piątek, 7 sierpnia 2020

Piotr Podgórski "Anathema" - book tour 34(39/52)

"Anathema" Piotra Podgórskiego to książka przedziwna, na poziomie grozy rzeczywiście mroczna, niepokojąca, pobudzająca wyobraźnię, na poziomie obyczajowym przytłaczająca, trudna, wręcz przykra, na płaszczyźnie emocji histeryczna, pełna luk i niekonsekwencji. Groza mnie uwiodła, konstrukcja postaci, ich relacji i emocji - zupełnie nie.

John Smith vel Marek Makowski wychował się na Podkarpaciu, w małej biednej miejscowości, w rodzinie naznaczonej przemocą i alkoholizmem obojga rodziców. Pierwsza część powieści skupia się na jego dorastaniu i naprawdę traumatycznym dzieciństwie. Jest to obraz pełen dramatyzmu, ale też niekonsekwencji w konstrukcji osobowości postaci, które to niekonsekwencje będą zresztą towarzyszyły czytelnikowi do końca utworu. Marek jest dzieckiem wyczekiwanym, ale bez wyraźniej przyczyny zostaje odtrącony przez rodziców, którzy lekceważą jego potrzeby i regularnie krzywdzą go na wiele sposobów. Nie wiadomo dlaczego. Bez przyczyny mocno faworyzują też młodszego syna. Matka, która jako młoda dziewczyna była bardzo niewinna i wrażliwa z biegiem lat zmienia się w agresywną prostacką pijaczkę, przemiana ta jest równie gwałtowna, co pozbawiona fundamentów w fabule utworu. Ojciec także poniewiera chłopcem, a jego relacje z żoną są... trudne do zdefiniowania, dostajemy mnóstwo sprzecznych informacji, być może ożenił się z nią tylko z powodu nieplanowanej ciąży, być może ją kochał, być może jej ufał, ale też regularnie obrażał ją, podejrzewał, lekceważył, pomijał. Chaotyczna relacja. Małego Marka otacza czułością tylko babcia, która z kolei z niejasnych przyczyn nie zauważa niemalże jego młodszego brata i jest zupełnie inną postacią i osobowością jako matka Michaliny (czyli matki Marka) na początku powieści i zupełnie inną jako babcia chłopca, która bierze go na wychowanie do swojego pełnego tajemnic domu. Takich rozłamów i niespójności w budowaniu postaci jest w tej powieści dużo. Przenosi się to także na relacje bohaterów oraz ich działania, które często zawieszone są w pewnej próżni, którym po prostu brak motywacji. Kochają, nienawidzą, wpadają we wściekłość, pełni są ciągle wielkiego żalu, wielkich desperacji, gniewu, a te emocje często biorą się znikąd, do tego płynnie i szybko ulegają zmianom. O ile można to zrozumieć i uznać za prawdopodobne u bohaterów uzależnionych od alkoholu, to u pozostałych postaci ta histeryczna zmienność zawsze gwałtownych stanów emocjonalnych bywa męcząca i niezrozumiała. Przeszkadzają też nieco koturnowe rozmowy w kluczowych momentach, np. ostatnia rozmowa Marka z umierającym ojcem to de facto dwa elokwentne monologi ludzi bardzo świadomych siebie i autorefleksyjnych, co może nieco dziwić, w kontekście tego, że przez całą wcześniejszą akcję powieściową budowany jest wizerunek ojca Marka jako brutalnego i dość prymitywnie postrzegającego świat alkoholika oraz Marka jako chłopaka zagubionego w rzeczywistości, niepogodzonego ze sobą i przeszłością. Dorastający Marek nie zmienia się w kwestii swojej chwiejności. Widać to w jego relacjach z żoną (kocha ją i jest dla niego wszystkim, ale w życiu codziennym odsuwa ją od siebie i nie zauważa, a w drastycznych chwilach, nie dzwoni, o niczym jej nie zawiadamia), z bratem (któremu w tej samej chwili chce pomóc, a moment potem się obraża i chce go porzucić, by potem znowu usiłować budować braterskie uczucia, których w dzieciństwie nie było wcale, więc są to zamki na piasku), bratową (do której jednocześnie czuje nieufność, współczucie, życzliwość i niechęć) czy nawet z bratanicą, która w wieku lat 13 toczy z nim rozmowy pełne wrzasków typowych dla niedojrzałego nastolatka lub pełne mądrej przenikliwości typowej raczej dla kobiety z wieloletnim doświadczeniem i wielką rozwagą niż dla małej dziewczynki. No dziwne są te postaci, dziwni ludzie. Niespójni, nielogiczni, na poziomie konstrukcji osobowości zbudowani z wykluczających się zachowań, słów, gestów, są jak tekturowy dom bez fundamentów, nie przekonują, nawet na poziomie języka. Ale.... pełen starych domów otoczonych lasami świat Podkarpacia, w którym wszyscy żyją jakby przytłoczeni rzeczywistością, szczelnie zamknięci w kręgu rodzinnych traum i przeznaczeń, poza które ciążko się wyrwać, biedni, zaniedbani, sfrustrowani, grzęznący w gęstej atmosferze tajemnic z przeszłości i niewytłumaczalnych niechęci - to jest ciekawe. I do tego prawie od początku dodana jest odrobina niesamowitości. Tajemnicza kobieta, widmowa zjawa, którą widuje tylko Marek. Piękne motyle, które prześladują go w snach i na jawie (tu niestety absurdalna scena zatrzymania Marka przez policję na lotnisku z powodu... martwego motyla na siedzeniu obok [sic!?]) i które po latach wymuszają powrót do domu. Babcia obsesyjnie okadzająca dom białą szałwią i jeszcze coś mrocznego i gęstego w klimacie panującym w całej tej społeczności, wzgórza, na które się nie zerka, las, w którym łatwo się zgubić. Ta atmosfera podskórnej grozy się udała i dobrze przygotowała finał powieści, w który dość niepotrzebne wpleciono zaskakujący, lecz niepotrzebny i nieprzygotowany wcześniejszymi wydarzeniami wątek kryminalny, tymczasem sama niesamowitość i groza zupełnie by wystarczyły. Szkoda też, że elementy grozy nieco rozmieniły się na drobne przez dodanie zbyt dużej ilości domykanych wątków (zaginiona Cyganka, zaginiona sąsiadka, kości pod jednym z domów), w sumie rozmyło to również wymowę całości, w której prawdopodobnie chodziło o ocalającą moc wybaczenia. 

