niedziela, 14 grudnia 2014

pokoje bez okien

... gdzieś w głębi każdego wewnętrznego domu, kilka pokoi, wszystko, na co nie chcę zerkać, czego nie chcę słyszeć, pamiętać, przemyśleć, także cudza głucha wściekłość, którą pozwoliłam się obsmarować wczoraj, choć nie miała ze mną nic wspólnego...

sobota, 13 grudnia 2014

Jedyny wiersz Jacka Gilberta, który posiadam


Każdego dnia pod moje okno przychodzi noc.
Poważna noc, jak zwykle przyrzekająca 
wiek i umiarkowanie. I boję się
obowiązkowo, jak zwykle do czasu, aż nie znajdę
trzech serc w swoim łóżku i czegoś w głębi duszy,
co teraz, jak zwykle, mówi mi o Giannie.
I jestem szczęśliwy pośród ciemności,
kiedy moje stopy śpiewają o tym, jak
ona jest gorąca i samotna, kiedy leży
w swoim mrocznym pokoju nad Umbrią,
przez krótki czas i tylko pośród
rajskich kwiatów białych, białych.
Przez całą noc myślę o jej ustach
z lekka otwartych. Pragnę spokojnego
spaceru po Italii jej głowy. To dziwne, ale
na ulicach jej dzieciństwa wcale nie ma turystów.


****

Wstałam rano i wykopałam. Trochę to trwało.
Nie żebym nie szukała innych przetłumaczonych wierszy Gilberta, jest jedna antologia amerykańskiej poezji podobno, ale nie mam do niej dostępu; osobno Gilberta u nas nie przetłumaczono, przynajmniej ja nie znalazłam takiego tłumaczenia, więc zapomniałam o nim, choć przecież spore wrażenie na mnie zrobił ten jeden jedyny wierszy wyjęty z jakiejś powieści, przepisany, upchnięty w notatkach. I nawet coś tam znaczył więcej kiedyś. Ktoś go czytał. Dostawał, robił z niego krajobraz. Wczoraj przyszedł mi do głowy początek, pierwszy wers, bez sensu i bez powodu po prostu się pojawił, więc wydobyłam stare zapiski, a do tego informację o nagrodzie Pulitzera i o tym, że Gilbert już nie żyje. A ja nadal mam tylko Giannę i Umbrię, i noc, która stoi także pod moimi oknami. No to się dzielę tym, co mam, bo tym, czego już nie mam, się nie podzielę, to zostaje tylko dla mnie (mgliste wspomnienie jakiegoś gestu i tego, jaki to miało sens, wtedy, z tym Gilbertem, scena epizodyczna).

piątek, 12 grudnia 2014

Moje miasto nocą

Wieje wiatr, podobno orkan. Wiszące na balkonie doniczki z resztkami nasturcji dzwonią o okno i oczywiście wiem, że powinnam je zdjąć, tak ze dwa miesiące temu, ale nie zdjęłam, bo robienie tego, co powinnam, nie zawsze dobrze mi idzie, mimo to koty mruczą, grzejniki grzeją, coś tam gra w tle, wino się sączy, miasto mi świeci nocą i stłumionym światłem. Właśnie tak.
W nocy śnię, że idę szarymi chodnikami, gdzieś, do czegoś, bez specjalnej nadziei na to, że tam dotrę. I zawsze jestem tylko sobą. I budzę się zmęczona.
"Każdego dnia pod moje okno przychodzi noc" - kto to powiedział? Nie pamiętam, ale przychodzi, i to nie tak, żeby to była zła lub niedobra wizyta, bo po prostu przychodzi i budzi mnie. I nie wiem, dokąd idę po tych chodnikach, nie wiem, co mi się śni.



czwartek, 11 grudnia 2014

"pokażę ci garaże pełne marzeń", street art, cz. 12


garaże oglądane na wiosnę i teraz trochę, u splotu Jaskółczej i Ptasiej, lubię tam łazić, jest w nich życie, ciągle się zmieniają, co oczywiście jest czymś dobrym





















  









wtorek, 9 grudnia 2014

Tato

dziewięć lat temu umarł mój ojciec, a moja córka miała pół roku, trzymałam ją na rękach 
i nagle dowiedziałam się, że go nie ma i nie poczułam prawie nic,
nie pojechałam na pogrzeb, miałam żal, bo było moim tatą tylko dwa razy, a dwa razy to mało,
pewnie nawet nie zauważył, że mnie nie było

poniedziałek, 8 grudnia 2014

"Jedwab" Baricco - kolejny raz i nadal wow...

Dawno temu ktoś powiedział mi: przeczytaj, niesamowity jest, nie oglądaj filmu, tylko przeczytaj.
Wtedy nie wiedziałam, że był to swego rodzaju prezent.

Wygrzebałam książkę gdzieś, od kogoś, kupiłam, przeczytałam, w zasadzie od razu, siedziałam i czytałam, spijałam, nawet nie dlatego, że to ciekawa opowieść, ale ta narracja, ten sposób mówienia, piękna, wyrazista i tętniąca tym, co niewypowiedziane. Taka prosta klasycznie powściągliwa elegancja w bardzo męskim stylu. Jakieś spojrzenie, gest, prosty dialog, wspomnienia, niespełnienia, moc detali, nienazywalność świata i emocji ubrana w słowa, czy raczej w przestrzeń, którą stworzono między nimi. Potem oczywiście kupiłam wszystko, co się dało, bo chciałam jeszcze. I teraz wracam. Nie znam włoskiej literatury, ale znam Baricco. Nadal wow....

****
"Dziwne cierpienie. (...) Umierać z tęsknoty za czymś, czego nigdy nie przeżyjesz."

*****
"- Jaki jest koniec świata?
- Niewidoczny."