz wybrałam się niejako prywatnie, więc zupełnie inaczej, jezioro jest dzikie, trochę kobiet z wózkami i dziećmi, trochę rowerzystów, trochę pijaczków, sporo wędkarzy, rowerki wodne, piach, plac zabaw, możliwość zakupu piwa i żarcia, po prostu dzikie kąpielisko w lesie za miastem, były też lilie wodne, naprawdę piękne, różowe i całe w słońcu, jakby nierzeczywiste, kiedy ostatni raz takie lilie wiedziałam? na kajakach (lubię kajaki, a nie byłam dawno, czemu?), chyba Lubrza (świetna wycieczka, ale na jeziorze trochę się bałam), latały wielkie ważki, a liliom robiłam zdjęcia z bliska (były białe i jedno z tych zdjęć przez wiele miesięcy miałam na telefonicznej tapecie)... to było dawno temu, kilka lat, lilie lubię nadal
czwartek, 22 sierpnia 2019
środa, 21 sierpnia 2019
moje dziewczyny ("Gdzie jesteś, Bernadette?")
Asia wyjechała na wiele miesięcy i dopiero co wróciła, a bez Asi nie chodziłyśmy do kina, generalnie w ogóle mało chadzałam do kina w ostatnich miesiącach - kolejna zmiana w moim życiu, która jakoś tak sama z siebie się wydarzyła i wzięła się nie do końca wiadomo skąd, ALE.... Asia wróciła, więc wybrałyśmy się "jak kiedyś" we trzy do kina i to było znacznie ważniejsze niż film, który okazał się mocno średni; ma swój urok i naiwność, która narusza życiowe prawdopodobieństwo, co zależnie od oczekiwań odbiorcy może być wadą lub zaletą, ma kilka dobrych scen i dialogów, ale nie kupiłam tego jako całości, po pierwsze Cate Blanchet coś sobie zrobiła z twarzą i to coś mnie rozpraszało, po drugie "Blue Jasmine" Allena sprzed kilku lat opowiada w dużej mierze o tym samym, ale jakby lepiej i wiarygodniej, choć zarazem tysiąc razy tragiczniej - neurotyczna, oryginalna, inteligenta kobieta, która zgubiła (coś) siebie i swoje powołanie, swoje życie.... - nie porwało mnie to, choć relacje matki i córki, która okazuje się najbardziej dojrzałą postacią w filmie, ukazano bardzo fajnie i akurat to mnie urzekło, pewno dlatego, że było mi bliskie, film jednak.... no przeciętny, zdecydowanie dla kobiet, zwłaszcza przeintelektualizowanych kobiet na zakręcie, zatem teoretycznie powinien mnie porwać, a nie porwał, w sumie nieważne; najfajniej, że się spotkałyśmy we trzy, ja i moje ulubione kobiety z gatunku wyjątkowych, film był dodatkiem, podobnie jako lody, dodatkiem do gadania i bycia w swoim towarzystwie
każdy czasami chce uciec z domu tak jak Bernardette, to jest w ogóle literacki i awanturniczo pociągający pomysł, chyba też bym uciekła, ale jestem zbyt tchórzliwa na wielkie przygody z niewiadomą w tle, a przede wszystkim lubię wiedzieć, gdzie się wieczorem położę i z kim, nie mam też pomysłu dokąd uciec
wtorek, 20 sierpnia 2019
urodziny, o których pamiętałam
mój brat miał dziś urodziny, zapisałam to sobie i pamiętałam bez przypominajki wysłanej przez matkę, która generalnie jest od kilku tygodni nafochana, więc pewnie by nie przypomniała, jednakowoż, ja, czarna owca pamiętałam, napisałam życzenia i wysłałam kwiatka, mojego własnego, czyli prosto z balkonu, uważam to za swego rodzaju sukces, bo generalnie jestem słaba w urodzinach i przesłaba w byciu córką i siostrą, szwagierką oraz ciotką, jestem w tym więcej niż beznadziejna, nie umiem, cóż zrobić, no nie umiem w to grać, nie mam talentu, powołania, poczucia obowiązku, nie wyrosły mi i nie mam, zamiast nich śladowo pojawia się poczucie winy, ale upycham je pod szafą i zwykle go nie widzę, wszystko to ma oczywiście tysiąckroć głębszy fundament, ale nie warto go zagłębiać ani rozkopywać... bo niby co by to zmieniło? tak czy siak w tym roku sama z siebie pamiętałam o urodzinach brata, zapewne wywołało to powszechny szok, zapewne było powodem do ciętych komentarzy o moich liczny zaniechaniach i zaniedbaniach (nie mówię, że całkiem pozbawionych racji, bo racja w nich była i to poparta faktami, z którymi się nie dyskutuje, w każdym razie ja nie dyktuję), zapewne..., a mimo to jestem zadowolona, że pamiętałam, a kwiatek jest epicko ładny i nikt mi nie powie, że nie
piątek, 9 sierpnia 2019
"Zielone górą" - przyjemność dla mózgu