"Anathema"... - w moim odczuciu za tą powieścią stoi spora wyobraźnia, której zabrakło pisarskiego warsztatu, a niekiedy też wiedzy i researchu, które w obyczajowych częściach powieści umocowałyby prawdopodobieństwo wydarzeń i psychologię oraz relacje postaci. Nie da się też nie zauważyć pewnych naiwności czy banałów w fabule, trochę rodem z telenoweli. Zaniedbany Marek cudem wyjeżdża za granicę i robi karierę w Stanach w myśl zasady "od zera do bohatera", niemal z dnia na dzień zostaje fotografem mody - wziętym, sławnym [tu mam wątpliwość, bo tacy fotografowie nie są raczej celebrytami, ale gwiazdami znanymi głównie w swojej branży, a Marek udziela wywiadów i budzi duże zainteresowanie prasy, jest rozpoznawalny] i bogatym, co zresztą nie ma nic wspólnego z jego wcześniej sygnalizowanymi predyspozycjami czy zainteresowaniami. Inny przykład: wieloletnie krzywdy, maltretowanie, nieznęcanie się zostają wybaczone ojcu po jednej rozmowie zwieńczonej jego śmiercią, a nadal niepogodzony z traumami z dzieciństwa Marek wyznaje nad grobem ojca - alkoholika i przemocowca, że jest dumny z bycia jego synem... Po wielu latach nieobecności Marek z dnia na dzień (z godziny a godzinę nawet) nawiązuje bardzo bliskie więzi rodzinne z bratem i jego rodziną, z  którymi do tej pory nie łączyło go nic, nawet znajomość (nie wiedział, że brat się ożenił i ma córkę) i hojnie rozdaje pieniądze. Z kolei bratowa Marka, regularnie rozważająca rozwód (prawie co dnia to sygnalizuje), borykająca się z biedą, alkoholizmem męża, poczuciem samotności, zdesperowana i przytłoczona, bo sama opiekuje się konającym teściem, który nigdy nie był dla niej miły, a teraz potrzebuje mycia, przewijania itp., wyznaje Markowi wzniośle, radośnie i nagle w jednej z rozmów, że rodzina to wielkie szczęście, i że od rana cieszy się każdym dniem i chwilą swego życia. Bardzo to jest wszystko kartonowe i serialowe, w budowie akcji, emocjonalnej naiwności, mocno uproszczonej psychologii, wzniosłych słowach i gestach obliczonych na efekt. Wielbicielom traumatycznych scen z życia rodzinnego oraz grozy spod znaku nieustępliwych zjaw i zapomnianych, ale nie wybaczonych zbrodni z przeszłości można tę powieść jednakowoż polecić, znajdą tam to, co lubią. 

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję mistrzowskiej organizatorce book tour, Andżelice Jaczyńskiej z Czytam dla przyjemności.





4 komentarze:

  1. Anathema przesiąknięta jest traumatycznymi przeżyciami autora, dla którego stała się jakby spowiedzią z własnego życia, stąd to rozedrganie w narracji, ten prawie krzyk, te niespójności w odniesieniu do bohaterów. Dla mnie to książka-krzyk, to chęć szukania, mimo wszystko, możliwości wybaczania za cierpinia, których zaznało się we własnym życiu. Na pewno porusza wrażliwe osoby, a mankamenty natury pisarskiej znikną w miarę pisania kolejnych utworów.

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, ja lubię powieści tego autora. "Anathema" też zakupiona. Czeka na czytanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna strona, polecam również urokmilosny24.pl

    OdpowiedzUsuń