...jestem nim.
czwartek, 7 stycznia 2016
środa, 6 stycznia 2016
powiało Oskarami i wielką trwogą ("The Big Short")
No, no, no, mocna rzecz, ładnie zmontowana, kompozycyjnie z pomysłem, opowieść wartka, choć temat potencjalnie nudnawy dla ludożerki, pomysłowo zrobiona całość, film koniec końców długi, dobrze ponad dwugodzinny, a w napięciu i uwadze trzyma dość konsekwentnie, świetne aktorstwo, wartkie dialogi i serio... w kwestii tematyki (krach rynku nieruchomości i kryzys ogólnoświatowy) kurczę, nie chciałam tego wiedzieć. Będzie Oskar? oj musi....
wtorek, 5 stycznia 2016
ślady na śniegu
Szłam wieczorem po świeżym śniegu, myśląc, że tym właśnie tak naprawdę jestem, śladami, które po mnie zostają na śniegu. Czysta ulotność.
Odkryłam, że nie umiem rozmawiać z T. i jest to smutne odkrycie. Umiem go tylko słuchać. Jego słowa wydają mi się jednak nietrwałe, nierzeczywiste, pozorne, jakby w prawdziwym świecie, w burej codzienności, w działaniu, czynie niewiele mogło im odpowiadać, no właśnie, takie ślady na śniegu... patrzę bez zdziwienia, jak odchodzi, kiedy powinien zostać, milczy, gdy powinien mówić, ucieka, kiedy warto powalczyć, wiatr przywiewa chropowatość, a on zwiewa, nawet nie bardzo go można za to winić, ale ja temu wszystkiemu nie ufam, nie dowierzam nagłym zmianom nastrojów, drobnym skaleczeniom, podniesionemu nieznacznie głosowi, przeczuleniu wobec tonów moich nielicznych wypowiedzi, temu uchylaniu się, dlatego nic nie mówię, nie wierzę, by to prowadziło do... do czegokolwiek, nie ma rozmowy, gdy nie ma zaufania, rzecz jest nienowa i w sumie przede wszystkim męcząca, ale i tak jakoś przykro, taka piękna daremność. Zdarza się. Także mnie.
poniedziałek, 4 stycznia 2016
samo przypełzło
po długiej przerwie powrót do pracy (nawet lubianej przecież) zwyczajnie jest swego rodzaju karą, odprawiałam dziś zatem moje zwykłe rytuały bez przekonania i jakoś rzeczywiście się wymęczyłam, po tablicy przepełzła mi mała gąsienica, która miała cechy wkurzonego świetlika, tymczasem jednak kilka stworów o urodzie dżdżownicy krąży i nie podoba mi się to, skąd biorą się te małe, śliskie podłości, które tak szybko wrastają w krew? dlaczego ludzie są tacy dla siebie? i dlaczego wydaje się to przychodzić im tak łatwo? brzydko jest na to patrzeć i równie brzydko tykać, a bywa, że trzeba, że należy, że powinno się, myślę o tym z niechęcią
niedziela, 3 stycznia 2016
"Fotografia stwarza złudzenie" (I. McEwan "Czarne psy")
Czytam sobie, podoba mi się, sprawnie napisana rzecz. Uciekam myślami w inny świat, choć jeszcze nie do końca wiem, przed czym to całe uciekanie. Nie lubię zdjęć, czy raczej nie lubię na nich być, oglądać lubię, to zupełnie coś innego - patrzeć na świat i być w nim nieobecnym.
sobota, 2 stycznia 2016
rok temu, czyli przed dwoma dniami (Listy do M. 2)
byłam sobie sama całkiem na filmie o świętach i miłości, obok mnie babeczka, też sama, spora babeczka, poza tym w kinie generalnie sporo kobiet, głównie w systemie dwójkowych, więc trochę żałowałam,że nie zabrałam Marty, kilka par, żałowałam,że nie kupiłam popcornu (bo tak, zdarza mi się być prymitywem jedzącym w kinie, czasem lubię, co ja na to mogę...) i jeszcze.... film fajno-fajny, totalnie nieprawdopodobny życiowo, ale czy musi być? miłe kinko, ładnie zrobione, ciekawy system wątków, podjętych prawe zawsze z poprzedniej części, żadnych większych katastrof, sporo happy endów, miła muzyka, szczerze zarechotałam się co najmniej kilka razy, przyjemnie było, nie zabijało to to pod żadnym względem, ale było właśnie... przyjemne, dobrze skonstruowany gwarant miłego czasu przed wielkim ekranem z popcornem w garści lub bez, w towarzystwie lub bez
piątek, 1 stycznia 2016
lekko, łatwo, przyjemnie (Słaba płeć?)
i tak, to jest pospolity banał, i tak, trochę mi jest wstyd, ale mam takie noworoczne postanowienie, że w tym roku ma być fajnie - lekko, łatwo, przyjemnie, uroda życia bez żadnego spinania tyłka w jakiejkolwiek dziedzinie, być może się nie uda, ale zamierzenie jest, planuję więc dobry rok bez napinania psycho-emocjonalnej muskulatury, i zaczynam tak: że kino, że lekka komedyjka, przyjemna zaiste, nie żeby film ambitny, ale zaśmiać się można trochę, wzruszyć co najmniej raz, Olga Bołądź ma wiele wdzięku i jest niezłą aktorką, co w takim filmie wystarcza zupełnie, drugi plan całkiem ok, muzyka spoko, trochę Warszawy złośliwym okiem - ok, fabuła dorzeczna i zabawna (mimo że ociera się o "Pokolenie IKEA"), szczęśliwe zakończenie i takie tam... a co? czasami po prostu powinno być fajnie, nie? i czasami jest, na szczęście
Szczęśliwego Nowego - wiadomo
Subskrybuj:
Posty (Atom)