środa, 7 października 2015

długie wieczorne kobiet rozmowy

Panna M.:- Ale ja musiałam coś zrobić, coś innego niż chwila słabości, musiałam go czymś urazić, że tak zniknął i to teraz, jak wszystko mi się wali, zwiał jak szczur, jak miałam wypadek nawet nie zadzwonił... przecież musi o coś chodzić, coś musiałam zrobić...
Pani Mag: - Nie ma powodu, oni po prostu nie są naszymi przyjaciółmi.


Siedziałyśmy we trójkę, dookoła biegały nasze dzieci, a mężczyźni byli z różnych przyczyn nieobecni, czasami definitywnie, czasami chwilowo, dość, że ich nie było i nikomu ich nie brakowało po prawdzie (choć oczywiście mówiło się i o nich, trochę się obgadywało wielkich nieobecnych); wino, jedzenie, gadanie, żarty i żale, rozchełstana żeńskość, dyskusje bez konfliktów, poczucie więzi bez uwiązania; kobiety są sobie niezbędne, świrują, kiedy zostają same, a czują się lepiej, gdy mogą pogadać lub chociaż posiedzieć z innymi babami, nawet jeśli świat się wali, nawet jeśli wszystko jest nie tak; wiele razy myślałam, że mogłabym żyć na co dzień w jakimś totalnym, dobrze zorganizowanym matriarchacie, że to mogłoby działać; 
mężczyźni przychodzą i odchodzą, inne kobiety pozostają.

wtorek, 6 października 2015

codziennie inaczej ("o co tyle milczenia?")

jesień zwyczajnie sprzyja jazzowym klimatom, a od Napiórkowskiego do Jopek mam zwykle najwyżej jeden krok, i tak słucham jej sobie, w tle, robiąc coś innego, myśląc o czymś innym, i bywa, że strzęp słów mi wpadnie w głowę głośnym echem, zwykle urywkami: "nieskromna, niewinna", "ja nie proszę, nie płaczę, ja kocham codziennie inaczej", a przede wszystkim "O co tyle milczenia?", i jeszcze ta akwarela, no właśnie

niedziela, 4 października 2015

jesienią przez las

Zabrałam najprawdziwszego i najlojalniejszego z przyjaciół, czyli psa, na długi spacer przez las, przez jesień, dobrze nam to obu zrobiło, dokulałyśmy się aż na Winobranie w Ochli - sporo ludzi, jarmark i lokalne produkty, zjadłam ziemniaki pieczone w kotle, w mundurkach z olejem lnianym, sprzedawali je przemili ludzie, no i było to pychaaa, prawie jak z ogniska, zresztą kupiłam potem ten olej lniany w ramach prozdrowotności, poza tym wreszcie zauważyłam, że jesień rzeczywiście skapuje z drzew, spotkałam też Dorotkę w stroju ludowym.... jak zazwyczaj w szczytowej formie, pełną planów, ambicji - fajnie, uściskałam dzieciaka, zatem w sumie to był dobry, jesienny dzień, bolą mnie nogi, ale mimo tego, piękna ta jesień się na chwilę okazała i pies jest szczęśliwy.

 






sobota, 3 października 2015

nie chce mi się z nikim...

....nic, z nikim nic mi się nie chce - ot tak, zupełnie, gadać, być, żyć, nawet czuć mi się nie chce, niepokojąco definitywnie. 

Mój ulubiony jubiler powiedział: - Mało kto ma takie wąskie palce.... Gosia, wychodząc z radia powiedziała: - Fajnie, że byłaś, cieszę się, że cię poznałam. Marta napisała: - Jestem z ciebie dumna siostro. Mała Mi płakała, bo fretka umarła i to było prawdziwe nieszczęście, prawdziwa śmierć (- Ale śmierć jest straszna, a mnie przy niej nie było!!). Za tym wszystkim jest jeszcze wiele innych słów, innych sytuacji (pogadajmy o nas i moje ulubione bardzo mi przykro, że już nie chcesz...; czy ja muszę?! muszę chcieć, być kimś dla kogoś, nie mogę tylko towarzyszyć? dlaczego to nie wystarcza? jestem lojalnym towarzyszem, jestem na zawsze, nie zmieniam się jak kamień przy drodze, czy to nie dość? czemu muszę być jakaś, czyjaś? po co? skoro umiem nieprzemijająco kochać i lubić i być bez całej tej papierowej przynależności), tymczasem szlachetna sztuka uniku nie starcza, bym się uchyliła, zatem czasem odmawiam, po prostu. I naprawdę - nic z nikim nie chcę, nie tak.

piątek, 2 października 2015

pod palemką

Chcąc nie chcąc usiadłam pod palemką w Palmiarni, bo Pan robił zdjęcia, poprosił i wypadało usiąść, trochę zapozować, trochę się uśmiechnąć, dziewczyny zasiadły, no to ja też, bo w sumie, co mi tam, zapomniałam o tym incydencie pięć minut później, a tymczasem okazuje się, że nawet nie wiem kiedy mój mało upublicznialny wizerunek pojawił się w artykule prasowym lokalnej gazetki rozdawanej na ulicach, i co? i jestem tym autentycznie skrępowana, jest mi niewygodnie i niezręcznie... nie wiem nawet za bardzo czemu? może to smutna świadomość, że teraz każdy lub prawie każdy może mnie pognieść i wyrzucić do śmieci? lub co gorsza - oprawić w ramki i trenować trafienia rzutkami do celu? bardzo być może, że mi to trochę przeszkadza... zaczerwieniłam się jak wioskowy burak, gdy mi tę fotkę pokazano, dziewczyny wyszły oczywiście bardzo ładnie, tak młodo i dystyngowanie, a ja jak to ja - wiadomo, siebie ocenić się nie da; refleksja na przyszłość: znienackowemu, spontanicznemu siadaniu pod palemką w przyszłości mówię stanowcze łeee tam...


czwartek, 1 października 2015

bezwzględne potrzeby - z kobiecych dialogów postpożegnalnych

Wszystkie moje ulubione dziewczyny dopytują:

- I jak się czujesz?
- Jak się z tym czujesz?
- I co teraz?

Zbiorczo i po uczciwości mogłam odpowiedzieć tak:

- Trochę mi przykro, trochę dziwnie, trochę nie wiem, jak powinnam się czuć, trochę myślę, że moje koty jak umrę zjedzą mi twarz, ale ja to ciągle ja, mój świat się nie rozpada, ja się nie rozpadam, trwam sobie jak trwałam, nie płaczę po kątach, tylko się rozglądam; jak mawiała moja babcia, mężczyzna nie jest kobiecie do życia bezwzględnie potrzebny.