w ostaniach miesiącach polubiłam chodzenie na wystawy, najbardziej na otwarcia w lokalnej galerii BWA, zbierają się tam ludzie specyficzni, prawie zawsze mniej więcej ci sami, a ta ich specyfika mi odpowiada, lubię ten klimat powszechnej inności, to że z lampką wina chodzę i oglądam, że na tę chwilę wszystko jest Inaczej, że nikt nie zachowuje się głupawo, tylko jest tak jakoś ładnie, to miejsce, ci ludzie, w czysto intelektualnym sensie jest to wszystko ładne, bez grubo ciosanych słów i gestów, jest to zapewne z mojej strony jakaś bufonada i egzaltacja, ale daję sobie na nie przyzwolenie, lubię sztukę, lubię cichych spokojnych ludzi, którzy się wokół niej przechadzają, którzy umieją się zachować, docenić, pobyć razem, to przyjemne, dla mnie, dla mojego obolałego mózgu; wystawa była tym razem mocno lokalna i nie wstrząsnęła mną jakoś bardzo - dobrze rozplanowana, przemyślana, technicznie się nie czepiam, kilka rzeczy mi się podobało (te poniżej)... było ładnie i wino było dobre
![]() |
| P.M.Markowski "Ochrona środowiska" |
![]() |
| H. Tchórzewska "Łagów" |
![]() |
| P.Komorowska-Birger "Maszyna do pisania" |
czwartek, 8 sierpnia 2019
U Marty w Gorzowie
Marta wyjechała rok temu do Gorzowa, za pracą i za odmianą, brak mi jej rzecz jasna, i dlatego gdy mnie zaprosiła, to pojechałam, na dwa dni, ale w moim obecnym nastroju był to wysiłek heroiczny, bo mam znikomą chęć wychodzenia z domu, rozmawiania, bywania, najlepiej czuję się u siebie ze sobą, taką mam fazę i tyle, no ale Marta to co innego, moja Sis, żadna z nas nie ma złudzeń co to tej drugiej, ale mimo to trzymamy się razem i Znamy się, jak to ludzie, co razem beczkę soli przemielili; pogadałyśmy, dzieje się u Marty...., oj dzieje, obejrzałyśmy cały sezon serialu "Euforia", wypiłyśmy sporo wina, trochę obejrzałam też Gorzów, który jest o niebo brzydszy od ZG (może to tylko niedoinwestowanie?), nie ma deptaka, nie ma ścieżek rowerowych.... i jakoś tak smutno, i dużo zrujnowanych kamienic, teren nad rzeką rozkopany.... no nie porwał mnie Gorzów, ale z Martą było fajnie, dobrze nam to obu zrobiło
sobota, 8 czerwca 2019
porzucone prezenty
koło śmietnika ktoś zostawił obraz, że niby wyrzuca, ale zarazem jego ustawienie sprawia, że obraz da się zauważyć, jest osobny, nie leży w koszu i gdyby ktoś jeszcze go chciał to może brać, bo czysty, bo niby wyrzucony, ale nie tak do końca, obejrzałam go sobie ze wszystkich stron, snując migawkowe domysły, kto komu i dlaczego go dał? kto i dlaczego się go pozbył? nie zabrałam, bo to zbyt cudza historia i nie mam na nią miejsca, ale to było ciekawe, bardzo ciekawe spotkanie z cudzością; ktoś miał zatem urodziny, myślę, że kobieta i może wkurzył ją ten napis, że niby jest zbyt interesowana, więc może to tylko nieudany prezent, a może przeciwnie - to był udany prezent, ale po czasie między nimi coś się zmieniło i nie dało się go zatrzymać, tego obrazu i tego chłopaka, więc wyrzuciła, z żalem, z niechęcią, bo nie do kontenera, ale tak delikatnie tuż obok, poza śmietniskiem, koło ściany, tam gdzie czysto, wyrzuciła, pozbyła się... bez przekonania, ale właśnie tak
sobota, 25 maja 2019
absolutnie nie do... (Sorry Boys - "Absolutnie, absolutnie")
Absolutnie jest przedziwnie teraz, wszystko na raz się podziało, trochę mi trudno, trochę to jest czas byle jaki, ale przecież jakoś się jest i jakoś się trwa, Mała Mi dorasta i wyrasta, jest przedziwna i czasami nie dowierzam, że to ja ją w pewnym sensie stworzyłam, jestem dumna oczywiście, bo mądra jest i inna niż inni - bez obaw i wątpliwości, tymczasem w pracy... no cóż, walka z wiatrakami w pełni, chyba skończy się to na tym, że odejdę z mojej ukochanej szkoły, robiąc odrobinę huku, ale nie da się inaczej, inną opcja jest pójście na ustępstwa, na które pójść nie mogę i patrzenie na to, jak nieudolni urzędnicy marnują moją pracę, a ja się nie zgadzam się i niestety jedyną dostępną formą niezgody jest w tej chwili nieuczestniczenie, mimo to smutno jakoś, trudno i żal, bo na moich kościach stoi ta moja terapeutyczna szkoła, na moich emocjach, moim czasie, na moim życiu, i jest przez to mocno Moja, a muszę zostawić, wiadomo, że to tego trochę stresu, trochę zgrzytów, generalnie idę pod górę; w życiu w ogóle niby spokój, ale przecież wcale nie, i może tego brak mi najbardziej, chwili spokoju i żeby nie działo się nic, cholernie nie docenia się takich czasów bez "dziania się", kiedy one trwają, a teraz bardzo by się przydały
Subskrybuj:
Posty (Atom)












