sobota, 31 października 2015

radio i celowe cierpliwości

Dziś ja i Gosia same w radio, i oczywiście listopad, tak baaaardzo jest już późna jesień i uwiera mnie ten listopad, choć jeszcze się nie pojawił. Zrobiłyśmy audycję, ostatnią póki co, jakoś emocjonalnie wyszło, pogadałyśmy, a ja cicho dopisałam Gosię do listy osób, o które się martwię. Wypiłam kawę, pogadałam, wchłonęłam jabłka - radiowy dzień czy raczej poranek, fajnie, lekko, dobry klimat. Na odchodnym dostałam piosenkę, którą Gosia puszczała w radio, zapamiętałam, wyszukałam, teraz uporczywie słucham, słucham, słucham (i myślę - ostrożnie myślę, szamocząc się z ciągle rozplatającymi się warkoczykami) i podoba mi się, bo jest w rytmie moich kroków, bo jest w rytmie mojego myślenia, w moim tu i teraz, mocno, no tak... właśnie tak. Chciałabym wyciągnąć rękę i mówić tylko to: chodź, chodź ze mną, obok mnie, do mnie, bez obaw, bez żalu, bez niepokoju, bez niedowierzania, bez wątpliwości, chodź, nie myśl, tylko idź - ale nie robię tego, wiem, że to nie tak, że trzeba poczekać, tym razem właśnie tak: zaoferować czasowi czas, a człowiekowi cierpliwość, to czasami pomniejsza forma szacunku i czasami wielkie ryzyko, także, ale jest to potrzebne. "Nie powiem: dość".

**************

piątek, 30 października 2015

wszystkie spojrzenia Kuby

Kuba pokazał mi swoje zdjęcia, bardzo piękne, bardzo dobrze zrobione, niektóre znakomite, wiele pełnych wdzięku... każde jedno wykonane z pasją, oglądałam je myśląc, że widzę w nich jego ścisły umysł, widzę perfekcję lub dążenie do niej i ma to swój urok, jest to coś, czego nie da się nie podziwiać, a jednocześnie myślałam: jaka szkoda, że tak rzadko, robiąc je, zabiera ze sobą swoje serce, byłyby tysiąc razy.... nie wiem, nie lepsze przecież, ale miałyby większą moc, a nie tylko wypracowane piękno, pewnie nie byłyby tak doskonałe, ale być może byłyby niezapomniane, bo rzeczywiście dotykałyby ludzi, na pewno dotykałyby mnie.

czwartek, 29 października 2015

sezon na więdnące kwiaty

Listopad zaczął się dziś, szedł tutaj już od kilku dni i jest, i to był zły dzień, parował negatywnym powietrzem od rana, i to nie to, że mgła, ale jakby inna gęstość powietrza (czy gdybym mówiła głośno takie głupoty, to ktokolwiek by mi uwierzył, że tak to widzę, że takie mam od rana poczucie? chyba tylko Aśka); nagle wszyscy stracili energię do życia.... skończył się im tlen, jakoś tak - i Ł. postanowił nie walczyć o prawa swojego syna, które jeszcze wczoraj wydawały mu się tak ważne, dziś położył uszy po sobie, i zwyczajnie wycofał się rakiem, a mi było przykro, że tak; Pani S. nie wychodzi z domu i czuje się winna, że nie potrafi, że nie umie... nie jestem pewna, czy ją przekonałam, że to nic takiego, że tak czasami jest, że to się zdarza, że ma dać sobie czas, przylepiło się do mnie jej poczucie winy, jej żal; wieczorem M. pisała, bo ktoś zrobił jej krzywdę, a ja mogłam jej tylko obiecać, że jutro coś wymyślę, jutro wszystko naprawię; nawet Mała Mi, optymista mojego własnego chowu ma energię na poziomie ameby, więc.... z powodu tego wszystkiego i innych drobnych rzeczy pomniejszych siedziałam dziś i płakałam jak bóbr, witamy w listopadzie.

środa, 28 października 2015

bez przyszłości ("11 minut")

Nowy film Skolimowskiego... jest to rzecz interesująca, budująca napięcie, wieszcząca zło, oglądasz i wiesz, że jest to historia bez happy endu, ale i tak oglądasz, bo chcesz wiedzieć, po prostu chcesz, zatem oglądasz i wiesz, że wszystko jest domysłem, wszystko jest przypadkiem, kruchością; trochę jest to film uderzający w moje najbardziej podskórne obawy, trochę kolejny raz świat mówi mi: PRZYSZŁOŚĆ NIE ISTNIEJE, nie ma jej nigdzie poza twoją wyobraźnią, i trochę to straszne, a trochę... dobre, bo czemu snuć plany, czemu (przede wszystkim) snuć obawy? właśnie teraz w moim życiu, taka konstatacja jest odpowiedzią  na wiele wątpliwości, ale.. odchodząc od prywaty: świetni aktorzy broniący się w najmniejszych epizodach, wciągająca fabuła, finał trochę w klimacie "Oszukać przeznaczenie", ale emocje po drodze wiele wynagradzają. Może nie żeby Oskar, ale film godny obejrzenia, pięknie pomontowany, dobrze zagrany, z genialnymi epizodami, z mistyczną zagadką w tle, film, który zostawia niepokój.

wtorek, 27 października 2015

tysiąc nienapisanych listów

układam w głowie listy, których nigdy nie napiszę, które pozostają tylko opcją, tylko możliwością, mimo to układam je z zapałem, bo pomaga mi to zebrać myśli, taki niekończący się wewnętrzny monolog o najgłębiej skrywanych sekretach, i tak, jest to przyjemne, mnie jest przyjemnie, zamyślam się, zapominam o wszystkim, wymykam się, nikt i nic mnie nie dotyka



poniedziałek, 26 października 2015

jesiennie (zatrzymanie szóste)

późna jesień, nastroje pikują, ale jest pięknie, naprawdę pięknie... idę przez park i wszystko się zmienia, w jednej chwili




 


 



niedziela, 25 października 2015

jesiennie (zatrzymanie piąte)

Po drodze na wybory, przez park, szłam sobie, a tu wszędzie nagle pięknie tak jakoś, bardzo. A ja okazałam się tylko bohaterką tej cudzej pocztówki, którą ktoś komuś innemu po coś innego wysłał, na której jestem tylko przez przypadek.