środa, 7 stycznia 2015

fukania

...............
- Ale one nie mogą tak do mnie mówić!
- No ale one właśnie takie są....
- A co to jest za wytłumaczenie? tak nie można usprawiedliwiać, że takie są!
- Szkoda, że mi wcześniej o tym nie powiedziałaś..
- Nie było kiedy, ciągle cię nie było.
- Musiałam wyjechać przecież....
- Dobrze jednak , że już minęły dwa tygodnie, to mi trochę przeszło, ale one nie mogą tak do mnie mówić!
- Ale to tylko dzieci, poza tym, która z nich w sumie to powiedziała.
- To nieważne, po prostu nie mogą tak mówić.
................
*****

obie miały rację i nie miała jej żadna z nich, tak czy siak, 
wszystko to zbędne, co najmniej średnio fajne,
i chyba przeterminowane;
jakoś tak ubrudziłam się, słuchając

wtorek, 6 stycznia 2015

Intensywność (Kent&Meisel)

Wieczór z Martą i białym winem przypomniał mi o mojej nieprzemijającej sympatii do Stacey Kent, więc poniekąd podziękowania dla Marty, dziś maltretuję się, słuchając Kent. Zaskakująco pasują do niej te zdjęcia z Vogue, oczywiście jestem beznadziejna, jeśli chodzi o modę, kompletnie się nie znam na tym, ale zdjęcia Meisela są po prostu piękne w swoim wystylizowaniu, upozowaniu, takie zastygłe momenty, wyobrażam sobie, że można by z tego zrobić komiks w stylu noir, taką mroczną, pełną niejednoznaczności opowieść, i w tle ta Kent, żongluję sobie tą myślą, tym wyobrażeniem.


How insensitive I must have seemed
When you told me that you loved me
How unmoved and cold I must have seemed
When you told me so sincerely

Why you must have asked
Did I just turn and stare in icy silence
What was I to say? What can you say
When a love affair is over?

Now you gone away and I'm alone
With a memory of your last look
Vague and drawn and sad, I see it still
All the heartbreak in that last look

Why you must have asked
Did I just turn and stare in icy silence
What was I to say? What can you say
When a love affair is over?

poniedziałek, 5 stycznia 2015

brakowania

Taka była zima przez chwilę i nie ma jej. Zważywszy na przytłaczająca obrzydliwość świata bez zimy zupełnie na serio odczuwam jej brak. W ogóle doskwiera mi BRAK, tak trochę po Norwidowsku, ale też zupełnie ogólnie i dosłownie, brak tego i owego, brak czasu, brak przestrzeni, brak sezamek i sosu salsa. Gdyby spadł śnieg, niczego by to nie zmieniło, ale... gdyby spadło go cholernie dużo, być może zmieniłoby to wszystko. 


niedziela, 4 stycznia 2015

scrabble - wyrwane z kontekstu

.....od kiedy mniej go lubię - bo już mu nie wierzę, a w końcu trudno darzyć sympatią człowieka, któremu się nie dowierza  [[[skryty KONTEKST i TŁO odległe: przyłapany na gorącym uczynku, z dymiącą bronią, nożem we krwi, winny jak cholera; dodatkowo totalna premedytacja czynu sprawiła, że przyznanie się do winy nie okazało się okolicznością łagodzącą, cóż, bywa]]], co do którego ma się wątpliwości i rozdrażnienia - przestałam mu pozwalać wygrywać w scrabble, i jest to chyba największa zmiana w naszych relacjach, raz po raz rozkładam go na łopatki, słabo sobie z tym radzi, podobnie jak ja, ale jakoś nie mogę przestać..... wrogość -  to wszystko.

sobota, 3 stycznia 2015

Bardziej

Brakuje mi bardzo niewymuszonej, nieprzeintelektualizowanej  niedosłowności, niedopowiedzeń i gry metafor, słów, pół-słów, która byłaby naturalna i prawdziwa tylko dlatego, że wszelka dosłowność jest zbędna. Tymczasem żyję w dookreślonym świecie i często czuję się w nim nie tak. Strasznie się więc bujam w tym Kapeluszniku z filmu Burtona, nie dlatego, że to Depp, ale właśnie dlatego, że to taki Kapelusznik.


"- Kiedyś byłaś bardziej, teraz jesteś mniej bardziej, czegoś tam w środku zabrakło."

piątek, 2 stycznia 2015

a jednak myślę często teraz o tym Barańczaku

za szybko umarł, świat nie zdążył zauważyć, że on jest posągowy, jak Szymborska, Miłosz, Herbert, jak Różewicz; mam poczucie, że to jest wielka strata kulturowa, oczywiście teraz się zaroi od zainteresowania nim, bo ludzkość lub odprawiać żale nad zmarłym, ale to nie wynagradza tego, jak bardzo jednak go nie zauważano, myślę o tym, o wszystkich tych wierszach, które mu "podkradłam", o tym jak mnie przekonał do sonetów Szekspira i o tym, jak ja sama nie dość poświęcałam mu uwagi przekonana, że to jest "młody" poeta i że jest czas, żeby doczytać, żeby omówić, więc tylko tak po małym kawałku czytałam, od przypadku do przypadku, jakiś wiersz, jakieś tłumaczenie, i teraz jestem jak wszyscy: umarł to mi żal i czytam bardziej, dowodząc swojej małości, miałkości, pospolitego gapiostwa, i myślę sobie: jesteś beznadziejna, trzeba było wcześniej; [zawsze miałam poczucie, że kiedy ktoś umiera, to wszystko się unieważnia, że bez znaczenia jest to, co robimy po czyjejś śmierci, ważne jak traktujemy ludzi, kiedy żyją, nie bywam więc na pogrzebach, bo są daremne, są pustym gestem (który czasami trzeba wykonać, wiem, wiem, wiem)]; mam do siebie żal i trochę sobą gardzę, że nie dość znałam Barańczaka i teraz stać mnie już tylko na spóźnione (zatem właśnie puste trochę) gesty i poszukiwania, a przecież i tak trzeba je podjąć, żeby uniknąć większego i trwalszego niezauważenia; jakoś tak jest mi wstyd i przykro, serio

                       

Sonet 22 Szekspira w przekładzie Barańczaka czyta M. Kondrat


czwartek, 1 stycznia 2015

Na ostatnim "Hobbicie"

Niezależnie od recenzji rozdrapujących film na części pierwsze, dosłałam to, czego szukałam: estetykę wykonania, plenery, spektakularne efekty po prostu cieszące oko, fantazję, rozmach, inny, ale wiarygodny świat, w który wtopiłam się dość chętnie i z zaangażowaniem, bo świat inny, ale postawy, przeżycia, relacje - uniwersalne przecież; przypodobało mi się na tyle, by nie szarpać się o szczegóły techniczne, dłużyzny, naddatki względem oryginału, wszystko to ważne, ale zupełnie nieważne. Po prostu podobało mi się i już.